Project X/Projekt X (2012), reż. Nima Nourizadeh

Tytuł polski: Projekt X
Tytuł oryginalny: Project X
Reżyseria: Nima Nourizadeh
Scenariusz: Matt Drake, Michael Bacall
Zdjęcia: Ken Seng
Muzyka: różni wykonawcy
Rok produkcji: 2012
Dystrybutor: Warner Bros. Polska
Ocena: 2.5/6
Filmy można dzielić na różne kategorie. Można generować co bardziej wymyślne kryteria, ale w tym przypadku kwestia rozbija się o banalność. Są filmy do których trzeba dorosnąć oraz takie z których się wyrasta, jest się zwyczajnie za starym. Miałam pewne opory przed obejrzeniem „Projektu X” przeczuwając, że to nie jest moja bajka. Jednak tliła się nadzieja, że twórcy mnie jakoś zaskoczą, tak jak to miało miejsce przy takich filmach jak „Kac Vegas” i „Supersamiec”. Tym razem film okazał się zwyczajnie słaby i nudny.

Jak z frajera zrobić bohatera? Przeglądając w pamięci komedie młodzieżowe, nie sposób nabrać przekonania, że urządzając czy wybierając się na prestiżową imprezę masz szansę poprawić swoją reputację, a najczęściej stać się po prostu widzialnym. Tam dokonasz wielkich czynów pod wpływem alkoholu i dodatków chemicznych, tam zaliczysz najseksowniejsze dziewczyny z okolicy, tam pozbędziesz się blokady i uwolnisz skrywanego w sobie zwierza. Niech jeden będzie wysoki i sympatyczny, ale mózgiem operacji i tak będzie cwaniak o nieco szczurzym wyglądzie. Dwóch to zdecydowanie za mało, dajcie nam jeszcze nieśmiałego grubasa, najlepiej by sprawiał wrażenie niedorozwiniętego. Ta trójka szykuje imprezę, o której będą krążyły legendy. Zakładane 50 osób rozmnożyło się do ponad tysiąca, by zaśpiewać gospodarzowi „Happy Birthday”. Nie tak słodko jak Marylin Monroe w sobotnią, majową noc 1962 roku.
Debiut fabularny Nourizadeha (zdobywającego laury jako reżyser wideoklipów) można podzielić na trzy części: przygotowywanie, imprezowanie i rozpierducha. Dwie pierwsze opierają się na sprawdzonych rozwiązaniach, dopiero faza totalnej destrukcji pozwala jakoś wyróżnić „Projekt X” na tle innych tego typu. Tak naprawdę mamy do czynienia z filmem zawierającym śladowe ilości scenariusza, za to z optymalną dawką pójścia na żywioł. Tak to na pierwszy rzut wygląda, ale bez dobrego montażu nie osiągnęłoby się efektu spontanicznej relacji na żywo. Jeff Groth wykonał częściowo kawał dobrej roboty sprawnie miksując relacje z różnych systemów nagrywania (od profesjonalnej kamery po telefony). Nie zmienia to faktu, że do „Projektu X” wkrada się nuda, co w filmie traktującym o epickiej bibie zakrawa na ironię. Spokojnie można by skondensować całość w 45 minutach, czyli tyle ile trwa godzina lekcyjna w szkole – w miejscu skupiającym gros targetu tego filmu.
Postawiono przede wszystkim na naturszczyków aktorskich. Otwarty casting wyłonił trójkę aktorów, którzy idealnie wkomponowali w nadane im schematy. Brak wyrobienia aktorskiego nie jest widoczny, bo nie ma za wiele do grania. Jeden z głównych bohaterów nie miał okazji błysnąć doświadczeniem nabytym w branży filmów erotycznych. W sumie dobrze, ponieważ w „Projekcie X” nagości nie brakuje, ale sceny seksu pozostają w sferze domysłów. Ciekawostką jest Dax, który filmuje całe zdarzenie, nie pije alkoholu i nieco przeraża innych ludzi. W tę postać wciela się popularny w USA bloger, który zamieszcza filmiki ze swojego życia. Tyle, że przeciętny polski widz ma o tym marne pojęcie.
Zdaję sobie sprawę, że nie tylko jestem za stara na takie jazdy, ale też, że wszystko jest dla ludzi. Nie będę negować własnych uczuć jakie towarzyszyły mi podczas seansu, ale też nie będę stawiała siebie w kategorii wyroczni. Zawsze uważałam, że miłośnicy danej konwencji czy stylistyki są jej najlepszymi krytykami. Dlatego ten, kto ogląda dużo kina indyjskiego, koreańskiego czy jakiegokolwiek innego, będzie  bardziej wiarygodny w swojej krytyce. Na plus mogę przywołać, że poziom dowcipu nie wymyka się spod kontroli jak cała impreza i jest akceptowalny jako nieodłączny element konwencji. Najważniejsze, że film nie udaje czegoś czym nie jest – od początku miała być odmóżdżającą komedią próbującą wbić się w  ramy epickości. Szkoda, że scenarzyści nie postarali się o wyraźniejszą historię, bo karzeł w piekarniku czy facet z napalmem to trochę za mało.
Za bilet na seans dziękuję Warner Bros. Polska.

