J. Edgar (2011), reż. Clint Eastwood

Tytuł: J. Edgar
Reżyseria: Clint Eastwood
Scenariusz: Dustin Lance Black
Zdjęcia: Tom Stern
Muzyka: Clint Eastwood
Rok produkcji: 2011
Dystrybutor: Galapagos
Ocena: 4/6
FBI przewija się w popkulturze od tylu lat, że tkwi w  zbiorowej świadomości jako solidna instytucja o szerokim spektrum kompetencji. Co nie zmienia faktu, że będąc pod ostrzałem krytyki, biuro bywało różnie określane, choćby federalną  bandą idiotów. Mało kto chyba zdaje sobie sprawę jakie były początki i ile dla FBI oraz technik śledczych zrobił John Edgar Hoover. Clint Eastwood wziął na warsztat życiorys człowieka, który dzierżył praktycznie największą władzę w historii Stanów Zjednoczonych.

Jak wyglądały przeciętne procedury śledcze na początku dwudziestego wieku? Kto zawracał sobie głowę zabezpieczaniem miejsca zbrodni i drobiazgowym zbieraniem dowodów? Tyle śladów dookoła, a ojczyzna w niebezpieczeństwie – Hoover nie mógł się temu przyglądać. Wierzył w wartość nauki w procedurze śledczej i dzięki własnemu uporowi oraz zaangażowaniu przyspieszył postęp w tej dziedzinie. Można zaryzykować stwierdzenie, że zrobił tyle dla FBI ile Walt Disney dla filmów animowanych. Jakby się lepiej przyjrzeć, to łączy ich znacznie więcej, o ile portret J. Edgara Hoovera według Clinta Eastwooda jest bliski prawdzie.
Co jest trudne do stwierdzenia, jeśli próbujemy rozszyfrować człowieka, który zna wartość informacji. A ten, kto ma wiele do ukrycia, potrafi z niej zrobić użyteczne narzędzie. Gdy tą osobą jest Hoover, który pełnił rolę dyrektora FBI przez 48 lat (do chwili śmierci), materiał poznawczy musi być co najmniej interesujący. Jego biografię można ująć na wiele sposobów, ale nie uda się sztuka objęcia całości w jednym filmie. Serial to co innego, ale kręcąc film o takiej postaci, trzeba mieć koncepcję i konsekwentnie się jej trzymać. Eastwoodowi trochę zabrakło tej konsekwencji. Film jest zasadniczo dobry i daje ogólne pojęcie o tytułowym bohaterze. To jest jednak film reżysera „Rzeki tajemnic”, „Oszukanej” czy rewelacyjnego „Gran Torino” i spadek formy jest zauważalny.
Wybór odtwórcy roli tytułowej był zarazem trafny jak i niebezpieczny. Leonardo DiCaprio od lat walczy o renomę poważnego aktora i zaczyna być znany z tego, że za bardzo się stara i nie ma do siebie dystansu. Nie sposób mu odmówić bycia dobrym w tym co robi i może w końcu dostanie swego upragnionego Oscara. Niebezpieczeństwo nazywa się Howard Hughes, którego zagrał w „Aviatorze” Martina Scorsese – postać równie autentyczna i pod pewnymi względami podobna do Hoovera. Obaj mieli problemy natury emocjonalnej i psychicznej. Na szczęście aktor wybronił się dobrą grą, rzadko przywołując nieme wspomnienie dawnej roli. Można się przyczepić, że w ciemnych soczewkach przypominał psychola oraz nieumiejętnie odgrywał starego bohatera. W ostatecznym rozrachunku był do tej roli niemal idealny, ale jego gwiazda traciła blask, gdy dzielił ekran z Judi Dench (matka Hoovera) oraz Armiem Hammerem (Clyde  Tolson). Na szczególną uwagę zasługuje młody aktor, który nie tylko świetnie gra (nawet starszego człowieka) to jeszcze przykuwa uwagę samym brzmieniem swojego głosu. Naomi Watts (Helen Gandy)  mogła w ogóle nie stawiać się na planie – jej postać jest ledwo zauważalna.
Jakiego Hoovera chciał pokazać Eastwood? Z pewnością inicjatora, człowieka idącego pod prąd, który własną wizję realizuje z żelazną konsekwencją. Mężczyznę pełnego kompleksów, lęków, którego łączy silna, prawie uzależniająca więź z matką. „J. Edgar” jest też jasnym dowodem na to, że zbyt długo sprawowana władza doprowadza do wynaturzeń oraz nadużyć. Jeśli jest ona w rękach człowieka o skrajnie konserwatywnych poglądach i niskim poczuciu własnej wartości, to skutków można się domyślać. Szkoda, że reżyser nie pozostawił podejrzeń odnośnie orientacji Hoovera w sferze domysłów, tylko wyłożył kawę na ławę. Niedopowiedzenie, szczególnie gdy dotyczy osoby chroniącej swoich sekretów, podniosłoby wartość filmu oraz jego wyraz.
Chociaż odczuwam niedosyt, to „J. Edgara” ogląda się dobrze i te dwie godziny nie są odczuwalne. Eastwood ma rękę do historii, które dotyczą określonej sytuacji i nie są łatwe w ocenie. Biografia Hoovera, która jest niewątpliwie bogatym materiałem dla filmowców, za bardzo ograniczała swobodę twórczą Eastwooda. Scenariusz oparty na wspomnieniach głównego bohatera byłby wzorową sztampą, gdyby nie nacisk na psychologię oraz wykorzystanie skłonności Hoovera do ubarwiania własnych zasług i osiągnięć. „The Social Network” było historią człowieka, który stworzył facebooka z potrzeby przynależności. „J. Edgar” może być opowieścią o człowieku, który ukształtował FBI by zyskać szacunek i uwielbienie za wszelką cenę. W obydwu zagrał Armie Hammer, ale to film Finchera i Sorkina jest przykładem rewelacyjnego kina biograficznego. Eastwood nakręcił tylko dobry film, który nie wykorzystał w pełni potencjału.
Armie Hammer i Leonardo DiCaprio
Film  obejrzałam dzięki firmie Galapagos
Reklamy

