The Secret Life of Walter Mitty/Sekretne życie Waltera Mitty (2013), reż. Ben Stiller

Tytuł polski: Sekretne życie Waltera Mitty
Tytuł oryginalny: The Secret Life of Walter Mitty
Reżyseria: Ben Stiller
Scenariusz: Steve Conrad
Na podstawie: „The Secret Life of Walter Mitty” (opowiadanie), James Thurber
Zdjęcia: Stuart Dryburgh
Muzyka: Theodore Shapiro
Obsada: Ben Stiller, Kristen Wiig, Adam Scott, Sean Penn, Shirley MacLaine, Kathryn Hahn, Patton Oswald
Czas trwania: 114 minut
Rok produkcji: 2013
Dystrybutor: Imperial CinePix
Ocena: 5.5/6

The Secret Life of Walter Mitty (2013) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);

Generalnie unikam filmów w których pojawiają się takie „tuzy” kina jak Adam Sandler czy Ben Stiller. Od reguły dobrze jest zrobić wyjątki, szczególnie, gdy dotyczą one drugiego z wymienionych. Opowiadanie Jamesa Thurbera przeniesiono na ekran po raz pierwszy w 1947 roku. Hollywood przymierzało się do kolejnej adaptacji pod koniec lat dziewięćdziesiątych, ale perturbacje prawne i obsadowe przeciągały realizację. Wprawdzie finalnie obsadzono Bena Stillera w tytułowej roli, ale stołek reżysera wciąż trwał pusty. I tak aktor nakręcił film do którego chce się wracać z wielu powodów.

Walter Mitty (Ben Stiller) jest dyrektorem działu negatywów magazynu „Life”, którego złote czasy dawno minęły i stoi na progu restrukturyzacji. Bohater ma pewną przypadłość marzyciela – często odpływa myślami, gdzie dokonuje wielkich, bohaterskich czynów. Przyłapuje go na tym Ted Hendricks (Adam Scott), dyrektor do spraw przekształcenia, który nie będzie szczędził okazji by zabawić się kosztem Waltera. Mitty zaszywa się w swoim dziale, gdzie czeka na niego prezent od Seana O’Connella (Sean Penn), wieloletniego fotografa „Life’a”. Ten sam człowiek, który nie rozmawiał nawet z zarządem, wysłał telegram w którym oczekuje, że negatyw numer 25 trafi na okładkę jako arcydzieło i kwintesencja magazynu „Life”. To będzie ostatni numer, ale początek kłopotów bohatera, ponieważ tego negatywu nie ma. Walter musi odnaleźć nieuchwytnego fotografa inaczej grozi mu utrata pracy, co też nieoczekiwanie daje pretekst by odezwać się do Cheryl Melhoff (Kristen Wiig).

Ben Stiller, a w tle Adam Scott


Nie czytałam opowiadania, ani też nie miałam okazji zapoznać się z filmem Normana Z. McLeoda z 1947 roku, ale nawet po zwięzłych informacjach na wikipedii widać, że historię trzeba było napisać od nowa. Tam Mitty był redaktorem w wydawnictwie, a w przerwach dawał upust wyobraźni, gdzie podejmował się niebezpiecznych, heroicznych misji. Poznaje tajemniczą kobietę i wplątuje się w międzynarodowy spisek ze skarbem w tle. Taki układ zdarzeń zostałby gorąco przyjęty w wytwórni Asylum i na szczęście Steve Conrad wymyślił opowieść pod nasze czasy. Nawet dzisiaj nie brakuje takich Walterów, którzy żyją z przekonaniem, że nie dokonali niczego ważnego i uciekają w strefę marzeń, którą próbują wypełnić tę pustkę. Jak często porzucamy plany i marzenia zmuszeni przez życie zapominamy o własnych potrzebach, aż stają się one nieosiągalne przez strach i poczucie odpowiedzialności za innych? Walter Mitty miał marzenie by zwiedzić Europę, ale śmierć ojca zrzuciła na jego barki odpowiedzialność za rodzinę. Nawet po wielu latach nie przestaje pilnować wydatków rozpisując je na zwykłym papierze. Z pełnego pasji chłopaka z irokezem na głowie stał się kwintesencją szarości.

Film ma przede wszystkim bardzo dobry scenariusz. Nawet jeśli struktura fabularna daje się w większości przewidzieć, to pełno w niej elementów i motywów, które czynią seans przeżyciem zbliżającym się do definicji magii kina. Nie przypominam sobie bym po jakimś filmie szukała przepisu, a tutaj aż chce się spróbować ciasta klementynkowego. Z pewnością dużo daje obsada. Ben Stiller doskonale pasuje do grania postaci w typie Waltera i obserwowanie jego przemiany jest jak kibicowanie dobremu znajomemu. Z kolei Kristen Wiig uosabia ciepło i naturalność, które nie skupia się na powierzchowności. Chociaż nie lubię Seana Penna, to role takich outsiderów i indywidualności są jakby pisane pod niego. Za to Adam Scott przejdzie do historii dzięki swojej brodzie, która jest tak sztuczna i rzucająca się w oczy, że musi być w swej niedorzeczności zamierzona.

Sean Penn


Strona wizualna to poezja dla oczu. Z jednej strony mamy codzienność szarego Waltera, przeskoki do wytworów jego nieposkromionej wyobraźni, aż wreszcie obrazki z podróży. Całość dopełnia niesamowita muzyka Theodore Shapiro. Obraz idealnie współgra z treścią, pomaga wydobyć z niej nie tylko niuanse, ale ogrom emocji jakie w sobie mieści. Film Stillera jest w gruncie rzeczy nienachalnym antydepresantem, który bardzo lekko opowiada historię, nieco ją zapętla i nie czaruje wymyślnym zakończeniem. Dawno nie byłam tak zauroczona filmem, zaintrygowana wskazówkami i ukontentowana zakończeniem.

