Pitch Perfect (2012), reż. Jason Moore

Tytuł oryginalny: Pitch Perfect
Na podstawie: „Pitch perfect: The quest for collegiate a capella glory”, Mickey Rapkin
Reżyseria: Jason Moore
Scenariusz: Kay Cannon
Zdjęcia: Julio Macat
Muzyka: Christophe Beck, Mark Kilian
Rok produkcji: 2012
Ocena: 3.5/6

Pitch Perfect (2012) on IMDb

Filmy nie muszą być dobre aby się podobać. Czasem wystarczy pewien rys, który przesłoni to, co należałoby przykryć zasłoną milczenia. „Pitch perfect” w reżyserii Jasona Moore’a jest lekką komedią muzyczną dziejącą się w studenckich środowiskach zespołów acapella. Na pierwszym planie jest muzyka i dobra zabawa, scenariusz dość poprawnie się do tego dostosowuje. Gdybym pisała świeżo po seansie, ocena z pewnością byłaby o oczko wyższa, ale większa perspektywa czasem jest wskazana. To muzyka wyciąga przeciętny film przed szereg i okazała się na tyle skuteczna, że powstanie druga część, która pojawi się w 2015 roku.


Serial „Glee” od stacji Fox pokazał, że produkcje z coverami, mashupami i historie o grupie dziwolągów, którzy angażują się w projekt i przechodzą kolejne eliminacje by sięgnąć po najwyższy laur – mają szanse na powodzenie. Z tym, że nic nie było w stanie przebić fenomenu serialu i tak jest do dzisiaj. Inna sprawa, że „Glee” okres świetności ma za sobą. Tym razem mamy zgrabnie ułożoną historię wedle sprawdzonego babcinego przepisu. Ona, Beca (Anna Kendrick) ląduje na studiach, ale jej marzenia wędrują w rejony muzyczne – chce być dj. Ma gdzieś uczelnię, ale ojciec stawia jej pewne ultimatum i nie ma innej drogi jak spróbować być pełnoetatową studentką. Jej ścieżki przecinają się z autostradą zwaną „The Bellas” oraz alejką o aparycji Jesse’go (Skylar Astin). Należy przygotować się na pokaz osobowości, rywalizacji i po trosze nieprzemyślanych scen.



Jakie to zaskakujące, że Anna Kendrick nie wzbudza większej sympatii, a to wokół niej budowana jest fabuła. Aż chciało się potrząsnąć Jessem i krzyknąć mu w twarz: „Uciekaj!” Aktorka blaknie nie tylko w zestawieniu Rebel Wilson (chyba mamy Zacha Galifianakisa w spódnicy), ale też przy porównaniu do Anny Camp czy Brittany Snow. Można dać na usprawiedliwienie, że Beca jest osobą skrytą i trzymającą ludzi na dystans, ale takim postaciom z reguły się kibicuje. Jednak nie jest aż tak źle, mamy inne atrakcje z muzyką na czele. Bo to ona sprawia, że ma się ochotę na powtórkę z tych momentów, w których nie tylko brzmiała, ale urozmaicała okoliczności.

A jest czego posłuchać i na dodatek popatrzeć na oprawę. Towarzyszy temu nastrój, który doskonale ilustruje refren przeboju grupy Fun „We are young”. Soundtrack zawojował listy przebojów i zestawienia sprzedaży. Pierwszy raz spodobała mi się piosenka Miley Cyrus, usłyszałam o „Titanium” Davida Guetty i próbowałam opanować trik z kubkiem znanym z piosenki „Cups” (efekty marne). Całość podziałała jak wyzwalacz endorfin, a takie filmy zawsze będą potrzebne. Zaskoczenie śpiewem Kendrick i ruchami scenicznymi Astina, które wskazywały na obycie ze sceną, zaowocowało małymi poszukiwaniami. I tak odkryłam, że dwójka młodych aktorów to owoce scen broadway’owskich musicali. Anna jako dziecko była nominowana  do nagrody Tony za występ w „High Society”. Skylar ma za sobą występy w „Spring Awakening” i to z tą samą obsadą co Lea Michele i Jonathan Groff. Jak widać, „Pitch perfect” wokalnie stoi naprawdę dobrze i to nie tylko za sprawą tej pary.


