RoboCop (2014), reż. Jose Padilha

Tytuł: RoboCop
Reżyseria: Jose Padilha
Scenariusz: Joshua Zetumer
Zdjęcia: Lula Carvalho
Muzyka: Pedro Bromfman
Obsada: Joel Kinnaman, Gary Oldman, Abbie Cornish, Michael Keaton, Jackie Earle Haley, Jennifer Ehle, Jay Baruchel, Michael K. Williams
Czas trwania: 120 minut
Rok produkcji: 2014
Dystrybutor: Forum Film
Ocena: 4/6



***

Remake remakiem pogania, a szczególnie w obrębie klasyków science – fiction. Filmy powstałe w latach 80. i 90. znów znalazły się pod lupą, by nakręcić je na nowo przy użyciu współczesnych osiągnięć technicznych. Spoglądam na to zjawisko dość obojętnie – tego nie dało się uniknąć. Po „Dredd” i „Pamięci absolutnej” przyszła pora na odrestaurowanie „RoboCopa” Paula Verhoevena z 1987 roku. Reżyserię powierzono Brazylijczykowi, który przywiózł ze sobą sprawdzonych współpracowników. Efekt jest daleki do doskonałości, ale próba jest całkiem udana.

***

Porównań z oryginałem nie da się uniknąć. Technologia w połowie lat 80. na pewno miała swoje ograniczenia, które nie mają znaczenia przy dzisiejszych nowinkach. Jednak współczesne osiągnięcia nie zawsze są w stanie zastąpić makiety i pełną scenografię. Może teraźniejsze efekty specjalne stoją na wysokim poziomie, to specyficznego klimatu filmów sprzed ponad dwudziestu lat nie są w stanie skopiować. Jednak stawianie na piedestale oryginału może być krzywdzące dla filmu, który przy obecnych trendach i polityce wytwórni po prostu musiał powstać. Filmy z 1987 i 2014 roku nie będą takie same – z pewnych względów będą lepsze lub gorsze. Z pewnością żałuję, że nie powtórzyłam sobie filmu przed obejrzeniem jego remake’u. Wyjście do kina było nieplanowane i wyskoczyło w ostatniej chwili. Dlatego poniższy tekst będzie pisany z perspektywy osoby, która widziała film Verhoevena bardzo dawno temu.

***

***

Rok 2028. Nie zmienia się jedno – dobry i honorowy policjant Alex Murphy (Joel Kinnaman) zostaje poważnie ranny i jego dni są w zasadzie policzone. W akcie desperacji Jego żona Clara (Abbie Cornish) zgadza się by Omnicorp kierowane przez Raymonda Sellarsa (Michael Keaton) zrobiło z niego cyborga. Może Alex nie będzie taki jak przed wypadkiem, ale będzie żył. Nad  projektem pracuje dr Dennett Norton (Gary Oldman), który osiągnąwszy spory sukces w dziedzinie zaawansowanej protetyki, został skuszony ofertą złożoną przez Sellarsa. Dlaczego w ogóle powstała ludzko – mechaniczna hybryda? Rynek amerykański wciąż nie dopuszcza do powszechnego użytku robotów OmniCorp. Wszelkie próby przeforsowania zmian w prawie amerykańskim skutecznie blokuje senator Hubert Dreyfuss (Zach Grenier). Sellers się nie poddaje i postanawia przełamać obawy przeciętnego Amerykanina – dać im robota, który jest człowiekiem. Alex Murphy był najlepszym kandydatem, a do tego okoliczności pozwalały zmanipulować jego rodzinę.

***

Film Padilhy jest dość nierówny, ale fabularnie konsekwentny. Scenariusz skupia się nie tylko na stronie czysto rozrywkowej, ale próbuje pogłębić temat i nadać mu nieco psychologicznych i socjologicznych podstaw. Bez pardonu zdziera zasłonę patosu by na jej miejscu powiewała czysta satyra i humor.  Najbardziej wyraziście potraktowano manipulację mediów, która długo dla mnie będzie miała twarz Pata Novaka granego przez Samuela L. Jacksona (swoją drogą doskonałe wykorzystanie image’u aktora). Ostrze zostało wymierzone również w stronę wielkich korporacji oraz przesadną potrzebę sprawowania daleko idącego dozoru. Kto jak kto, ale Amerykanie mają tendencję do wczuwania się w rolę gospodarza kuli ziemskiej, a po 11 września poczuli, że otrzymali pełną legitymację.

