Les Miserables/Les Miserables. Nędznicy (2012), reż. Tom Hooper

Tytuł polski: Les Miserables. Nędznicy
Tytuł oryginalny: Les Miserables
Na podstawie: „Nędznicy”, Victor Hugo
Reżyseria: Tom Hooper
Scenariusz: William Nicholson
Zdjęcia: Danny Cohen
Muzyka: Claude – Michel Shönberg

Rok produkcji: 2012
Dystrybutor: UIP Polska
Ocena: 4.5/6

Les Misérables (2012) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);



Uwielbiam musicale, dlatego wieść o przeniesieniu na ekran   jednego z broadway’owskich klasyków i to z doborową obsadą z miejsca wzbudziła mój entuzjazm. Najzabawniejsze jest to, że nigdy nie widziałam tego musicalu, ani nie miałam w rękach powieści Victora Hugo. Jednym słowem nie znałam historii, a w ostatnich czasach do moich uszu dotarły dwie piosenki: „I dream a dream” i „Castle on the cloud”. W takiej sytuacji nie trudno o nieśmiertelny dylemat: „Co pierwsze, książka czy film?”. Postawiłam na to drugiei dane mi było to, co rzadko mi się zdarza, ale często tego szukam – wzruszeń, których nie potrafię ukryć i opanować. Film Hoopera był powszechnie krytykowany, co mnie trochę dziwi, ale tylko trochę. Dużo zależy od oczekiwań, a moje były skierowane w sferę emocji. Tak, płakałam.

„Nędznicy”, już sam tytuł wskazuje, że historia, a raczej sieć ludzkich losów, nie będzie lekką i miłą opowiastką w scenerii porewolucyjnej Francji. Victor Hugo, czołowy reprezentant epoki francuskiego romantyzmu, nie ograniczał swojej działalności tylko na polu literackim. Piętnował niesprawiedliwość społeczną i w tym kierunku układał reformy, czego nie sposób nie dostrzec w w samych „Nędznikach”. Opowieści w której przypadkowy, zwykły gest może odmienić czyjeś życie na lepsze lub skazać go na utratę resztek godności. Przypadki Jeana Valjeana (Hugh Jackman), Fantine (Anne Hathaway), Javerta (Russell Crowe), Cosette (Amanda Seyfried), Eponime (Samantha Barks), Mariusa (Eddie Redmayne) czy Enjorlasa (Aaron Tveit) są tylko ułamkiem wyciętym z morza im podobnych. Może i żyjemy w XXI wieku, ale pewne rzeczy tak bardzo się nie zmieniają.

Hugh Jackman


Musical ma niesamowitą, ostatnio niezbyt docenianą siłę. Jej istotą są treści, emocje przekazywane przy interpretacji piosenki. Utwór musicalowy jest bardzo bliski poezji, gdzie dokonuje się pewne obnażenie wrażliwości, tkwiących emocji. Proza, zwykły dialog nie zawsze oddadzą esencję, perspektywę. Czy warunkiem wywołania katharsis jest doskonały, krystaliczny głos? Niezupełnie, ponieważ niedoskonałość, potknięcie, chwilowy brak tchu potrafią poruszyć mocniej niż czyste dźwięki. Poziom wokalny w „Les Miserables” jest mocno zróżnicowany. W przeciwieństwie do indyjskich produkcji, gdzie prężnie rozwija się gałąź playback singerów, aktorzy śpiewają własnym głosem. Między znanych ze swoich możliwości wokalnych (Hugh Jackman, Anne Hathaway, Amanda Seyfried) i niezbyt lotnych (Russell Crowe, Helena Bonham Carter), znaleźli się aktorzy musicalowi (Aaron Tveit, Samantha Barks). Nie trzeba być znawcą, aby stwierdzić, że część żeńska zdecydowanie góruje nad męską. Jakim zaskoczeniem była niemoc wokalna Jackmana, który ma za sobą miesiące na deskach teatrów musicalowych. Słabsze wykonania nie wpłynęły jednak na odbiór filmu, nawet nie miałam kiedy zastanawiać się nad odwagą Crowe’a by w ogóle zaśpiewać. Przy jednej piosence osiągnęłam szczyty wzruszenia. Niby miałam z tyłu głowy, że Hathaway za bardzo zależało na Oscarze, ale za wykonanie „I dreamed a dream” jej się należał.