Zakończenie jest udane – wyważone i nieprzekombinowane, ale po drodze film zaliczył kilka potknięć. Nie chodzi o urocze akcje i reakcje Jessego, ale siłowość momentów w zamierzeniu zabójczo śmiesznych. Już nie chodzi o reakcje Audrey na nadmiar stresu. Zupełnie od czapy jest taka scena bójki, która po wkroczeniu Fat „Kraken” Amy narobiła niesmaku na równi z orzełkiem w reakcji Audrey. Wtedy sobie przypominałam gdzie tkwi target „Pitch perfect”. Nie dajmy się jednak zwariować, bo kilka pęknięć nie zniekształca całości. Jeżeli ma się sentyment do „Klubu winowajców”, który jest istotny dla części fabuły, to takie jazdy stają się niewarte irytacji. Dalej stawiam film Moore’a na półce z antydepresantami będąc świadoma mankamentów tej produkcji.

Czy zobaczę  kolejną część? Pewnie, choć już dzisiaj mam pewne obawy. Trzyletnia różnica w takich produkcjach jest jednak ryzykowna. Mam nadzieję, że do tego czasu kariera głównego trzonu obsady ruszy z kopyta. O przyszłość nie musi martwić się Anna Kendrick, ale Astin musi unikać kolejnych wersji „Projektu X”, bo to droga donikąd. Aktorsko widać potencjał, bo wokalnie już jest znakomity. A jaka przyszłość czeka Rebel Wilson? Oby zaskoczyła samą siebie, nim na stale zespoli się z jednym wizerunkiem. Boję się tylko, że te dwa lata zlecą zbyt szybko i nim się obejrzę, będę oglądała „Pitch perfect 2”.




A na deser pełna wersja „Cups” w wykonaniu Anny Kendrick w sympatycznym teledysku.
Reklamy

7 uwag do wpisu “Pitch Perfect (2012), reż. Jason Moore

  1. Rebel to moja życiowa bohaterka, Skylar to facet, którego chętnie zobaczyłabym w moim łóżku (nie mogłam się powstrzymać :D), a soundtrack z tego filmu mógłby królować w moim życiu. Może to nie szczyt ambitnego kina, ale jest idealny na wieczorny relaks. I dobrą zabawę. I dobrą muzykę 😉 No, ale wywaliłabym Annę z filmu 😀 I kilka chorych akcji (if you know what I mean ;)). I nie wiedziałam, że będzie sequel. Ale to i fajnie. Chociaż sequele są zazwyczaj gorsze. Ale to nic. Dla moich ulubieńców dam radę 😀

    Polubienie

  2. „To muzyka wyciąga przeciętny film przed szereg”

    Miałem podobne odczucie, gdy oglądałem go ze znajomą. Ogólnie, lekkie, przyjemne… w sumie, laureat MTV w kategorii „Musical Moments”.

    Jeśli mnie pamięć nie myli, to walczył wówczas z takimi pozycjami jak: Nędznicy, Magic Mike, Charlie, Poradnik pozytywnego myślenia.

    Z czego szczególnie polecam ten ostatni ;).

    Peace,
    Skryba.

    Polubienie

  3. I know what you mean. 😉
    Otóż to, dzięki takim produkcjom życie na chwilę wydaje się lepsze. 🙂

    Wracając do OST to szkoda, że nie pokusili się o nagranie pełnych wersji piosenek. Trzeba się zadowolić kawałeczkami.

    Zobaczymy, co wyjdzie z PP2.

    Polubienie

  4. Właśnie obejrzałam i to było świetne. Rebel jest tak wyluzowana, że obudziło się we mnie radosne „mam wszystko gdzieś”. 🙂

    Najbardziej lubię The Bellas poza konkursem. Z dala od jakiejkolwiek choreografii i tego durnego gwizdka. Ciągle się łudzę, że na finał wzięły nowy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s