La Môme/Niczego nie żałuję – Edith Piaf (2007), reż. Olivier Dahan

Tytuł polski: Niczego nie żałuję – Edith Piaf
Tytuł oryginalny: La Môme
Reżyseria: Olivier Dahan
Scenariusz: Olivier Dahan, Isabelle Sobelman
Zdjęcia: Tetsuo Nagata
Muzyka: Christopher Gunning
Rok produkcji: 2007
Dystrybutor: Best Film
Ocena: 3.5/6
La vie en rose (2007) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);
Jakie nazwisko przychodzi jako pierwsze, kiedy myślimy o muzyce francuskiej? Mi tylko Edith Piaf, której twórczość jest mi mało znana, a życie jeszcze mniej. Mały wróbelek nie miał łatwego życia, a między rozdziałami jego biografii można znaleźć białe plamy, niedopowiedzenia i tajemnice. To, czy Olivierowi Dahanowi udało się nakręcić udany film biograficzny pozostaje kwestią dyskusyjną. Nie da się zaprzeczyć, że pokazał światu aktorkę, która nie tylko zgarnęła statuetkę Oscara dla najlepszej roli pierwszoplanowej, ale też wykorzystała swoje 5 minut w Hollywood.

To nie jest film dla tych, którzy chcą poznać biografię artystki podaną w klasycznej formie. Jeśli, podobnie jak ja, nie zna się nawet podstawowych faktów, to film Dahana niewiele pomoże. Konstrukcja fabularna, gdzie króluje chaos chronologiczny i przypadkowe retrospekcje, nie ułatwia zadania. Jednak „La mome” można potraktować jako portret kobiety, którą ukształtowały wydarzenia zawarte w scenariuszu. Trudne dzieciństwo spędzone w burdelu, ślepota na kilka lat, trudy życia z trupą cyrkową, aż wreszcie uliczne śpiewanie. Odkryta przez przypadkowego przechodnia, uczona na artystkę prawdziwego zdarzenia, by wreszcie stać się esencją francuskości. Kiedy obserwuje się te wyrywkowo potraktowane fragmenty życiorysu, czuje się zbyt duży niedosyt. Edith Piaf jest niekonwencjonalna, niezgrabna i przede wszystkim intrygująca.
Emmanuelle Seigner, Manon Chevallier, Catherine Allegret
Ile w tym zasługi samej legendy, a ile wcielającej się w rolę Marion Cotillard? Francuska aktorka swoją bezbłędną i charyzmatyczną kreacją nadała filmowi niecodziennego blasku. To już nie tylko film o wielkiej artystce, ale też obcowanie z jej osobą oraz emocjami. Czy mam jakieś wątpliwości odnośnie serii nagród jakie otrzymała Cotillard za interpretację Piaf? Żadnej. Pierwszy zachwyt nie utrzymuje się nazbyt długo, bo nietrudno zadać sobie pytanie ile w tym przeszarżowania? Płoche dziewczę o nieco nierozumnym wytrzeszczonym spojrzeniu, dziwnej gestykulacji i dość pokracznej postawie bardziej przeraża i odpycha. To ma być ta cudowna Piaf? To tylko sprawia, że tę postać chce się poznać jeszcze lepiej. Prawdopodobnie nigdy nie będę wielbicielką jej twórczości, ale legenda jej życia daje filmowcom wielkie możliwości. Olivier Dahan opowiedział jej historię tak jak chciał, inni też mogą się wykazać. Jednak czy znajdą kogoś na miarę Cotillard?

Od strony muzycznej film z nie zawodzi. Między nagraniami samej Edith Piaf nie zabrakło utworów wykonywanych przez innych, chociażby przez Marion Cotillard. Niestety, ale samej jej twórczości poświęcono zbyt mało uwagi. Tym bardziej, że z filmu wynika, iż śpiewanie jest główną siłą napędową, istotą życia, wręcz tlenem. „La Mome” pokazuje jakim była człowiekiem i artystką, ale nie pozwoliła jej w pełni przemówić poprzez piosenki.

Marion Cotillard

Za to od strony wizualnej film jest po prostu piękny. Kadry poprzez natężenie oraz dobór barw umiejętnie operowały emocjami. Wszystko wydawało się być odpowiednie w danym momencie, choć czasem trąciło teatralnością. Scenografia, kostiumy, a przede wszystkim charakteryzacja stoją na bardzo wysokim poziomie. Jednak nie sposób uwolnić się od wrażenia, że widzimy coś bardziej wydestylowanego niż bliskiego rzeczywistości. Wiadomo, że w życiu artystki jest dużo niewiadomych, ale poświata ponadprzeciętności wokół Piaf chwilami biła zbyt mocnym blaskiem. To, jak i kilka potknięć już na poziomie scenariusza nie pozwala mi uznać „La Mome” za inny niż przyzwoity. Nie byłam targetem dla niego, nie znam tej artystki, nie wyłapię oczywistości podanych w formie symbolicznej. Mogłam tylko oglądać Edith, słuchać piosenek nie wiedząc czym one dla niej były. Może poza „Non, je ne regrette rien”, ale to było zbyt natarczywie podane. Cóż, film z pewnością zainspirował mnie do poszukania biografii Edith Piaf i natchnął do częstszego sięgania po filmy francuskie.

Marion Cotillard

Film można obejrzeć na http://iplex.pl
Reklamy

2 uwagi do wpisu “La Môme/Niczego nie żałuję – Edith Piaf (2007), reż. Olivier Dahan

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s