Anne Hathaway


Sama opowieść, z perspektywy nowicjusza, który nie liznął nawet zarysu historii, przyciąga uwagę i angażuje na kilku poziomach. Na ile to zasługa umysłu Hugo, inteligencji scenarzysty czy rozmachu wizualnego, że nie wspomnę o aktorstwie – trudno określić. To może świadczyć o zrównoważeniu poszczególnych elementów, a historia po prostu płynie. Widoczna jest pewna teatralność, umowność, ale to jedna z naturalnych cech musicalu – formy, która od kilkunastu lat próbuje zająć miejsce między gatunkami, które wyznaczają trendy w kinie. „Les Miserables” jako film i jako musical naprawdę się udał, a moje obawy były związane z osobą reżysera. Tom Hooper ma już swojego Oscara za „Jak zostać królem”, film, który nie powinien być nawet nominowany. Kalka goniła kalkę i poza kilkoma scenami nadawałby się do zapomnienia. Jednak musical potraktował w pierwszej kolejności jako film, nie wywołując presji na stronę wokalną. Dlatego „Les Miserables” mają swój autorki rys, pewną chropowatość, która przemienia teatralność w autentyczność. Dramaty i dylematy nie są przesadzone, miłości nie takie słodkie, a odwaga nie taka głupia.

Helena Bonham Carter, Isabelle Allen, Sacha Baron Cohen


Nie pozostaje nic innego jak przeczytać książkę i jeszcze raz obejrzeć film Hoopera. Plejada gwiazd tak pięknie skryła się za plecami granych przez siebie postaci, że nie sposób nie docenić tego widowiska. Po seansie krążą myśli, serce rozsadzają emocje. Może nie miałam do czynienia z kinem wybitnym, ale każdy seans, który daje spełnienie mnie jako widzowi, jest wart zapamiętania, opisania i powtórzenia.

Reklamy

13 uwag do wpisu “Les Miserables/Les Miserables. Nędznicy (2012), reż. Tom Hooper

  1. Obejrzałam ten film kilka dni temu i cały czas nie wiem, co o nim myśleć. Dlatego wypożyczyłam „Nędzników” Victora Hugo i od dzisiejszego wieczoru zamierzam zacząć czytać.
    Film jest wzruszający, ale wydaje mi się, że spłyca wiele historii. Sama rewolucja i młodzi ludzi, którzy chcą walczyć – pokazani są jako wyrostcy (może oprócz przywódcy), którzy spotykają się towarzysko i jakos tak wyszło, że będzie walka, więc będą walczyć.
    Miłość Cosette i Mariusza – spojrzeli na siebie i BUM miłość. Ona się tylko spaceruje po ogrodach i targach śpiewając o miłości. Pięknie wygląda i tyle. On ma pod ręką dziewczynę, którą zna i wie, że podziela jego poglądy, a traktuje ją jak powietrze.

    Helena Bonham Carter i Sacha Baron Cohen – przerysowani, przestylizowani. Dlaczego? Po co?

    Musze poznać tę historię lepiej i może jeszcze raz obejrzeć film.

    Polubienie

  2. Po seansie aż chce się ponownie wysłuchać tych piosenek. Dla mnie to(obok Życia PI) zdecydowanie jeden z tegorocznych Oscarowych filmów, który mnie poruszył i do którego wracałam (ścieżka dźwiękowa). Czy obejrzałabym jeszcze raz Operację Argo? Nie. Za to nędzników wysłuchałam ze 3 razy a i film ponownie na dvd z chęcią obejrzę.

