Very good girls (2013), reż. Naomi Foner

Tytuł oryginalny: Very good girls
Reżyseria: Naomi Foner
Scenariusz: Naomi Foner
Zdjęcia: Bobby Bukowski
Muzyka: Jenny Lewis
Obsada: Dakota Fanning, Elizabeth Olsen, Boyd Holbrook, Richard Dreyfuss, Peter Sarsgaard, Ellen Barkin, Clark Gregg, Demi Moore
Czas trwania: 91 minut
Rok produkcji: 2013
Ocena: 3/6



***

Upały nie wpływają zbyt korzystnie na aktywność umysłową, dlatego dobór filmu bądź serialu będzie ukierunkowany na miłe, niezobowiązujące spędzenie wieczoru. W moim przypadku najlepiej sprawdza się kino takie jak „Very good girls” – kameralne, skupiające się na relacjach międzyludzkich i trochę naiwne. Jeśli tematem przewodnim są młodzi ludzie i ich pierwsze kroki ku dorosłości – to komfort oglądania w wysokiej temperaturze jest zauważalny. Jednak nie zwróciłabym uwagi na ten film gdyby nie aktorki widoczne na plakacie. Olsen i Fanning to jedne z tych młodych aktorek, które lubię oglądać. Jednak debiut reżyserski Naomi Foner to tylko wakacyjny średniak o przyjaciółkach, które czeka wyjazd do college’u.

***

Ile to powstało filmów o młodzieńczych paktach, traktujących utratę dziewictwa jako wyznacznik granicy między liceum a studiami – linii wprowadzającej do tego dorosłego i wyczekiwanego życia? Wiele, zbyt wiele, a jednak filmowcy wciąż drążą ten temat z nadzieją, że otworzy się przed nimi ścieżka dotychczas dla innych niewidoczna. Jeśli jednak to wyczekiwane oświecenie nie nastąpi – warto skupić się na podstawach dobrego filmu, czyli historii oraz wyrazistych i prawdopodobnych bohaterów. Naomi Foner jest znana przede wszystkim jako scenarzystka i jej scenariuszowi do „Very good girls” nie można wiele zarzucić poza tym, że jest bezpieczny. Historia opiera się na kilku czynnikach, które zgrabnie się dopasowują. Dwie przyjaciółki, które dzieli wszystko – charakter, rodzina, styl bycia. Jednak ich przyjaźń jest z gatunku tych prawdziwych, gdzie pozycje są właściwie równorzędne. Lilly (Dakota Fanning) i Gerry (Elizabeth Olsen) nie są obce szaleństwa młodości i skłonności do podejmowania wyzwań. Jednym i kluczowym z nich jest utrata dziewictwa. Jednak Foner nie oprowadza widza po desperackich próbach stanowiących mieszankę głupoty, braku samokontroli i autorefleksji. Film w ogóle jest pozbawiony tej presji jaka kojarzy się z produkcjami krążącymi wokół tego tematu. Zamiast tego widz dostaje kameralną opowieść z klimatem i nakierowującą na odrobinę refleksji. To dalej łagodna historia o nastolatkach o twarzach jednych z najbardziej rozpoznawanych aktorem młodego pokolenia.

***

***

Z perspektywy czasu „Very good girls” to dla mnie przede wszystkim film o decyzjach jako prawdziwym wyznaczniku dorosłości. To jak mierzymy się z problemami, generujemy sekrety, szukamy najlepszego wyjścia w danej sytuacji – to są decyzje, które podejmujemy i bierzemy odpowiedzialność za ich konsekwencje. Historia skupia się przede wszystkim na Lilly, która musi stawić czoło nie tylko romansowi ojca czy pożądliwym spojrzeniom przełożonego. Mimowolnie uwikłała się w trójkąt  – bo jak miała powiedzieć swojej najlepszej przyjaciółce, że chłopak którym jest zainteresowana woli właśnie ją? Problem banalny i wydumany? Jednak z perspektywy bohaterki nie taki prosty do wybrnięcia – w obliczu mniej lub bardziej poważnych dylematów staje niczym gula w gardle, a potem nie ma jak zawrócić. Do tego wkrada się uczucie, które wyzwala niemałe pokłady egoizmu. Warto przyjrzeć się jemu, Davidowi – nieco starszy, przystojny z artystycznym zacięciem. Krąży wokół niego aura tajemniczości, prawie jak przybysz znikąd, który spełnia rolę katalizatora wydarzeń. To nie jest typ, który romansuje z dwiema przyjaciółkami, ale nie jest też to postać, którą łatwo rozgryźć i przez to potrafi być intrygująca, a nawet fascynująca. Porównując do introwertycznej i wycofanej natury Lilly, jego cechy były bardzo potrzebne.