***

***

Murphy u Verhoevena obudził się jako robot z wymazaną pamięcią, Padilha zachował jego świadomość własnej tożsamości, którą bohater jednak stopniowo traci. Tutaj mamy próbę zdefiniowania w którym momencie kończy się człowiek, a zaczyna maszyna. Z jednej strony robotyka i postępująca technologia ułatwiają nam życie, ale obawy przed tzw. buntem maszyn są ciągle żywe. Roboty bojowe tworzone przez OmniCorp działają na podstawie sztywnych koordynatów – reagują w określonych sytuacjach nie mając ani sekundy na szczegółową analizę sytuacji. Nie ważne czy uzbrojony jest dorosły człowiek czy dziecko – reakcja jest z góry ustalona. Kolejny raz jest podkreślona istota człowieczeństwa – emocje i zdolność elastycznej oceny sytuacji. Kiedy Murphy ma zablokowane emocje, niczym nie różni się od maszyny. Ich nadmiar nie służy robotyce, jakby odrzucało je niczym ciało obce.

***

Chociaż Padilha postawił bardziej na dramat, nie zapomniał, że to film science – fiction skierowany ku masowemu odbiorcy. Od strony wizualnej „RoboCop” prezentuje się bardzo dobrze. Zbroja Murphy’ego nawiązuje do filmu z 1987 roku, ale w dużej mierze pasuje do współczesnych wizji i designu. Efekty specjalne stoją na wysokim poziomie, sztuczność jest ledwie zauważalna. Sceny akcji są bardzo dynamiczne i świetnie nakręcone – strzelanina w ciemności ani na moment nie wpadała w pułapkę dłużyzn czy dezorientacji. Można mieć zastrzeżenia co do wytrzymałości tytułowego bohatera lub zbędne narażenie go na zmasowany ostrzał. Możliwe, że to miało podkręcić dramaturgię filmu, ale kto znał oryginał – wiedział do czego to wszystko zmienia. To nie przypadek indyjskiego „Dona”, gdzie wprowadzono kapitalne zmiany względem oryginału z 1978 roku. A szkoda, wtedy widz doceniłby odwagę scenarzysty i odejście od utartych ścieżek.

***

***

Rolę Murphy’ego powierzono niezbyt znanemu Szwedowi, który najbardziej jest kojarzony z serialem „The Killing”. Oglądając film daje się odczuć, że bohater jest jednak mało amerykański. Nie uważam angażu Kinnamana jako pomyłki, ale tę postać mógł zagrać właściwie każdy inny aktor. Abbie Cornish próbowała coś wycisnąć z rólki żony głównego bohatera, ale zwyczajnie nie miała za bardzo z czego. Gary Oldman to klasa sama w sobie i dobrze wczuł się w rolę naukowca, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że grał na pół gwizdka. Michael Keaton z twarzy idealnie wpisuje się w kanon chciwego prezesa wielkiej korporacji. Największą niespodzianką jest jednak Jay Baruchel jako specjalista od PR w OmniCorp – doskonała zmyła.

***

W pewnym momencie film wzbudza niedosyt. Finałowa konfrontacja Sellersa i Murphy’ego jest podejrzanie nijaka. „RoboCop” to solidne kino z dobrze zrównoważonymi elementami dramatycznymi i akcji. Film Padilhy jest inny niż Verhoevena, ale w ogólnym rozrachunku dostajemy to samo – wiedza, że pełna kontrola jest zjawiskiem złudnym, nie nad wszystkim można w pełni zapanować.

***

Reklamy

2 uwagi do wpisu “RoboCop (2014), reż. Jose Padilha

  1. Moim zdaniem jeden z lepszych, remaków z serii gdy się o nich słyszy „po co kręcić ponownie coś, co było dobre i jest klasyką samą w sobie”. to jest dobry film, z dobrą obsadą. Trochę bardziej dramat niż film akcji, ale warto.

    Polubienie

  2. Wreszcie się chyba zbiorę i to zobaczę (ale wcześniej będę pamiętał, by oryginał sobie odświeżyć).

    I nadal twierdzę, że stary „kostium” był na tyle dobry, że mogli go wcale nie zmieniać. A tu wyszedł jakiś power rangers – motocyklista xD

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s