Man of Steel/Człowiek ze stali (2013), reż. Zack Snyder

Tytuł polski: Człowiek ze stali
Tytuł oryginalny: Man of Steel
Reżyseria: Zack Snyder
Scenariusz: David S. Goyer
Zdjęcia: Amir M. Mokri
Muzyka: Hans Zimmer
Rok produkcji: 2013
Dystrybutor: Warner Bros. Polska
Ocena: 2/6

Man of Steel (2013) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);


To ptak, to samolot, to Superman! Czekałam na tę kwestię przez cały dwugodzinny film. Pewne zdania, gesty i schematy ukształtowały wizerunek postaci, której geneza sięga 1938 roku. Moje oczekiwania był wyważone, ale kierowały się ku dobremu kinu i dostosowaniu postaci do współczesności. Superman jest bohaterem wyjętym z ideałów dziecięcych marzeń, które u dorosłych wzbudzają lekkie politowanie i troskę, że ten piękny świat legnie kiedyś w gruzach. Nie wierzymy w ideały, a tym bardziej w bajki o fruwającym człowieku o wielkiej sile, który jest w stanie czynić tylko dobro. Jednak lubimy takich bohaterów, potrzebujemy ich obserwować w tym poważnie niepoważnym świecie.

Zack Snyder wyrobił sobie markę reżyserując takie mocne tytuły jak „Świt żywych trupów”, „300” i genialnych „Watchmen. Strażnicy”. Aż tu nagle wielka wtopa z „Sucker Punch”, gdzie  fantastyczna strona wizualna nie była w stanie przykryć mankamentów scenariusza. Porażka okazała się na tyle znacząca, że choć powierzono mu misję odświeżenia Supermana, to jednak doczepiono nazwisko Nolana choćby jako producenta. W strefie komiksowej rysuje się silny związek Batmana z ocalałym z Kryptonu, co miało się pewnie przełożyć na jakość „Człowieka ze stali”. Niestety, ale film rozczarowuje. Problem tkwi nie tylko w scenariuszu, ale też  w obsadzie i mentalności reżysera.

I can be your hero baby…



Zacznijmy od samej historii. Świat komiksowych oryginałów, mnogości wersji jest mi obcy. Moja wiedza opiera się na filmie Richarda Donnera z 1978 roku, serialu „Nowe przygody Supermana” czy też słabo już pamiętanych seriali animowanych. To Christopher Reeve staje przed oczami, kiedy myślimy o tym superbohaterze, co w dużej mierze przekłada się na postrzeganie postaci przez przeciętnego widza. David S. Goyer postanowił wywrócić owo wyobrażenie do góry nogami. Clark i Lois poznają się w zupełnie innych okolicznościach, które wzbudzają uczucie politowania. Podążanie ku urealnieniu i oderwaniu łatki kiczowatego bohatera zaprowadziło, niestety, na manowce. Im bardziej starano się wynajdywać inne, nieznane ścieżki, tym mocniej było widać, że całość po prostu się nie utrzyma. Z wyrazistej i charyzmatycznej postaci powstał nieokreślony byt na pograniczu nijakości. I tutaj na scenę wkracza wpadka obsadowa zwana Henrym Cavillem.

Anglicy mają branie w Hollywood, ale ostatnio to patrzenie w rodowód zastąpiło wgląd w umiejętności aktorskie. Henry Cavill nie sprawdził się w roli superbohatera. Ograniczony zestaw min, w tym brak kluczowego składnika dla odgrywania takiej postaci, czyli charyzmy – pogrzebały film niemal na wstępie. Superman, nawet kiedy nie nosi już majtek na wierzchu, wciąż jest kosmitą z supermocami z iście skautowskim kodeksem moralnym. Aby uczynić go bardziej sympatycznym, jak zwykle podkreśla się jego balansowanie na marginesie i bycie outsiderem. Ma się wrażenie, że jedynie Iron Man wyłamuje się z tego trendu. Przy przezroczystości odtwórcy tytułowej roli staje się wręcz ciężkostrawne i irytujące. Mimika Cavilla w niektórych scenach zwyczajnie dezorientuje. Albo udaje skupienie, zatwardzenie czy też uosabia myśl: „Daruj sobie te brednie”. Muskulatura aktora robi wrażenie, a opowieści o intensywnym treningu, które zdobiły niejeden portal, wydają się być kluczem promocyjnym. Henry Cavill ma być przede wszystkim pięknym obiektem przykuwającym uwagę. W filmie nie brakuje podkreślania tej strony bohatera, który siłę i cnotę łączy z pięknem fizycznym. Z upływem czasu ten błąd obsadowy coraz mocniej kłuje w oczy, ale czarny charakter jest równie nieudany.

Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem…


Michael Shannon ma ugruntowaną pozycję i renomę aktora idealnego do odgrywania postaci niejednoznacznych, niepokojących i podskórnie przerażających. Jego nazwisko wypłynęło na wody mainstreamu dzięki serialowi „Zakazane imperium” i wydawał się być idealnym kandydatem do roli generała Zoda. Może jego mimika ma ten niepowtarzalny rys, a może po prostu jest ograniczona, ponieważ czułam oddech wspomnianego serialu i z żalem obserwowałam narastające przerysowanie w kreowaniu postaci. Było źle, fatalnie i nasuwa się pytanie: gdzie jest reżyser? Na szczęście reszta obsady bardziej pomaga filmowi niż mu szkodzi. Nie zawodzi Amy Adams jako Lois Lane. Aktorka jest stworzona do grania  takich bohaterek. Trudno uwierzyć, że jest starsza od filmowego Clarka o 9 lat. Wątek dziennikarki Daily Planet był szyty dość grubymi nićmi, jakby na siłę starano się umotywować jej obecność w „Człowieku ze stali”. Zamiast przerzucić ją do oczywistej kontynuacji lub pokazać ją w tle, strzelili sobie w stopę wysyłając ją… w kosmos (minuta ciszy).

