Sucker Punch (2011), reż. Zack Snyder

Tytuł: „Sucker punch”
Reżyseria: Zack Snyder
Scenariusz: Zack Snyder, Steve Shibuya
Muzyka: Tyler Bates, Marius De Vries
Rok produkcji: 2011
Ocena: 2.5/6

Po mrocznych, wciągających i wspaniałych „Watchmen – Strażnicy”, Zack Snyder stał się klasą samą w sobie. Wcześniej odświeżył motyw zombie, biorąc się za remake filmu George’a Romero z 1978 roku. Później dokonał adaptacji „300” Franka Millera, wprowadzając do kin nową stylistykę (jednak „Sin City” Rodrigueza bardziej mi się podobał) oraz bazę pod feerię dowcipów. Reżyserując „Watchmen” na podstawie Alana Moore’a zafundował mi seans totalny. Nie znałam oryginału, ale miałam w garści dowód, że kino dopracowane wizualnie i scenariuszowo nie musi się wykluczać. Od tamtego dnia czekałam na film Snydera. „Sucker Punch” okazał się zaprzeczeniem „Watchmen” – wizualnie dopieszczony i perfekcyjny, scenariusz nie nadawał się do realizacji. Niestety, „Sucker Punch” rozczarował.

Zaczyna się płynnie, dramatycznie i schematycznie. Blondynka o niewinnej twarzyczce, zostaje zamknięta przez ojczyma w placówce dla psychicznie chorych. Budynek jest przygnębiający, personel daleki od ideału. Realizująca oryginalną, polską metodę leczenia poprzez teatr, dr Gorski (Carla Gugino) dodaje do i tak już groteskowego klimatu zakładu. Za pięć dni ma zostać poddana lobotomii, więc czasu na ucieczkę jest bardzo mało. Baby Doll (Emily Browning), bo o niej mowa, przekonuje inne pacjentki do współpracy. Zamiast widzieć świat takim jakim jest, widz otrzymuje historię przepuszczoną przez wyobraźnię głównej bohaterki. Zamiast odrapanych, smętnych ścian, mamy ekskluzywny klub gdzie „dziewczynki” nie tylko bezpośrednio umilają klientom czas, ale również jako tancerki zapewniają widowiskową rozrywkę. W zdobyciu potrzebnych przedmiotów Baby Doll może liczyć na Rocket (Jena Malone), jej siostrę Sweet Pea (Abbie Cornish), Blondie (Vanessa Hudgens) i Amber (Jamie Chung). Wokół nich węszy właściciel przybytku Blue Jones (Oscar Isaac), pilnując by nowy nabytek dla specjalnego klienta, High Rollera (Jon Hamm), nie został zbrukany w ciągu tych 5 dni.

Tym razem Snyder postanowił sfilmować pomysł własny, dotąd kręcił remaki i adaptacje. Wydawałoby się, że ukształtowanie własnej wizji, po pracy nad obróbką cudzej pracy, nie powinno zapowiadać katastrofy. Jednak, fatalny scenariusz, który oferuje ciekawy pomysł, ale przeciążony efektami specjalnymi, dłużyznami (ziewałam, odpływałam myślami, chciałam ubić bohaterki, zerkałam na zegarek itp.) i topornym rozbiciem akcji na sceny i sceeeeeeeeeny. Aby wydostać się z psychiatryka, dziewczyny potrzebują 4 przedmiotów. Co z kolei przekłada się na taki scenariusz: Baby Doll w drugim wymiarze zaczyna tańczyć, przenosi się do trzeciego, gdzie wraz ze wspólniczkami przeobrażają się w nieustraszone wojowniczki. Jak zdobędą trofeum, wracają do drugiego wymiaru –  i tak za każdym razem. Co z tego, że za każdym razem Snyder funduje inną scenerię. W tym rozmachu zabrakło hamulca, przez co z założenia efektowne i porywające sceny wpadły w pułapkę nudy. Tak, za pierwszym razem to było coś, ale w połowie drugiej misji odczuwałam głównie znużenie. Naszły mnie wspomnienia, kiedy przez nadmiar kina wuxia nie mogłam patrzeć na kino azjatyckie. Wysoki poziom efektów nie budzi wątpliwości. Wątek z nazistami prosi się o rozwinięcie, a widok dziewczyny wymachującej mieczem samurajskim oraz dobijająca pistoletem w drugiej dłoni naprawdę mi się spodobał.
Kiedy poczułam, że „Sucker Punch” nie będzie dobrym filmem? Zobaczyłam oprawę do piosenki „Love is a drug”. Kicz totalny, element jak najbardziej zbędny i pogrążający. Może tylko ja widzę inspirację „Moulin Rouge” Baza Luhrmanna, ale fakt, że w czasie „Love is a drug” poczułam się źle, niewygodnie był pierwszym, wyraźnym sygnałem.

