300 (2006), reż. Zack Snyder

Tytuł: 300
Reżyseria: Zack Snyder
Scenariusz: Michael Gordon, Kurt Johnstad, Zack Snyder
Na podstawie: „300”, Frank Miller i Lynn Varley
Zdjęcia: Larry Fong
Muzyka: Tyler Bates
Obsada: Gerard Butler, Lena Headey, Rodrigo Santoro, Michael Fassbender, Dominic West, David Wenham, Tom Wisdom
Czas trwania: 117 minut
Rok produkcji: 2006
Dystrybutor: Galapagos
Ocena: 4.5/6



***

Od wejścia na ekrany „300” Zacka Snydera minęło 8 lat, ale zbliżająca się premiera sequela to doskonała okazja by przypomnieć sobie ten film. W kinach sieci Cinema City można wybrać się na maraton filmowy złożony z obu części, ale to zdecydowanie nie dla mnie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak wiele wątków i wydarzeń zatarło się w pamięci. Jedno jednak nie ulega zmianie – to wciąż kino, które świetnie się ogląda.

***

Trzydniowa bitwa pod Termopilami (480 p.n.e.) to był ważny epizod w wojnie perskiej. Wykorzystując ukształtowanie terenu, armia grecka dowodzona przez króla Leonidasa zniwelowała przewagę liczebną wojsk Kserksesa, zadając jej olbrzymie straty. Wokół tych wydarzeń skupia się fabuła komiksu Franka Millera i Lynn Varley, który został zaadaptowany na potrzeby filmu. Zack Snyder nakręcił większość scen w technologii blue boxu i w efekcie strona wizualna bardzo przypominała estetykę komiksu. Nie sposób nie dostrzec w tym inspiracji „Sin City” Roberta Rodrigueza, który zrewolucjonizował sposób filmowania komiksów. Osiem lat temu to było coś nowego, ryzykownego, a przede wszystkim innego.

***

***

Nie jest łatwo dokonać adaptacji komiksu, szczególnie określanego jako powieść graficzna (dla mnie to jedno i to samo). To, co jest normalne i naturalne w konwencji komiksowej, w filmie może przybrać formę kiczu i pretensjonalności. Film Snydera nie jest pozbawiony patosu, wielkich słów czy gestów, ale sposób realizacji sprawia, że te cechy i zachowania przyjmowane są jak naturalne. Strona wizualna łączy wysoki stopień odrealnienia z efektownością i dramaturgią. Szarpana dynamika scen walki, osobliwa animacja tryskającej krwi (z której korzystano potem przy realizacji serialu „Spartacus”) i zamglona stylistyka świateł dają złudzenie, że dawne pieśni o wielkich wodzach i herosach ożywają na naszych oczach. Nie bez znaczenia jest muzyka Tylera Batesa, której bardziej współczesne brzmienie nadają wyprawie trzystu wyjątkowego klimatu.

***

Nie sposób nie dostrzec, że w filmie aż roi się od skrajności. Surowość i doskonałość Sparty zmierza się z egzotyką i dziwadłami Persów. Na początku filmu dokładnie zobrazowano proces kształtowania Spartan, który zaczyna się w wieku niemowlęcym (dzieci słabe i zniekształcone porzucano w lasach lub zrzucano ze skały). Brzmi to okrutnie, ale z punktu widzenia selekcji naturalnej było to rozsądne. Chłopcy, którzy przeszli agoge, zasilali oddziały spartańskiej armii. Film Snydera wyraźnie gloryfikuje Leonidasa i jego przybocznych. Odpieranie ataków armii znacznie przebijającej liczebnie niewątpliwie zasługuje na uznanie, to pokazanie Kserksesa jako władcy pysznego i aroganckiego można uznać za przesadzone, a z pewnością zbyt rażące w porównaniu z Leonidasem. Inna sprawa, że oryginał komiksowy nie jest mi znany, a takie kontrasty są raczej normą. Do tego Frank Miller brał czynny udział w procesie powstawania „300” więc trzeba uznać pewne rozwiązania za wizję udokumentowaną w komiksie. Dość mocno zaznaczono motyw religii. Z jednej strony mamy greckich Eforów, kapłanów starych bóstw, od których decyzji zależą działania militarne. Leonidas nie ukrywa pogardy dla tej grupy, podkreślając uwsteczniające skutki ich działań. Z drugiej wyłania się Kserkses uważający siebie za boga – Leonidas pod koniec obnaża jego człowieczeństwo, zrywając mu sprzed oczu zasłonę iluzji. Polityka w filmie jest bardzo klasyczna, może nawet teatralna. Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że od tamtych czasów niewiele się zmieniło.

***

***

„300” okazał się być trampoliną do sławy dla Gerarda Butlera (Leonidas), na pewno pomogła Lenie Headey (królowa Gorgo). Oglądanie po latach ma ten plus, że dostrzegamy w mniejszych rolach aktorów, którzy obecnie zasilają pierwszą ligę. Kto pamięta, że w obsadzie znalazł się Michael Fassbender (Stelios)? Chociaż jego postać wybijała się z tła, to nie miała szans w obliczu epickich, pełnych rozmachu scen walk. Ten film nie potrzebował wielkiej obsady, bo nawet gra aktorska została sprowadzona do niezbędnego minimum.

***

Warto zwrócić uwagę na  kostiumy charakteryzację i nie chodzi o ewentualne domalowywanie sześciopaków, ale o oddanie realiów epoki i nacji. Z pewnością za wpadkę charakteryzatorską należy uznać wygląd Dominica Westa (Theron), który bardziej przypominał doktora Paj-Chi-Wo z „Akademii Pana Kleksa” niż spartańskiego dyplomatę. Jednak metamorfoza jaką przeszedł Rodrigo Santoro (Kserkses) jest wprost spektakularna. Efekty pracy kostiumologów i charakteryzatorów są szczególnie widoczne w przypadku strony perskiej począwszy od bogactwa strojów na wybrykach natury kończąc. Zresztą Zack Snyder jest znany z perfekcji wizualnej i od tej strony jego filmy prezentują się nienagannie choćby fabuły potrafią czasem mocno kuleć.

***

***

W piątek będzie premiera „300: Początek imperium”, ale należy spodziewać się trochę innego filmu. Nastąpiły zmiany na wielu stanowiskach, choć Zack Snyder jest wymieniany jako współautor scenariusza. Moje oczekiwania są skromne, może znajdzie się scena na miarę „This is Sparta!”, a Eva Green zrobi na mnie podobne wrażenie jak w „Mrocznych cieniach”, gdzie zdeklasowała resztę obsady. Dobrze było przypomnieć sobie „300”, bo w mrokach niepamięci utonęło zbyt wiele, a kolejny seans zawsze będzie bardziej wnikliwy i skupiony na detalach. Po ośmiu latach (dla niektórych to szmat czasu) film ani trochę nie stracił na wymowie i epickości. Mam wrażenie, że podoba mi się bardziej niż za pierwszym razem.

***

Reklamy

4 uwagi do wpisu “300 (2006), reż. Zack Snyder

  1. To jest zasadniczo sequel. Chwilowo linia fabularna jest równoległa do „300”, ale punktem kulminacyjnym jest bitwa pod Salaminą.

    Zdecydowanie warto sobie przypomnieć. Po seansie uderzyło mnie ile zapomniałam, a przecież widziałam ten film.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s