Blue Jasmine (2013), reż. Woody Allen

Tytuł: Blue Jasmine
Reżyseria: Woody Allen
Scenariusz: Woody Allen
Zdjęcia: Javier Aguirresarobe
Muzyka: Christopher Jennertz
Rok produkcji: 2013
Dystrybutor: Kino Świat
Ocena: 5.5/6

Blue Jasmine (2013) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);

Co roku pokazuje nowy film, od kilku lat jego plenery nie dominują nowojorską nostalgią, a on sam zdaje się tkwić myślami nad kolejnym scenariuszem. Woody Allen na stałe wbił się w krajobraz premier filmowych, bo należy do wąskiego grona reżyserów, którzy są głównym czynnikiem wabiącym kinomanów do przybytków dziesiątej muzy. Wspomniana regularność jest na swój sposób zgubna, ponieważ zwiastun „Blue Jasmine” zobaczyłam w kinie. Żywa ekscytacja Allenem straciła wiele ze swego blasku, ale sam Woody wciąż potrafi nakręcić świetny, pobudzający do przemyśleń film.

Skojarzenie ze sztuką Tennessee’a Williamsa, „Tramwaj zwany pożądaniem”, przychodzi niezwykle szybko. Dwie siostry, które więcej dzieli niż łączy. Jedna wprowadza się do drugiej niby na moment, ale wprowadza zamęt pamięcią i iluzją dawnego cudownego życia. Jednak „Blue Jasmine” posiłkuje się ogólnym zarysem, opowiadając historię inną, ale w swojej wymowie równie gorzką i pesymistyczną. Tak, to nie komedia, ale powrót do twórczości  lat osiemdziesiątych. Nie dałam rady obejrzeć „Zakochanych w Rzymie”, ale od pierwszych scen najnowszego filmu czuć lekki oddech reżysera. Jakby kręcił film w pełni autorski, pozbawiony perspektywy marketingu i nacisku biur podróży. Chociaż akcja dzieje się w dość charakterystycznym mieście jakim jest San Francisco, to tego właściwie nie zauważamy. Skupiamy się na historii i emocjach, tak bliskich i jednocześnie bardzo obcych.



Jasmine (Cate Blanchett) straciła wszystko. Męża, fortunę, pozycję i stabilność psychiczną. Przywykła do życia pozbawionego problemów, ląduje z walizkami od Louisa Vuittona w niewielkim mieszkaniu dawno nie widzianej siostry Ginger (Sally Hawkins). Kobiety różni wszystko, począwszy od DNA i kończąc na spojrzeniu na życie. Allen rozszerzył perspektywę tam, gdzie Williams zostawił w sferze domysłów – pokazuje życie Jasmine w zgrabnie wplecionych retrospekcjach. Trudno mówić, że Allen w ten sposób broni i usprawiedliwia bohaterkę. Bardziej stawia ją na czarnej, pustej scenie i oświetla surowym światłem reflektorów. Nie pozostawia miejsca na złudzenia, nie daje szans nałożenia maski, która uczyniłaby ją taką, jaką chciałaby siebie widzieć. Nie sposób jednak zignorować dramatu bohaterki, pomimo egoizmu i próżności jakimi cechowała się przez większość swojego życia. Przyzwyczajona do pewnego stylu bycia, standardów i przestrzeni musi z dnia na dzień walczyć z dumą o przetrwanie w warunkach urągających jej godności. Jasmine jest antypatyczna, ale nie jest człowiekiem obdarzonym samymi negatywnymi cechami. Jej ocena zostaje pozostawiona widzowi, który nie tylko może dostrzec w niej fragment siebie, ale też zastanowić się co może z tym zrobić.



Błogosławieństwem „Blue Jasmine” jest obsada i ograniczenie wątków do minimum. Cate Blanchett nie tylko zdominowała ekran, ale też dała popis gry aktorskiej z wysokiej półki. Wielką niesprawiedliwością byłoby pominięcie jej w sezonie nagród filmowych, ponieważ takie kreacje zasługują na najwyższe wyróżnienia. Blanchett doskonale wyważyła środki wyrazu, nie popadając w przesadę czy patologiczną oszczędność. Wszystko jest wypisane na jej twarzy, w spojrzeniu i gestach, a całość nie ma ani jednej fałszywej nuty. Nie można jednak zapomnieć o pozostałej obsadzie, która zapewnia równowagę i odejście od toksycznej osobowości tytułowej bohaterki. Allen zestawił ze sobą aktorki odmienne nie tylko wizualnie, ale wizerunkowo. W końcu siostry są jak antypody. Sally Hawkins nie jest wyniosłą pięknością, bliżej jej do masy przeciętnej, rzeczywistej codzienności. Jednak to umiejętność docenienia tego, co ma stawia ją w opozycji do siostry podążającej za złudzeniami. Ta skrajność nie razi, a wydaje się być naturalną koleją rzeczy.


Ostatnimi czasy Woody Allen przyzwyczaił nas do komediowego enturażu dla swoich przemyśleń i poglądów. Czy fakt, że stworzył film gorzki w swojej wymowie, z zakończeniem niepasującym do definicji tego słowa, czyni „Blue Jasmine” automatycznie czymś lepszym? Mamy do czynienia z filmem niewymuszonym, o silnej wymowie i ze świetnym aktorstwem. Odbiór nie byłby tak intensywny, gdyby nie ogrom pracy i talentu Cate Blanchett, ale to wciąż film Allena. Nic nie stracił ze swojego charakteru, dowcipu i inteligencji – tego nie przesłoni żadna genialna kreacja aktorska. Bo „Blue Jasmine” to film Allena, gdzie Blanchett rozwinęła skrzydła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s