Muzyka to jedyny element do którego jestem przekonana w całości. Krytykowany powyżej utwór nie jest fatalny, tylko jego oprawa mnie odepchnęła. Nowoczesne, intensywne brzmienie świetnie współgrało z obrazem i podkręcało niezbyt żwawą dynamikę. Wciąż nie przesłuchałam soundtracku poza filmem, ale na uwagę zasługuje fakt, że w trzech piosenkach śpiewa odtwórczyni Baby Doll.

Moim problemem jest Emily Browning, która częściej irytowała niż zachwycała. Niewinna słodka twarzyczka, a do tego taki rumieniec jakby przyłapano ją na wstydliwych rzeczach. Cierpiętniczy wyraz twarzy był dominujący, czasem miałam wrażenie, że gra u Snydera za karę. Chyba nie o to chodziło, w końcu postać Baby Doll miała poruszać, wzruszać i motywować widza do kibicowania. Więcej iskry miały pozostałe bohaterki, ale to Abbie Cornish udowodniła, że odnajduje się w różnorodnych stylistykach. Tak naprawdę to ta utalentowana Australijka wyszła z drugiego planu, spychając parującą infantylnością Browning. Oglądanie jej na ekranie było czystą przyjemnością. Ciekawie prezentowały się Jena Malone, (widz nie miał wątpliwości, że Rocket wymaga leczenia) oraz Jamie Chung, aktorka zupełnie mi obca, ale świetnie wpasowała się w konwencję. Trudno mi jednoznacznie ocenić Vanessę Hudgens, która chce zerwać z cieniem HSM i rola Blondie z pewnością była niemałym krokiem naprzód. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że została potraktowana po macoszemu, niedopracowana na tle innych.
Oscar Isaac jako klasyczny czarny charakter znakomicie spisał się w swojej roli. Niby nienadzwyczajny, ale ciarki potrafiły przebiec gdy sięgał do najczarniejszego rezerwuaru osobowości bohatera. Carla Gugino nie miała za wiele do zagrania, ponieważ doktor Gorski jest do bólu schematyczną i przewidywalną postacią.

Tylko jedną rzecz sprawdziłam świeżo po seansie. Nie chciałam uwierzyć, że zabieg lobotomii praktykowano w ten sposób. Łudziłam się, że Snyder postawił na tanią grozę i się kurna zawiodłam. Zaczęłam zagłębiać się w temat, co chwila kręcąc głową z niedowierzania. Nagle artykuły w języku angielskim nie stały się przeszkodą nie do przeskoczenia i jakimś cudem trafiłam na jakiś filmik na youtube. Jeden z komentarzy uświadomił mi jedno – film może nie należeć do udanych, ale uświadomił wielu osobom, że coś takiego praktykowano i skłonić do poszukiwań. Zabieg był dla mnie czystą, płaską teorią – teraz chyba żałuję, że wdarł się głębiej do mojej świadomości.

I tak oto wyszedł mi długi tekst na temat filmu, który mnie rozczarował. Gdyby twórcy równie mocno przyłożyli się do scenariusza jak do efektów specjalnych i obmyślania sekwencji trzeciego wymiaru – „Sucker Punch” mógłby dumnie stać obok „Watchmen” i „300”. Powszechne rozczarowanie nie jest przesadzone, nuda w takim filmie nie ma prawa zaistnieć, a już pewnością nie w takich rozmiarach. W tym całym przekombinowaniu ginie zakończenie, które może dać do myślenia. Wystarczyło ograniczyć nad wyraz wybujałą fantazję lub ograniczyć się do jednej linii fabularnej, a zakończenie byłoby wyrazistym akcentem dobrego filmu.

Abbie Cornish

5 uwag do wpisu “Sucker Punch (2011), reż. Zack Snyder

  1. Ja tam czekam na premierę Blu-ray, bo seans w kinie pozostawił u mnie lekki niedosyt. Wersja na płycie ma być dłuższa i zawierać bardziej „dorosłe” sceny. Szkoda tylko, że na premierę na nośniku musimy czekać o wiele dłużej niż reszta Europy 😦

    Polubienie

  2. Ja już dziękuję wszelkim wersjom rozszerzonym tego filmu. I bez tego był nużący i kanciasty pod względem scenariusza.
    My przecież lubimy czekać, nam nie zależy na szybkich premierach, właściwie to cieszymy się, ż cokolwiek u nas grają… :/

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s