Edge of tomorrow/Na skraju jutra (2014), reż. Doug Liman

Tytuł polski: Na skraju jutra
Tytuł oryginalny: Edge of tomorrow
Reżyseria: Doug Liman
Scenariusz: Christopher McQuarrie, Jez Butterworth, John – Henry Butterworth
Na podstawie: „All you need is kill”, Hiroshi Sakurazaka
Zdjęcia: Dion Beebe
Muzyka: Christophe Beck
Obsada: Tom Cruise, Emily Blunt, Bill Paxton, Brendan Gleeson, Noah Taylor, Jonas Armstrong, Tony Way, Kick Gurry, Franz Drameh, Charlotte Riley
Czas trwania: 113 minut
Rok produkcji: 2014
Dystrybutor: Warner Bros. Polska
Ocena: 5.5/6



***

Wyścig o miano najlepszego i najbardziej dochodowego blockbustera tego lata właściwie już się zaczyna. W natłoku kampanii reklamowych mógł jednak umknąć najnowszy film Douga Limana. W każdym razie z mojej perspektywy „Na skraju jutra” był promowany bez tej nachalności, która potrafi obrzydzić film na długo przed premierą. Motyw zapętlenia czasu był wielokrotnie wykorzystywany, ale z różnym skutkiem. Mimo sympatii dla obsady oraz samego gatunku filmowego miałam pewne obawy co do tego filmu – zarys fabuły w pierwszym podejściu sugeruje efektowny niewypał, a nie porywające widowisko. Najwyraźniej filmowcy znaleźli przepis na przyrządzanie dobrych filmów z wydawałoby się przeterminowanych i niestrawnych już składników. „Na skraju jutra” zaskakuje i gdyby nie kilka kwestii, byłby idealny w swoim gatunku.

***

***

Inspiracje takimi filmami jak „Żołnierze kosmosu” (1997), „Kod nieśmiertelności” (2011) czy „Szeregowiec Ryan” (1998) są bardzo wyraźne. Jednak trudno tu pisać o tym jak o wadzie czy ograniczeniu wyobraźni. „Na skraju jutra” to jeden z tych nielicznych filmów, które czerpią pełnymi garściami z innych produkcji i zadziwiają świeżością. Z opisów i zwiastunów wyłania się film, gdzie ludzkość prowadzi wojnę z kosmicznymi najeźdźcami o fizjonomii przypominającej ośmiornice. Jeszcze kilka lat temu taki pomysł byłby trudny do zaakceptowania, sama długo dystansowałam się do filmu „Pacific Rim” jako głupiej historyjki o potworach morskich. Jednak Od tamtego czasu wiele się zmieniło – przede wszystkim takie niepoważne fabuły okazały się być dobrymi filmami rozrywkowymi. Przez większość czasu „Na skraju jutra” prezentuje to, co najlepsze: świetny pomysł, sprawna realizacja, wyważona dynamika oraz humor. Ostatnio nie sposób nie dostrzec, że centrum świata zaczyna skupiać się w Wielkiej Brytanii oraz jej stolicy. Londyńskie widoki niedługo wryją się w pamięci widzów jak Piąta Aleja w Nowym Jorku. Fakt, że kosmici zaatakowali Europę, a nie Stany Zjednoczone, dodało filmowi charakterystyczności tak jak w „Dystrykcie 9” Blomkampa, gdzie statek kosmiczny zawisł nad Johannesburgiem w RPA. Sceny batalistyczne, które przywołują w pamięci „Szeregowca Ryana”, porażają rozmachem i dynamiką. W tym kontekście data premiery światowej, a jeszcze bardziej polskiej, wydaje się być nieprzypadkowa – 6 czerwca była siedemdziesiąta rocznica Operacji „Overlord”.