    Polubienie

  3. Film wspominam bardzo pozytywnie. Do piosenek wracam, chociaż o wiele bardziej podoba mi się wersja Romy (marzę aby zobaczyć jej występ na żywo). Kwestia Russella w piosence „Look down” („And I'm Javert”) dalej wywołuje u mnie śmiech.

    Polubienie

  4. Och jak mi się ten film podobał. Najbardziej byłam pod wrażeniem gry Jackmana, bo nie sądziłam, że potrafi tak przekazać emocje samym (średnim- mówiąc oględnie;)) śpiewem.

    Polubienie

  5. Też bardzo lubię, ale rzadko który musical mi się nie podoba 🙂 Koniecznie przeczytaj książkę, ja pochłonęłam ją kilka lat temu w wakacje i właśnie jej wielopoziomowość, sytuacja społeczeństwa francuskiego – majstersztyk. Zresztą „Katedra Marii Panny w Paryżu” też jest bardzo ciekawa, ale trzeba się nastawić na szczegółowe opisy miast 🙂

    Polubienie

  6. Zawsze lubiłem Anne Hathaway, ale po tej roli wręcz ją pokochałem. Kiedy oglądałem ją śpiewającą „I Dreamed A Dream” to po prostu nie mogłem powstrzymać łez. Szkoda, że w momencie, kiedy z ekranu znika Hathaway, razem z nią ulotniły się emocje jakich dostarczała mi jej postać. Niemniej film mi się bardzo podobał, może właśnie dlatego, że w musicalach jestem całkowitym nowicjuszem 🙂 Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  7. Z pewnością masz wiele racji, bo po zdarciu zasłony zachwytu widzimy właśnie takie rzeczy, kiełkują się zbliżone pytania. Jednak nie szukam doskonałości jeśli mogę dostać garść emocji i wzruszenia, których tak bardzo potrzebuję. To jest przede wszystkim musical, tu umowność zastępuje szereg kart, a ich głębia czy też przekaz kryją się w interpretacji piosenek.

    Rozumiem Twój punkt widzenia, jak najbardziej.

    Polubienie

  8. Operacja Argo jest tak skonstruowana i zmontowana, że znając koniec historii i jeszcze widząc przeinaczenia na potrzeby podrasowania fabuły – siedzi się na fotelu jak na szpilkach, bo ta pewność momentalnie ulatuje i pozostaje czyste napięcie. Jednak nie wiem czy wróciłabym do filmu, prędzej do książki.

    Do filmu Hoopera wrócę, tak jak Judith, po lekturze książki Hugo. Jednak ja też zaliczam go do kategorii do ponownego obejrzenia. Może nie miałam tzw. „chcicy” na muzykę po filmie, ale ten specyficzny nastrój tkwił we mnie przez kilka dni. 🙂

    Polubienie

  9. Osobiście mam problem z piosenkami tłumaczonymi na polski, coś mi nie pasuje i zawsze wracam do oryginalnego tekstu. Takie wypaczenie, więc Roma jest właściwie z góry skazana na porażkę. :/

    Jestem pełna podziwu dla Crowe'a, szczególnie w tej piosence. Głosu nie ma nawet przyzwoitego, a jednak zrobił co było w jego mocy i nie spietrał z planu. 😀

    Polubienie

  10. Anne kojarzę z jakiegoś serialu i mogę powiedzieć, że od dawna ją lubiłam. Obecnie może mam wobec niej mieszane uczucia, ale nie sposób odmówić jej talentu aktorskiego.

    Polubienie

  11. Z przykrością muszę powiedzieć, że film był ładny, ale przeciętny, no i momentami się strasznie dłużył. Początek był naprawdę ciekawy, miło się oglądało, ale im dalej tym gorzej.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s