***

Obsada należy do tych nie rzucających się w oczy, ale jednak przykuwających uwagę. Główne role powierzono aktorkom o wyrobionych, mimo młodego wieku, nazwiskach. O ile Elizabeth Olsen ożywiała ekran swoją postacią, to trudno o podobny entuzjazm przy Dakocie. Starsza z sióstr Fanning zdobyła moje uznanie wiele lat temu, pokazując z jaką świadomością, mimo młodego wieku, podchodzi do gry aktorskiej. W ostatnich latach jej role krążą wokół jednego, dość zbliżonego typu, które obnażają jej ograniczone środki wyrazu. Z jej twarzy nie sposób zidentyfikować emocji, które siedzą w granej przez nią postaci. Jej wielkie oczy wydają się być… puste. Ten stan rzeczy wzbudza u widza frustrację, bo zamiast potencjalnie ciekawej postaci widzi dziewczynę, która po prostu jest i coś robi. O wiele lepsze wrażenie pozostawia po sobie Boyd Holbrook w roli enigmatycznego Davida. Nawet jeśli nie mówimy o wybitnej kreacji aktorskiej, to z pewnością o poziomie bardzo przyzwoitym. Trochę rozczarowujące jest jak bardzo reżyserka poszła na łatwiznę angażując Petera Skarsgaarda, prywatnie zięcia. Nie mam tu na myśli nepotyzmu, bo niektóre jego przejawy w przemyśle rozrywkowym nawet lubię. Chodzi tu o emploi aktora, który gra postacie moralnie odstające i nieudolnie maskujące kompleksy. Jego fizyczność wprost predestynuje go do wcielania się w skórę drani, alkoholików i szumowin z szerokiego wachlarza kategorii. Dlatego na miejscu Foner w swoim debiucie ujrzałabym okazję do obsadzenia aktora wbrew utartemu wizerunkowi lub nie angażowała go wcale. Trudno o aktora, który samym spojrzeniem jest w stanie sprawić, że można poczuć się nieswojo – jednak ten casting jest boleśnie oczywisty.

***

***

„Very good girls” nie jest filmem, który skłania do poważniejszych przemyśleń. Oczywiste wady jak dłużyzny czy „gra” Dakoty Fanning nie psują tak bardzo przyjemności z seansu. To jeden z tych filmów na które trzeba mieć nastrój i w miarę obniżone oczekiwania – w sam raz na upalny wieczór, kiedy myślenie staje się czynnością wymagającą heroicznego wysiłku. Po tym filmie Fanning straciła u mnie kredyt zaufania i musi zapracować na jego odzyskanie, za to utwierdziłam się w przekonaniu, że Elizabeth Olsen jest tą zdolniejszą z sióstr o ciekawej i nieprzerysowanej ekspresji. Debiut reżyserski Naomi Foner jest bardzo bezpieczny zarówno pod kątem obranego tematu jak i stylu narracji – spokojnego i wyważonego, niczym jazda początkującego kierowcy. Nie sądzę bym zaczęła obserwować jej karierę reżyserską, ale jeśli znów spróbuje nakręcić jakiś film, prawdopodobnie go obejrzę.

***

PS. Szukanie zdjęć do tego wpisu to jakaś jawna kpina. To było nawet zabawne. 🙂

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Very good girls (2013), reż. Naomi Foner

  1. niedawno oglądałam ten film, idealny na letni dzień, lekki, ale nie pusty. nie ma w nim przesady w żadną stronę. Olsen spisała się lepiej, chociaż ja dalej pozostanę fanką i jej, i Dakoty, mimo wszystko. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s