Można się zastanawiać jak Kal-El mógł być mdły mając takich ojców. Jor-El w wykonaniu Russella Crowe’a to najlepsza rola w filmie. Nie sposób oderwać od niego wzroku, nie próbować wczuć się w jego położenie, nie myśleć o nim, kiedy znika z ekranu. Australijczyk gra jak zawsze, ale oglądanie go w filmie Snydera jest wyjątkowo przyjemne.  Nie aż tak zachwycający, ale mimo wszystko dobry jest również Kevin Costner jako Jonathan Kent. Wprawdzie jego rola ogranicza się do wzniosłych kwestii, czasem wątpliwych moralnie i patetycznej śmierści (dwie minuty ciszy to za mało), to pozostaje powszechnym wyobrażeniem idealnego ojca dla skomplikowanego syna.

Królu mój, ty śpij, ty śpij…


Strona wizualna robi wrażenie, ale przy tego typu produkcjach, o takim budżecie jest raczej standardem.  Możliwe, że w większych kinach efekty 3D były zauważalne, a moje po prostu nie było w stanie tego unieść, ale i tak widać, że strona wizualna jest znakiem firmowym Snydera. Wyobrażenie Kryptonu z jednej strony zachwyca surowością, a z drugiej razi sloganami proekologicznymi. Świadomość, że ten świat zbliża się ku końcowi, kazała dokładniej się mu przyglądać i zapamiętywać jak najwięcej. Scena, w której Jor-El widzi rewoltę Zoda ma w sobie spory ładunek emocjonalny. Nawet patetyczne tony od Zimmera doskonale ilustrują nastrój zbliżającej się zagłady. Kiedy zbliżamy się do Ziemi, nie jest już tak  magicznie. Zachwyt zastyga, kiedy dociera bezsensowność zniszczeń jakich przysparza walka Supermana z Zodem. Zamiast przenieść pole walki na otwartą przestrzeń, Snyder postawił na efektowną demolkę miasta. To nie było absurdalnie głupie tylko niesmaczne.

This is the end…


„Człowiek ze stali” ma szereg wad od logiki scenariusza, przez ignorowanie praw fizyki, na obsadzie kończąc. Reżyser zdaje się być nieobecny i tracić resztki wyczucia w wielu momentach. Film jest pretensjonalny, wkradają się dłużyzny i to w scenach efektownego i bezsensownego demolowania miasta. Epilog trochę ratuje widowisko, dając nadzieję powrotu na właściwe tory. Może do tego czasu Cavill się odblokuje, scenarzysta zapłacze nad swoim dziełem i obieca poprawę, a reżyser przypomni sobie jak mu udało się nakręcić „Watchmen” Pewna wskazówka podpowiada, że sequel zdominuje Lex Luthor i na pewno go obejrzę. Jednak rozczarowanie „Człowiekiem ze stali” jest faktem od którego nie ma jak uciec.

Hungry eyes…


Film obejrzałam dzięki 

Reklamy

8 uwag do wpisu “Man of Steel/Człowiek ze stali (2013), reż. Zack Snyder

  1. Trochę dupowato, tak szczerze mówiąc. Rzadko wybieram się do kina na tego typu filmy (ostatnim był „Mroczny Rycerz powstaje”), ale obiecałam temu mojemu, że go zabiorę, coby czasem zdarzyło się, że oglądamy film w jego guście, a nie moim 😉 Czytam w sieci mnóstwo niepochlebnych recenzji, jednak z drugiej strony natykam się na wysokie oceny na przeróżnych portalach. Ufam Twojemu osądowi i baaardzo sceptycznie podchodzę do wizji seansu. Może uda mi się Marcina wyciągnąć na coś bardziej wartego uwagi 🙂

    Polubienie

  2. No to nieźle pojechałaś, mnie się w sumie film podobał (ale ja mam słabość do superbohaterów), zgodnie z obecymi standardami zrobili „poważną wersję” a Cavill to ciacho i dałam mu 7/10, ale przeżyć wątku Lois jak u siebie pisałam(czemu, och czemu wlazła do tego statku kosmicznego!) nie mogłam przeżyć :P.

    Polubienie

  3. Zmiażdżyłaś ten film, po prostu zmiażdżyłaś. Wybierałem się, wiedziałem, że nie ma na co liczyć, ale aż tak źle, no nie wierzę. Ta cała recenzja mnie tak wypłoszyła, że nie wiem czy pójdę do kina, choć mam darmową wejściówkę 😦

    Polubienie

  4. Dlaczego miałabyś go odwodzić od tego seansu. Póki sam się nie przekona, to zatruje Ci życie. 😉
    Od początku miałam wątpliwości co do jakości filmu, właściwie od pierwszego teasera. Jak widać, miało to przełożenie w rzeczywistości. Nie brakuje jednak głosów, które nie szczędzą komplementów wizji Snydera. Najlepiej przekonać się na własnej skórze.

    Polubienie

  5. Było co miażdżyć, wierz mi. Nie to było moim zamiarem wybierając się do kina, bo w gruncie rzeczy mam słabość do filmów o superbohaterach. Wolę sobie powtórzyć głupią, ale zabawną w swej głupocie „Green Lanthern” niż snuja Supermana by Cavill.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s