Gravity/Grawitacja (2013), reż. Alfonso Cuaron

Tytuł polski: Grawitacja
Tytuł oryginalny: Gravity
Reżyseria: Alfonso Cuaron
Scenariusz: Alfonso Cuaron, Jonas Cuaron
Zdjęcia: Emmanuel Lubezki
Muzyka: Steven Price
Rok produkcji: 2013
Dystrybutor: Warner Bros Polska
Ocena: 6/6

Gravity (2013) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);


Zwiastun pojawił się nagle, a po nim świadomość jak bardzo nieobecny był Alfonso Cuaron. Premiera „Ludzkich dzieci” miała miejsce siedem lat temu, potem meksykański reżyser unikał długich metraży skupiając się na dokumencie. „Grawitacja” to powrót w wielkim stylu o jakim marzy się wielu, a udaje dosłownie garstce. Opowiedzenie dramatu rozbitków rozgrywającego się w kosmosie wydaje się być karkołomne, szczególnie w czasach kompromisu między wolnością artystyczną, a wymogami wytwórni. Jednak powstał film doskonały pod wieloma względami.

O czym właściwie jest „Grawitacja”? Mamy ekspedycję NASA, której zadaniem jest naprawienie uszkodzonego satelity i katastrofę, której oddech będziemy czuć niemal do samego końca. Ryan Stone (Sandra Bullock) i Matthew Kowalski (George Clooney) jako jedyni przetrwają deszcz odłamków, ale zostaną sami i to dosłownie. Nie mają czym wrócić na Ziemię, nie mają kontaktu z Houston – dryfują w przestrzeni kosmicznej i można zakładać, że czeka ich powolna śmierć. Jednak Cuaron poszedł w stronę thillera, skupiając się na teraźniejszości i walce o przetrwanie. Żadnych retrospekcji czy flashbacków, które wyprowadziły akcję z rytmu i oderwałyby widza od emocji. Film wciąga niesamowicie, a zapowiadając się na leniwą i egzystencjalną przypowieść, zaskakuje ogromem akcji i dynamiką. 



Jeśli po sukcesie „The Social Network” wypłynęło nazwisko Aarona Sorkina, po „Grawitacji” wszyscy będą mówić o Emmanuelu Lubezkim. Operator rodem z Meksyku ma na koncie nie tylko 6 filmów wspólnie zrealizowanych z Cuaronem, ale też takie tytuły jak „Jeździec bez głowy”, „Frida” czy „Drzewo życia”. Jednak to, co osiągnął w „Grawitacji” ociera się o maestrię. Przy wykorzystaniu niemałego budżetu (chodzi o 100 milionów $, które powoli się zwracają) osiągnął zdumiewający efekt nie tylko na polu technicznym, ale też dramaturgicznym. Nie tylko pokazał piękno i potęgę kosmosu, ale też uczynił je bardziej namacalnym. Po tym seansie dalej spoglądamy w nocne niebo, ale coś się zmieniło. Może dalej dryfujemy wraz z osamotnionymi bohaterami, a może zastanawiamy się jak piękny musi być Ganges widziany z kosmosu? „Grawitacja” to feeria doznań, które wpasowują się w definicję „magii kina”.



Od muzyki piękniejsza jest tylko cisza. Tylko twórcy filmowi rzadko o tym pamiętają. Do dzisiaj wspominam przejmującą ciszę w „Mroczny Rycerz powstaje”, a w „Grawitacji” jej nie brakuje. To rzadki i jednocześnie cudowny moment, kiedy w kinie zapada cisza – nikt nie śmie się odezwać, czuć grozę i bliskość sytuacji. Kiedy ten moment przerywa muzyka, nie ma miejsca na rozczarowanie, ponieważ Steven Price zgrabnie przechodzi od spokojnych tonów do mocnych i impulsywnych. Muzyka doskonale współbrzmi z obrazem, ale i tak najbardziej pamięta się te chwile przepełnione ciszą.



Po wyjściu z kina pomyślałam o filmie Stanley’a Kubricka „2001: Odyseja kosmiczna” z 1968 roku – dziele imponującym wizualnie, ale merytorycznie niezrozumiałym. „Grawitacja” jest filmem przemyślanym, logicznym i zapiętym na ostatni guzik. Cuaron zaznacza swoją obecność, kiedy Kubrick pozostawia widza osamotnionego. Można uznać porównanie kosmicznego thillera z klasykiem science – fiction za nadużycie, ale „Grawitacja” nie udaje, że jest filmem wybitnym, a jednak nim się stała. Może przemawia przeze mnie słabość do Alfonso Cuarona, który nie zawiódł mnie żadnym filmem („Harry Potter i więzień Azkabanu” to moja ulubiona część serii)? Jednak pamięć 90 minut pełnych napięcia, emocji i totalnego zaangażowania mówi sama za siebie.

Duet Cuaronów (ojciec i syn) rzucił wyzwanie kosmosowi i wyszedł z niego zwycięsko. Film pachnący mainstreamem, w rzeczywistości jest kameralny i stonowany. Na tle przestrzeni wysypanej gwiazdami jesteśmy niezwykle malutcy, a nasze istnienia są kruche i krótkie. Cuaron posiada ten talent przeobrażania topornej masy w dzieło przepełnione duszą. „Grawitacja” to nie tylko survival w kosmicznym wydaniu, bo podskórnie czuje się coś więcej. Choćby wartość nadziei i zadanie sobie pytania „co nas motywuje do codziennego wstawania z łóżka”. Dla takich filmów warto chodzić do kina.

PS. Jak oglądać to w 3D. Nie pamiętam kiedy zdarzyło mi się podskoczyć w fotelu.



Za seans wysyłam kosmiczne podziękowania dla Warner Bros. Polska


Reklamy

6 uwag do wpisu “Gravity/Grawitacja (2013), reż. Alfonso Cuaron

  1. Ja też nie widziałem, no ale, to 3D mnie jednak odstrasza, bo sugeruje, że film nie ma do zaoferowania nic więcej poza efektami. „Odyseja” Kubricka była filmem, tak jak piszesz, imponującym wizualnie, być może zachwyciłby mnie, gdybym go oglądał w kinie, a tak mam do tego filmu raczej obojętny stosunek, nie uważam go za arcydzieło.

    Polubienie

  2. 3D nie jest spektakularne, tylko pogłębia jakość obrazu. Strona wizualna jest najmocniejszą stroną, ale w połączeniu z akcją i muzyką zapewnia niesamowite wrażenia. Możliwe, że po wielu pochlebnych recenzjach ma się wygórowane oczekiwania, ale to przecież film Cuarona. 😉

    Polubienie

  3. Widziałem trzy filmy Cuarona: „Wielkie nadzieje”, „Więzień Azkabanu” i „Ludzkie dzieci”. I nie jestem wielbicielem tego reżysera. Wprawdzie ten film z Clive'em Owenem jest znakomity, ale pozostałe, według mnie, raczej przeciętne 😉

    Polubienie

  4. Zgadzam się z każdym słowem recenzji. Ja niestety nie widziałam tego w kinie, ale muszę powiedzieć, że odczucia mam identyczne! Ten film jest chyba po prostu tak dobry, że trochę nie ma znaczenia (przynajmniej mnie jakość nie zakłóciła odbioru) gdzie i jak się ogląda. Uwielbiam ten film! Jeden z nielicznych, który mnie ostatnio naprawdę poruszył! Nie potrafię nawet mojego wrażenia ubrać w konkretne słowa. Przepiękny. W skali od 1 do 6 daję 10!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s