18 uwag do wpisu “J. Edgar (2011), reż. Clint Eastwood

  1. Polubiłem film, dużo lepszy od niedawnej biografii Margaret Thatcher. Będę się upierał, że opowiedziana historia mówi głównie o życiu zawodowym bohatera, sfera intymna pokazana jest z wyczuciem nie jest umieszczona na siłę.

    Polubienie

  2. Ten film tak jak ostatni Roberta Redforda (The Conspirator/Spisek) u nas wylądował od razu na dvd. To decyzja dystrybutorów i mnie w zasadzie nic do tego.
    Wniosek taki, że nawet dobre nazwiska na plakacie nie gwarantują pełnego sukcesu i mogą przejść ledwo zauważone.

    Polubienie

  3. „Żelaznej damy” jeszcze nie widziałam, ale naczytałam się wystarczająco, by odsunąć seans w czasie.
    W przypadku Hoovera, te dwie sfery wyszły bardziej pół na pół – jego życie prywatne ogranicza się do matki i przyjaciela, a zawodowe jest dość poszatkowane co daje złudzenie równorzędnie występujących.

    Polubienie

  4. To fakt. A jeszcze a propo Di Caprio, to zgadzam się ze stwierdzeniem, że chce być za bardzo poważny w filmach, które wybiera. Chyba nie zagrał ostatnio w żadnej komedii sensacyjnej, albo czymkolwiek takim. To sprawia, że jest trochę mniej wiarygodny, A to, że przytył, niestety nie sprawia, że jest bardziej męski (przynajmniej moje zdanie;p).

    Polubienie

  5. a według mnie wątek homoseksualny powinien byc bardziej wyeksponowany, dwie emocjonalne sceny w sypialni to stanowczo za mało jak dla mnie

    a sam film znośny, faktycznie jest to najlepsze dzieło Eastwooda, ale nie jest to również złe kino, na pewno lepsza biografia niż Margaret Thatcher a Leonardo? Cóż nie wątpię w jego umiejętności aktorskie ale tutaj na pewno nie dał z siebie wszystkiego i jak piszesz, Hammer go mocno przyćmiewa…

    Polubienie

  6. Przejrzałam raz jeszcze jego filmografię i ostatnia lekka rola miała miejsce w 2002 roku („Złap mnie jeśli potrafisz”). Lubię go jako aktora i generalnie życzę mu jak najlepiej. Jednak bardziej mi się uśmiecha „Rock of ages” z Tomem Cruise'em niż kolejny film z DiCaprio. Jeju, nawet Pitt ma więcej życia i dystansu co udowodnił w „Tajne przez poufne” – zagrał idiotę koncertowo i za to zarabia kolejne punkty.