10 uwag do wpisu “Project X/Projekt X (2012), reż. Nima Nourizadeh

  1. Ooo widzę, że też zaproszenie dostałaś hihi :D:D
    a mnie się o dziwo podobał 🙂 pozytywnie mnie zaskoczył 🙂 wulgarny humor trochę mnie rozkładał, a także imbecylne zachowanie amerykańskiej młodzieży, ale ogólnie zaskoczyło mnie to, że można zrobić całkiem nie najgorszy film o imprezie.

    Pozdrawiam :*

    Polubienie

  2. Mi się „Supersamiec” nie podobał, więc nie wiem, czy wybiorę się na film. W trailerze podobała mi się jedynie muzyka. Zauważyłam jakiś wysyp recenzji na temat tego filmu:D

    Polubienie

  3. Ja już u siebie pisałam, że całkiem mi się podobało, więc opinię znasz:) Zgodzę się z tym, że montażysta odwalił kawał dobrej roboty i że karzeł był beznadziejny – kompletnie nieudany i niewiele wnoszący do „fabuły” pomysł.

    Suzarro, w piątki są premiery, a u mnie np. w tym tygodniu nie ma nic, co trafia w moje gatunkowe gusta. Wolałam już pójść na to niż na Avengersów, Battleship czy Tulisie…

    Polubienie

  4. Dostałam i teraz drżę na myśl, jaka będzie reakcja. Może najnowszym Burtonem się zrehabilituję. 😉

    Takie zachowanie i poziom dowcipu mnie nie zaskakuje, ponieważ filmy młodzieżowe różnej jakości są mi znane. Nie byłam ani oburzona ani zniesmaczona, tylko znudzona. Gdyby była tam jakaś przyzwoita historia, to może ocena byłaby wyższa.

    Poszłam na pierwszy seans, bo musiałam. Byłam jedyna na sali, co było niesamowite doświadczenie. Ja, wielka ciemna sala i wielki ekran. Prawie się popłakałam oglądając zwiastun „Mroczny Rycerz Powstaje”.

    Polubienie

  5. „Supersamiec” mnie pozytywnie zaskoczył, stąd miłe wspomnienia. Muzyka odpowiednia na imprezę, ale nie spieszy mi się odsłuchiwać soundtracka.

    Wysyp? Poza swoją i Klapserki jakoś niespecjalnie widzę. 😉

    Polubienie

  6. Widziałam, czytałam i przyjmuję do wiadomości. 😉
    Karzeł był niezwykle irytujący. Taka manifestacja agresji dla samej sztuki nie ma w sobie komizmu. Facecik chodzi jak nabuzowany i rozpłaszcza pięściami jajca…

    Polubienie

  7. Zgadzam się z Tobą, mi też film się nie spodobał. Oglądałam go z młodszym bratem i on, podobnie jak jego znajomi ze szkoły (tak, tak – gimnazjum :P) są Projektem X zachwyceni. Jedyną ciekawą sprawą było dla mnie to, że scenarzyści inspirowali się rzeczywistą imprezą zorganizowaną przez Corey'a Delaney'a, choć tamta wywołała nieco mniejsze szkody, to w amerykańskich mediach było o niej głośno 😉
    Pozdrawiam!

    Polubienie

  8. Wiedziałam, że nie jestem odbiorcą takiego kina i tego nie kryłam. Cóż, przewidywania się sprawdziły. Najśmieszniejsze w tym wszystkim, że film jest po prostu nudny.

    Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s