Godzilla (2014), reż. Gareth Edwards

Tytuł: Godzilla
Reżyseria: Gareth Edwards
Scenariusz: Max Borenstein
Zdjęcia: Seamus McGarvey
Muzyka: Alexandre Desplat
Obsada: Aaron Taylor – Johnson, Ken Watanabe, Elizabeth Olsen, Sally Hawkins, Bryan Cranston, David Strathairn, Juliette Binoche
Czas trwania: 123 minuty
Rok produkcji: 2014
Dystrybutor: Warner Bros. Polska
Ocena: 5/6



***

Nie będę ukrywać, że lubię Godzillę. Będąc dziecięciem interesowały mnie różnej maści potwory, które ożywały na srebrnym ekranie i rozpalały wyobraźnię i często też odbierały komfortowy sen. Moje doświadczenia z japońskim monstrum dokonującym zniszczeń w centrum wielkiego miasta są dość okazjonalne. Podobnie jak w przypadku King Konga, oglądałam bez względu na formę oraz datę powstania filmu. Czy to czarno – białe czy eksponujące kolekcję kartonowych modeli miast – najważniejsza była Godzilla. Fabuła praktycznie nie miała znaczenia, dla tej bestii mogłam wytrzymać praktycznie wszystko. Jednak dopiero niedawno obejrzałam wersję Rolanda Emmericha z 1998 roku. Takie historie doskonale sprawdzały się w starszej stylistyce, a od tamtych złotych czasów wiele się zmieniło w sferze produkcji blockbusterów oraz oczekiwań widza. Miałam obawy czy ten dość oldschoolowy motyw odnajdzie się w XXI wieku. Skoro udało się z Kapitanem Ameryką to czemu nie z samą Godzillą?

***

Przed premierą oszczędnie dawkowałam sobie informacje na temat najnowszej odsłony „Godzilli”. To ten rodzaj filmów, o których nie powinno się wiedzieć za dużo i pozwolić się zaskoczyć w nawet podstawowych elementach. To zupełnie inna historia w stosunku do tej opowiedzianej przez Emmericha. Owszem, nie brakuje punktów stycznych, które stanowią integralny składnik legendy, jednak odebrano stworowi formę i charakter. Film z 1998 roku mógłby spokojnie nosić tytuł „Tyranozaurilla”, ponieważ wygląd za bardzo przypominał najbardziej rozpoznawalnego dinozaura (i jednocześnie bohatera niesamowitych memów skupiających się na krótkich łapkach). Nie neguję tamtej produkcji, ponieważ była stworzona zgodnie z trendami tamtego okresu i posiada niemałe walory rozrywkowe. Według Emmericha Godzilla była jak King Kong – wielkim, niezrozumianym zwierzęciem, którego istnienie zakłócało równowagę, zagrażało rodzajowi ludzkiemu i musiał zostać wyeliminowany. Gareth Edward powraca do źródeł i prezentuje może nie idealny film, ale doskonały jako widowisko z dumą i radością Japończyków.

***

***

Historia sięga 1999 roku, kiedy w pobliżu Tokio z powodu dziwnych wstrząsów doszło do radioaktywnego wycieku w elektrowni atomowej. Katastrofa pochłonęła niemal cały obiekt i życie wielu ludzi. Jedną z nich była Sandra Brody (Juliette Binoche), żona Joe’go (Bryan Cranston), kierownika tej elektrowni. Obszar został szybko zabezpieczony, a tereny wokół ruin zamknięte. Po 15 latach Ford Brody (Aaron Taylor – Johnson) dostaje wezwanie do Japonii – jego ojca aresztowano. Przez te lata naukowiec nie był w stanie pogodzić się ze śmiercią żony oraz świadomością, że prawda o tych wydarzeniach jest ukrywana. Młody żołnierz zamiast cieszyć się czasem spędzonym z żoną Ellą (Elizabeth Olsen) i synkiem Samem (Carson Bolde), zostaje wciągnięty w teorie spiskowe oraz przeszłość, którą chciał zostawić za sobą. Nie zostawia jednak ojca i rusza z nim do starego domu, znajdującego się w zakazanej strefie – zostają aresztowani, a niedługo potem będą świadkami czegoś, co przechodzi ich najśmielsze wyobrażenia. Para naukowców: doktor Ichiro Serizawa (Ken Watanabe) i Vivienne Graham (Sally Hawkins) przez te lata badali i obserwowali coś nieznanego. Coś, co właśnie przechodzi kolejny etap rozwoju.

***

Nie da się przemilczeć faktu, że aktorstwo schodzi na dalszy plan. Obsada jest naprawdę ciekawa, ale ich pole do popisu dość ograniczone. Wydawałoby się, że Cranston nada swój rys mężczyźnie owładniętym obsesją, ale widzimy bardziej człowieka miotającego się w niewygodnej pułapce. Aaron Taylor – Johnson z kolei dopasował się do swojej dość przewidywalnej roli, ale wzbudza więcej niewymuszonej sympatii niż chyba zakładano. Trochę szkoda, że chemia pomiędzy nim a Elizabeth Olsen jest niezauważalna, ale biorąc pod uwagę, że w „Avengers: Age of Ultron” grają rodzeństwo, może nie ma nad czym ubolewać. Poza tym ich postacie miały mało wspólnych scen. Trochę zawiodłam się portretami naukowców, którzy byli odpowiedzialni za hiper tajny projekt „Monarcha”. Nie chodzi o fakt, że nie mogło się obyć bez japońskiego naukowca (to oczywiste i niepodlegające dyskusji), ale sprawiali wrażenie zagubionych i zdezorientowanych. To tylko mała rysa na tle wielkiego widowiska. Najważniejsza jest Godzilla i okoliczności tłumaczące jej obecność na ekranie.

