Cairo Time/W Kairze (2009), reż. Ruba Nadda

Tytuł polski: W Kairze
Tytuł oryginalny: Cairo Time
Reżyseria: Ruba Nadda
Scenariusz: Ruba Nadda
Zdjęcia: Luc Montpellier
Rok produkcji: 2009
Ocena: 5/6
Kameralne kino czasem okazuje się być balsamem dla duszy. Po pełnym przemocy, ostrego seksu serialu „Spartacus: blood and sand”, aż prosi się o obejrzenie czegoś zgoła odmiennego, bliższego łagodnej strony ludzkiej duszy. Nie jestem chodzącą cnotką, ale też nie muszę znajdować wrażeń w wyjaskrawionych aspektach pełnych realizmu i ekshibicjonizmu. Dlatego cieszę się, że są jeszcze filmy takie jak „W Kairze”.

 Juliette (Patricia Clarkson) wyrusza w pierwszą wizytę do Kairu, gdzie czeka na nią mąż Mark (Tom McCamus). Niestety na lotnisku czeka przyjaciel, którego znała z opowieści nieobecnego małżonka. Taki jest los człowieka ONZ, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. W strefie Gazy zaczęły się problemy, a ich okiełznanie potrwa trochę czasu. Dlatego na powitanie żony wysłał emerytowanego już kolegę Tareqa (Alexander Siddig), obecnie właściciela kawiarni serwującej najlepszą kawę w stolicy.
Juliette męczy tęsknota za mężem, a początki pobytu w Egipcie nie zalicza do udanych. Poczuła co to znaczy samotna, biała i po europejsku ubrana kobieta na kairskich ulicach. Nieprzywykła do świdrującego spojrzenia młodych mężczyzn idzie do Tareqa. Od tego momentu staje się jej przewodnikiem, przyjacielem z czasem coraz bliższym. Pomiędzy wychowanymi w odmiennych kulturach rodzi się uczucie. Chemia między nimi nie jest budowana na spojrzeniach pełnych pożądania czy łapczywych dotykach. Wszystko odbywa się poprzez subtelne gesty i spojrzenia. Relacje między Juliette i Tareqiem są pełne szacunku i radości przebywania we własnym towarzystwie. Nawiązuje się między nimi nić porozumienia, potrafią milczeć patrząc sobie w oczy i uśmiechać się.
Drugim ważnym bohaterem jest Kair, pięknie sfotografowany przez Luca Montpelliera. Dopełnieniem niezwykłych wrażeń estetycznych jest muzyka, która dźwięczy w uszach długo po napisach końcowych. Zwyczajnie ma się ochotę na wyjazd do stolicy Egiptu i znaleźć własną namiastkę Tareqa, który pokazałby miasto swoimi oczami.
Patricia Clarkson to aktorka, która w swojej filmografii ma wiele bardzo interesujących projektów. Ma ten talent, że w roli drugoplanowej zapada w pamięć nawet mocniej niż główna obsada. Po kilku filmach, w moich oczach urosła do rangi, w której jej nazwisko decyduje o wyborze filmu. Cenię ją za talent, naturalność i niezwykłość spojrzenia. Cudownie się prezentowała w kairskich plenerach, a prostota strojów tylko podkreślała jej nietuzinkowość. Wygląda na to, że padłam pod urokiem Alexandra Siddiga, którego z pewnością będę wypatrywać w „Starciu tytanów”, gdzie wcielił się w rolę Hermesa (mam nadzieję, że go nie wycięli jak Miko). 
W ogólnym podsumowaniu „Cairo time” zaliczam do grona ulubionych filmów, gdzie z pozoru nic się nie dzieje, a przyjemność z oglądania czerpię pełnymi garściami. Innego zakończenia chyba być nie mogło. To, co rodzi się w jednym świecie , trzeba tam pozostawić. 
Patricia Clarkson i Alexander Siddig
Data publikacji: 11 kwietnia 2010
Korekta: literówki
Uwagi: warto zobaczyć

10 uwag do wpisu “Cairo Time/W Kairze (2009), reż. Ruba Nadda

  1. Zaciekawiłaś mnie, pamiętam że już kiedyś czytałam o tym filmie ale jakoś uleciał. Na pewno obejrzę! Lubię takie przypadkowe spotkania ludzi z już poukładanym życiem kiedy mają w końcu czas przystanąć i zastanowić się nad nim. Proste historie zawsze najlepsze!

    Polubienie

Odpowiedz na Agna Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s