Nie sposób nie poddać się refleksji na temat współczesności i jego problemów. Walter ucieka w świat fantazji odreagowując codzienność i stres, to jego wentyl bezpieczeństwa. Trudno jednak uznać to za zjawisko negatywne, ale reżyser podkreśla niezrozumienie dla takich jednostek. W dzisiejszym wyścigu szczurów, w pełnej informatyzacji niemal każdej sfery życia, bycie marzycielem bywa utożsamiane z kimś przegranym, nieradzącym sobie w życiu. Dlaczego tak chętnie czytamy książki, oglądamy filmy i słuchamy muzyki? Szukamy odskoczni od codzienności, ale niektórzy, jak Walter potrzebują tego bardziej niż inni.

Ben Stiller i Kristen Wiig


Dobrym pomysłem było umieszczenie Waltera w redakcji prawdziwego magazynu „Life”. Z jednej strony czuć wyjątkowość, historię miejsca nie tylko poprzez podkreślenie motta tego założonego w XIX wieku pisma („By ujrzeć świat, czające się ryzyko. By wyjrzeć zza ścian, zbliżyć się. By się odnaleźć i poczuć. To jest cel życia”). Często nie zdajemy sobie sprawy, że jeden numer to praca i zaangażowanie wielu osób, co w filmie Stillera zostało wyraźnie pokazane, a zdjęcie ostatniej okładki jest tego pięknym dowodem. Poza tym tytuł doskonale pasuje do istoty filmu. „Sekretne życie Waltera Mitty” jest też bolesnym zderzeniem wartości z płytkim konsumpcjonizmem, który groteskowo uosabia Ted Hendrikson. Nie sposób nie docenić wątku serwisu randkowego, który popłynął nieoczekiwanym strumieniem, dodając fabule dodatkowego uroku i też materiału do refleksji.


Można uznać „Sekretne życie Waltera Mitty” za kolejny film w stylu przestań się bać, weź byka za rogi, a zobaczysz ile możesz zyskać. W filmach wydaje się to łatwiejsze i jeszcze wmawiają, że my sami siebie ograniczamy. Jednak w tym przypadku trudno mówić o filmie banalnym, kiedy opowieść wciąga do samego końca, a humor i emocje wzajemnie się uzupełniają. Nie spodziewałam się za wiele po tym filmie mając w pamięci inny film wyreżyserowany przez Stillera, czyli „Jaja w tropikach” (dobry film, ale czasem dowcip przegięty). Opowieść o Walterze Mitty nie zjednała sobie krytyków filmowych, co pewnie odbiło się na wynikach box office. Do tego Stiller jest kojarzony z pewnym typem ról, co też może wpływać na oczekiwania. Jednak takiego aktora i reżysera chcę oglądać, a wydanie dvd chętnie postawię u siebie na półce.

I can be your hero, baby…

9 uwag do wpisu “The Secret Life of Walter Mitty/Sekretne życie Waltera Mitty (2013), reż. Ben Stiller

  1. Też dałam się oczarować i nawet zatracić w tym sekretnym życiu. Bardzo pozytywny i optymistyczny film, a jednocześnie nakłania do refleksji.
    Nawiązując do motta, to świetna i bardzo wymowna była scena, w której Mitty spytał szefa: – Znasz nasze motto? a w odp. usłyszał -yyy I'm lovin it.. ??
    Bardzo mnie to rozśmieszyło, ale po sekundzie jeszcze bardziej zasmuciło…
    Pozdrawiam!

    Polubienie

  2. Pamiętam tę scenę, jest bardziej dobitna niż się z początku wydaje. Lubię takie filmy jak ten, ale w życiu bym nie przypuszczała, że Stiller wydobędzie ze mnie tyle emocji i wprowadzi mnie w okolice duchowej nirwany.

    Polubienie

  3. To jest ciekawe. Nawet oceny na IMDB są wysokie, na filmwebie też. Zobaczymy wyniki polskiego BO.

    Nie widziałam „Jestem na tak”, jakoś wybitnie nie ciągnie mnie do filmów z Careyem. Do dzisiaj rozkminiam dlaczego. Może i tu warto się przemóc? 😉

    Polubienie

  4. Może nie w najbliższym czasie, ale chyba się zdecyduję na ten film. Carey jest dla mnie problematyczny przez wzgląd na jego ekspresję twarzy, szczególnie eksponowaną w filmach na gazie: „Bruce Almighty”, „Ace Ventura”. Miło wspominam jego udział w „Majestic”, bo to niesamowity, stonowany i pełen emocji film.

    Polubienie

  5. Mnie też troszeczkę Ben Stiller zniechęcał do tego filmu. Kojarzy mi się z kiepskimi komediami, ale skoro piszesz, że warto to trzeba obejrzeć 🙂
    Chciałabym obejrzeć wszystkie filmy nominowane do Oscara, ale kiepsko u nas z premierami 😦

    Polubienie

  6. Tutaj Stiller jest taki normalny, nawet w scenach „marzenia na jawie” wydaje się być w sam raz.

    Z premierami oscarowymi to osobna kwestia, choć większość jest szansa zobaczyć. Tyle dobrego z marcowej ceremonii.

    Polubienie

  7. Zagadzam się w 100% co do Stillera, ale Seana Penna uwielbiam więc to była pierwsza zachęta. Do kina zdecydowałam się pójść porecenzji Waltera Mitty filmu na Media River. Generalnie to zaskoczenie ze Stillerem, wreszcie da się go oglądać. Też czekam na kolejne jego filmy!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s