***

***
Tytułowe monstrum nie wyłania się z dna oceanu by siać zniszczenie, tylko by przywrócić na Ziemi równowagę. Genezy powstania Godzilli zazwyczaj doszukuje się w traumie atomowej, która narosła po atakach na Hiroszimę i Nagasaki. Czołówka filmu, utrzymana w stylu lat powojennych, ale daleko jej do nastroju jaki panował w czasie zimnej wojny i powszechnego zagrożenia konfliktem atomowym. Pokazanym testom nuklearnych na Pacyfiku przypisano rolę wpisującą się w retorykę XXI wieku.  Pojawienie się wielkich owadopodobnych potworów zdolnych do reprodukcji oznacza zmierzch cywilizacji jaką znamy. Edwards nakręcił widowisko, gdzie walka toczy się między gigantycznymi potworami – coś, co przeszłoby w produkcjach osławionej wytwórni Asylum, a nie o renomie na poziomie dystrybutora tego filmu, czyli Warner Bros. Wygląd Godzilli to wielki ukłon w stronę klasycznych wizualizacji znanych z filmów wytwórni Toho. To nie ten siejący strach olbrzym, któremu bliżej między okazy z „Parku Jurajskiego”. Godzilla wzbudza szerokie spektrum pozytywnych emocji. Jako ludzkość nie jesteśmy wreszcie osamotnieni w walce z bytem, które przerasta nasze możliwości militarne. Ta istota daje nam poczucie bezpieczeństwa, jest naszym obrońcą. Można się zastanawiać dlaczego Godzilla nie krzywdzi ludzi i jest skupiona na unicestwieniu tego konkretnego gatunku, ale wtedy odbiera się sobie całą zabawę. W filmie nie brakuje sztampy, klisz, przerysowania, motywów, które dają się przewidzieć zanim na dobre się rozkręcą. W tym wszystkim najważniejszy jest ten przerośnięty praszczur z pyskiem nasuwającym szybkie skojarzenie z przytulanką dla dzieci.
***
W życiu bym nie przypuszczała, że jeszcze będę tak żywo reagowała na seans i tak zawzięcie kibicowała i przeżywała. Znów poczuć się jak dziecko – to jest naprawdę bezcenne, kiedy ma się świadomość upływającego czasu i tyle filmów na liczniku, że coraz trudniej o emocje, które towarzyszyły na początku. Tu nawet nie rozchodzi się o fenomenalne efekty specjalne, które z żadnej mierze nie rażą sztucznością, a na wielkim ekranie praktycznie obezwładniają. To jest walka dobra ze złem w stanie czystym, nieskażonym cynizmem i egoizmem. Przyznaję, obawiałam się tego seansu, ale ostatnio Hollywood udowadnia, że potrafi na nowo wydobyć potencjał tkwiący w archaicznych, przestarzałych postaciach. Główny ster powierzono Brytyjczykowi, który objawił się światu niskobudżetową „Strefą X”. Biorąc pod uwagę to, co osiągnął przy reżyserowaniu „Godzilli”, tamten film (praktycznie debiut) staje się pozycją obowiązkową.
***
Z kina wyszłam oczarowana w sposób totalny. Mam świadomość, że film ma swoje wady, niedociągnięcia i sztampowe rozwiązania, ale to nie tam skupia się esencja „Godzilli”. Końcowe sekwencje, kiedy potwory wkraczają na scenę i zostawiają po sobie ruiny oraz zgliszcza – tam należy doszukiwać się kwintesencji filmu Edwardsa. Słowa krytyki są jak najbardziej zrozumiałe, ale dla fanów Godzilli oraz wielkich, majestatycznych widowisk jest obrazem niemal doskonałym.
***

Film obejrzałam dzięki Warner Bros. Polska

Advertisement

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Godzilla (2014), reż. Gareth Edwards

  1. Ja „Godzillę” zobaczyłem pierwszy raz dopiero w dorosłym wieku, więc nie mam sentymentu do tej postaci. Natomiast „King Konga” obejrzałem 20 lat temu w cyklu „W starym kinie” i to właśnie jego bardziej lubię z tych wielkich potworów. Wprawdzie wtedy obejrzałem też „Park Jurajski”, ale mimo nowatorskich efektów specjalnych zrobił na mnie mniejsze wrażenie niż przerośnięty goryl z czarno-białego klasyka.
    Film Garetha Edwardsa zbiera sporo pozytywnych opinii, więc może się skuszę.

    Polubienie

  2. Ja już po seansie i mogę się wypowiadać. Masz rację, Emmerich potraktował Godzillę jak bezrozumne zwierzę, a to chyba największa zniewaga z jego strony. Dalej, przegiął ze zmianą wizerunku, tak że z oryginału niemal nic nie zostało (ot jaszczur z grzebieniem, tyle się zgadza). Jego film byłby spoko, gdyby na siłę nie nazwał go „Godzilla”.

    Co do filmu Edwardsa, to jak dla mnie nazbyt rozbudowany wątek ludzki – jak idę na film o wielkich potworach to chcę wielkich potworów, a nie ludzkich dramatów. A jeśli jesteśmy przy dramacie, trochę za bardzo to ociekało amerykańskim stylem: kochająca się rodzina, jej tragedie, rozłąka, tatuś dzielny żołnierz w ociekającej patosem amerykańskiej armii. Bleeee… Godzilla pojawia się za to dopiero po godzinie i za dużo go nie widać.
    Na plus liczę to, że jest pozytywnym bohaterem. Tak było również w latach 70', ale wtedy Godzilla był pajacowaty, a tu mamy poważnego potwora.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s