Welcome to the Punch/Czas zapłaty (2013), reż. Eran Creevy

Tytuł polski: Czas zapłaty
Tytuł oryginalny: Welcome to the Punch
Reżyseria: Eran Creevy
Scenariusz: Eran Creevy
Zdjęcia: Ed Wild
Muzyka: Harry Escott
Obsada: James McAvoy, Mark Strong, Andrea Riseborough, Peter Mullan, David Morrissey, Daniel Mays
Czas trwania: 96 minut
Rok produkcji: 2013
Dystrybutor: Monolith Video
Ocena: 2/6

Welcome to the Punch (2013) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);



Od momentu wyświetlenia pierwszego filmu powstało tyle scenariuszy, że naturalnym jest świadomość skończoności puli. Jeśli pomysł nie jest najświeższy, a opowiadana historia nie sili się na przebłyski innowacyjności – pozostaje kuszenie obsadą. Prawda jest taka, że nie obejrzałabym „Czasu zapłaty” gdyby nie James McAvoy, ale i jego obecność nie przykryła faktu, że film mnie zmęczył. To już drugi film w dorobku brytyjskiego reżysera. Eran Creevy ma na swoim koncie „Shifty”, który zdobył garść nominacji do BIFY i BAFTA. Jego drugie dzieło nie zdobyło uznania i całkiem słusznie.

Max Lewinsky (James McAvoy) to młody policjant zaangażowany w sprawę schwytania jednego z najbardziej poszukiwanych złodziei, Jacoba Sternwooda (Mark Strong). Był naprawdę blisko schwytania, ale zarobił nie tylko kulkę w kolano, ale i porażkę ciążącą na jego karierze. Po 3 latach nadarza się okazja do zatarcia tamtego niepowodzenia, ale Lewinsky nie jest tym samym gliniarzem. Poza urazem fizycznym (Max regularnie ściąga wodę z kolana) nie uniknął obrażeń natury psychicznej – zmęczony, tłumiący w sobie złość i niezdolny do życia w normalności. Jego partnerka, Sarah Hawks (Andrea Riseborough) nie ma z nim łatwego życia, ale chce z nim pracować. Razem angażują się w sprawę, która okaże się być poważniejsza niż schwytanie arcyzłodzieja.

Andrea Riseborough, James McAvoy

„Czas zapłaty” ma świetny, dynamiczny początek. Pościg skąpany w ciepłych barwach miejskich lamp robi wrażenie. Kiedy akcja przenosi się 3 lata do przodu, dominacja ciepłych odcieni ustępuje miejsca tym zimnym i ponurym. Jednocześnie podskórnie czuć, że to nie będzie udany film i nie mija dużo czasu, kiedy odczucie staje się faktem. Mogę podejrzewać, że Creevy miał ambicje nakręcenia psychologicznego thillera policyjnego. Widać, że konstruując świat bohaterów unikał czerni i bieli, stawiając na kubeł szarości. Miały być dylematy, wątpliwości, ale… to już było. Niesamowita wtórność jaką charakteryzuje się „Czas zapłaty” jest tak niebywała, że staje się jaskrawym przykładem filmu zbędnego. Zupełnie jak „Idy marcowe” George’a Clooneya. Naprawdę szkoda obsady na której tle wyraźnie wyróżnia się Andrea Risenborough. Reszta praktycznie nie podjęła wysiłku.

Czy film miał jakikolwiek potencjał? Niestety nie. Historię na samym starcie można zaliczyć do grona oklepanych do bólu. Stąd finałowa potyczka, która powinna trzymać w napięciu, praktycznie nie rusza. Klapa finansowa tylko potwierdza, że dobre nazwiska nie wystarczą za cały film, a może już nie mają takiego magnesu jakby się wydawało? Szkoda czasu na „Czas zapłaty”, bo przy tylu premierach z pewnością znajdą się lepsze filmy. Zdecydowanie lepiej zobaczyć McAvoy’a w „Transie”, Riseborough w „Niepamięci” czy Stronga w jakiejś innej produkcji. A drugi film Creevy’ego niech przykryje kurz i odejdzie w niepamięć.

Mark Strong

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s