***

Twórcom udało się wykorzystać każdy aspekt wiążący się z zapętleniem czasowym. Uwydatnili jego dobre i złe strony, nie uderzając non stop w poważne tony. Były chwile, kiedy miałam wrażenie, że oglądam świetną komedię. Film nie jest tak łatwy do przewidzenia, kiedy pokazuje kilka lub kilkanaście wersji jednej sceny. Można z góry założyć jak potoczy się akcja, ale co do tego jak będzie wyglądała następna scena to czysta loteria. A wydawałoby się, że zaskoczenie widza jest już niemal nieosiągalne, bo wszyscy już wszystko widzieli. William Cage (Tom Cruise) nabywa nowych umiejętności, koryguje błędy, ale z czasem codzienna śmierć i przeżywanie tego samego zbiera swoje żniwo, jakby dusza postarzała się o całe wieki. Scenariusz gładko lawiruje między przypuszczalnymi skutkami nowej umiejętności bohatera. Kiedy trzeba, pokazuje absurd i komizm sytuacji oraz dramat ludzkiej bezradności. Cruise doskonale sprawdza się w takich historiach lawirujących między skrajnościami. Na początku widzimy tchórza unikającego walki – antypatyczny, odpychający i niewygodny do oglądania (aż chciałam wyjść z kina). To mnie utwierdziło w przekonaniu, że jest naprawdę świetnym aktorem. Stany mentalne i emocjonalne w jego wydaniu po prostu wypływają z ekranu. Lubię Toma Cruise’a, tak po prostu – bez fajerwerków czy obsesyjnego wgłębiania się w dorobek artystyczny. Był czas, kiedy bojkotowałam jego filmy przez wzgląd na scjentologię, a raczej szumu jaki zrobił się po pouczaniu Brooke Shields. Od tamtego momentu był bardziej znany z wiary w kosmicznego morsa niż uprawianego zawodu. Jednak pojawiła się refleksja, że to mi właściwie nie powinno przeszkadzać. Cruise jest nie tylko dobrym aktorem, ale ma niezwykły talent do wybierania scenariuszy. Można go nie lubić, ale nie da się zaprzeczyć, że w jego różnorodnej filmografii słabe filmy są rzadkością.

***

***

W tym filmie obok Toma błyszczy Emily Blunt jako Rita Vrataski. To rzadki przypadek, kiedy widzimy postać w oderwaniu od płci. Rita jest przede wszystkim żołnierzem i to w głównej mierze wpływa na jej postępowanie. Oczywiście nie jest pozbawionym emocji robotem, ale też nie zaciągnęła się do armii z przymusu. Relacje między Ritą a Cagem zostały bardzo dobrze napisane i zagrane. On zna ją od dni, miesięcy i przez to stała się dla niego bliska i bardzo ważna. Ona zaś widzi go jeden dzień, czasem kilka i ma świadomość w jakiej sytuacji on się znajduje. Najważniejsze, że zrezygnowano z klasycznego wątku romantycznego. Między bohaterami jest wyraźna chemia, ale wynikająca bardziej ze zrozumienia i wspólnych doświadczeń. Poza tym rozwijanie wątku miłosnego mijałoby się z celem z wielu względów, a jednym z nich jest skupienie na przemianie bohatera czy pokonanie wroga. Poza tym odstawianie „Zakochanego bez pamięci” w warunkach bojowych jest bardzo karkołomne. Mam nadzieję, że ten film uzmysłowi wytwórniom i producentom, że nie warto na siłę unosić sztandaru miłości. Istnieje wiele cech i emocji wartych zobrazowania jak odwaga, lojalność, przyjaźń.

***

„Na skraju jutra” to bardzo dobrze zrealizowane widowisko science – fiction. Rozmach i tempo potrafią oszołomić, a zdjęcia i efekty specjalne stawiają kropkę nad „i”. Ten film warto, a właściwie trzeba zobaczyć w kinie i to w wersji 3D. W tym przypadku technologia trójwymiarowa naprawdę zasługuje na to miano, a nie jakieś pogłębienie obrazu czy nadanie mu wyrazistości. Obcy zwani Mimikami nie są specjalnie eksponowani. Te niezwykle szybkie, robakoidalne stworzenia są w ciągłym ruchu i w nielicznych momentach można się im przyjrzeć. Można co prawda kręcić nosem odnośnie słabego punktu kosmicznego najeźdźcy, ale to nie jest film tylko o obronie matki Ziemi przed wrogiem. Ocena byłaby maksymalna, gdyby nie zakończenie, bardzo banalne, a raczej bezpieczne. Jednak to nie zmienia faktu, że najnowszy film Douga Limana jest jednym z najlepszych filmów science – fiction jakie widziałam w ostatnich latach.

***

***
Film obejrzałam dzięki zaproszeniu od Warner Bros. Polska

Advertisement

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Edge of tomorrow/Na skraju jutra (2014), reż. Doug Liman

  1. A miałam w ogóle nie oglądać! Skutecznie mnie przekonałaś i myślę, że wybiorę się nawet do kina. Tematyka jest nawet intrygująca, choć na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że to kolejne puste widowisko.

    Polubienie

  2. Gdy widziałam dwa razy zwiastun w kinie, była przekonana, że to kolejny gniot. Potem z zaskoczeniem usłyszałam, że jest dużo pozytywnych opinii i Ty dołożyłaś kolejną cegiełkę. Idziemy dziś wieczorem do kina pomimo lekkiej niechęci do Toma Cruise'a. Ha, ha, dzień świstaka lądowaniem w Normandii w wersji kosmicznych osmiornic, do boju!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s