    Przytył, ale na szczęście nie prezentuje sylwetki Brando u schyłku kariery.

    Polubienie

  7. Włączając się do dyskusji na temat Leo: jakkolwiek lubię go nieprzeciętnie i uważam go za jednego z najlepszych aktorów, rzeczywiście macie rację z tym, że bardzo mocno sili się na powagę. Wydaje się to uzasadnione, jako że przez długi czas funkcjonował w opinii publicznej jako ten chłoptaś z Titanica, a i spora część krytyków kojarzyła go z dobrych, ale młodzieńczych ról (Grape, Chłopięcy świat, Przetrwać w NY czy nawet Człowiek w żelaznej i Pokój Marvina). Także ja rozumiem jego potrzebę udowodnienia, że jest poważnym i dobrym aktorem, ale rzeczywiście już chyba wystarczy – mnie i masę innych ludzi przekonał i nic by nie zaszkodziło zobaczyć go w czymś lżejszym.

    Sam „J.Edgar” nasunął mi wiele skojarzeń z „Żelazną damą” – niestety. Bardzo nie podobała mi się charakteryzacja i sposób prowadzenia narracji, ale za to duży plus za wyeksponowanie toksycznej relacji z matką i skondensowanie historii. Więcej nasmaruję u siebie:)

    Polubienie

  8. Biorąc pod uwagę, że homoseksualizm Hoovera był tematem plotek, to i tak reżyser pokazał dużo. Zresztą w którymś wywiadzie Clint powiedział: „He might have been [gay]. I am agnostic about it. I don't really know and nobody really knew.”

    Biografia to nie jest materiał do dowolnego przeinaczania istotnych faktów. Jakby Clint po prostu pokazywał sytuacje podejrzanie wyglądające u osób trzecich, to byłoby nawet ciekawsze.

    Hammer wypadł nadzwyczaj ciekawie. Wygląda na to, że obsada „The Social Network” wypływa na szerokie wody: Rooney Mara („Dziewczyna z tatuażem”), Andrew Garfield („Amazing Spiderman”) i Hammer („Królewna Śnieżka”). 😉

    Polubienie

  9. Też go lubię, ale misję „powaga przede wszystkim” uprawia już 10 lat. Lubię jego wcześniejsze role jak te w „Chłopięcym świecie” czy w „Co gryzie Gilberta Grape'a” jak i kilka ostatnich (choćby „Droga do szczęścia”). Może u Luhrmanna nastąpi przełom.

    Charakteryzacja? Te diabelne, ciemne oczęta? ]:->

    Polubienie

  10. szczerze powiedziawszy nie wiem ile domysłów było w wiedzy o jego homoseksualiźmie, bo nie nie licząc tego filmu nigdy nie interesowałam się osobą Hoovera

    oglądałam ten film z pozycji laika, dla którego filmowana historia to fikcja i z tej perspektywy brakowało mi rozwinięcia wątku, ale jeśli jest tak jak piszesz i ta kwestia pozostawała w sferze domysłów to przestaje się czepiać 😉

    Polubienie

  11. Mnie Hoover też nigdy nie interesował. Po prostu dla mnie logiczne było, że mężczyzna o takich konserwatywnych poglądach, manii inwigilacji oraz pragnieniu uwielbienia przez społeczeństwo, będzie trzymał swoje sekrety bardzo głęboko. Dlatego jego homoseksualizm mógł być równie dobrze plotą (w końcu nie był specjalnie kochany) jak i faktem, ale w miarę dobrze ukrywanym. 😉

    Polubienie

  12. To jeden z mniej udanych filmów Clinta, ale z perspektywy czasu zyskuje a nie traci. Leonardo jest dobry, chyba nigdy nie miałam do niego zastrzeżeń.

    Miłego seansu. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s