Horrible bosses 2/Szefowie wrogowie 2 (2014), reż Sean Anders

Tytuł polski: Szefowie wrogowie 2
Tytuł oryginalny: Horrible bosses 2
Seria: Szefowie wrogowie #2
Reżyseria: Sean Anders
Scenariusz: Sean Anders, John Morris
Zdjęcia: Julio Macat
Muzyka: Christopher Lennertz
Obsada: Jason Bateman, Jason Sudeikis, Charlie Day, Chris Pine, Christoph Waltz, Jennifer Aniston, Jamie Foxx, Kevin Spacey
Czas trwania: 108 minut
Rok produkcji: 2014
Dystrybutor: Warner Bros. Polska
Ocena: 4.5/6



***

Gdybym miała sugerować się dotychczasowym dorobkiem Seana Andersa, najprawdopodobniej ominęłabym jego ostatni (i jak na razie jedyny widziany) film szerokim łukiem. Mowa o człowieku, który co prawda specjalizuje się w komedii, ale tej nie najwyższych lotów. Za „Spadaj tato” dorobił się nominacji do Złotej Maliny w kategorii najgorszy reżyser. Trochę lepiej prezentuje się jego dorobek scenariuszowy – zarówno „Millerów” jak i „Dziewczynę z ekstraklasy” czy „Jutro będzie futro” wspominam naprawdę dobrze. Zbliżająca się premiera „Szefowie wrogowie 2” dała pretekst do nadrobienia pierwszej części, której obejrzenie wiecznie odkładałam. Nie byłam zachwycona filmem z 2011 roku, ale na tegorocznej kontynuacji bawiłam się zaskakująco dobrze.

***

Kiedy trzy lata wcześniej na ekranach kin pojawili się „Szefowie wrogowie” było wiadomo, że ten film nie przejdzie bez echa. Sama obejrzałam go dopiero niedawno, ale przez cały czas tkwił w mojej świadomości niczym jemioła na drzewie. Ten film stanowi esencję doświadczeń wielu ludzi, którzy mieli nieprzyjemność podlegać jednostkom nadużywających pozycji, żerujących na słabszych i zręcznym manipulantom. Fakt, że temat został ubrany w otoczkę komediową, powaga problemu w żaden sposób nie została zbagatelizowana czy ośmieszona. Film jest dozwolony od 15 lat (choć miejscami miałam wrażenie, że ma kategorię R) co ogranicza pulę widowni, ale daje cień gwarancji spełnienia oczekiwań targetu jakim jest lud pracujący. Jako manifestacja cichych pragnień usunięcia z życia człowieka, który odbiera nie tylko satysfakcję z pracy, ale też radość życia, spełnia swoją rolę. Bohaterowie doprowadzeni do skrajności decydują się wysłać swoich szefów na tamten świat. Jednak bliżej im do idiotów niż profesjonalistów, co niestrudzenie napędzało fabułę komedii pełnej lepszych i gorszych gagów. „Szefowie wrogowie” może nie są bardzo dobrym filmem, ale ma mocne podstawy. Zemsta na przełożonych to jedno, ale tak naprawdę największą siłą tej komedii są postacie zarówno pierwszego jak i drugiego planu.

***

 ***
W świetle finału pierwszej części, o czym właściwie miałaby być jej kontynuacja? Wprawdzie można spaść z deszczu pod rynnę, ale to wiązałoby się z niemal wiernym odtworzeniem struktury fabularnej. Znaleziono na to proste rozwiązanie – Nick (Jason Bateman), Kurt (Jason Sudeikis) i Dale (Charlie Day) zakładają własny biznes. Wynalazek tego najmniej rozgarniętego ma im otworzyć drzwi do sukcesu. Najprostsze pomysły są ponoć najlepsze, a na takie patenty łasi są wyrobieni biznesmeni. „Kumpel do mycia” zainteresował Berta Hansona (Christoph Waltz) i jego syna Rexa (Chris Pine), dlatego sprytnie wyrolowali trójkę przyjaciół. Kiedy Nick, Kurt i Dale zdali sobie sprawę z sytuacji, ponownie sięgnęli po skrajne rozwiązania. Ponieważ jak wiemy, nie są mordercami – zostaje im porwanie dla okupu. W tej części ponownie pojawiają się byli pracodawcy: Dave Harken (Kevin Spacey) i Julia Harris (Jennifer Aniston) oraz nietuzinkowy Dean „MF” Jones (Jamie Foxx). „Szefowie wrogowie 2” mają tę przewagę, że znając już większość bohaterów możemy skupić się na historii i jej niuansach. Dlatego wskazane jest zapoznanie się z pierwszą częścią, inaczej umknie wiele zabawy.
 ***
Jak to się stało, że pierwszą część obejrzałam bez większego entuzjazmu, a na drugiej śmiałam się w głos? Nie jestem z tych, których łatwo rozśmieszyć byle komedią, nie wspominając o głośnym wyrażaniu swego ubawienia. Wymieniono nie tylko reżysera, ale też zespół scenarzystów. Dowcip Andersa i Morrisa ma swoje lepsze i gorsze momenty, ale doskonale pasują do konwencji, a dzięki charakterom trójki bohaterów zyskują na mocy. W trakcie seansu zdałam sobie sprawę, że dla Nicka, Kurta i Dale’a nie ma ratunku. Tacy już pozostaną, takie rzeczy będą im się przydarzać i najważniejsze – stanowią nierozerwalną trójcę, która wzajemnie się uzupełnia i akceptuje. Dlatego nie zasłaniałam twarzy rękami w geście załamania nad głupotą bohaterów. Wszystkie gesty i wydarzenia sprawiały integralną część tych postaci – takie rzeczy mogą przytrafiać się tylko im nie tracąc przy tym wdzięku. Można się czepiać, że scenarzyści chcieli upchać gagi do niemal każdej klatki filmowej, co zaowocowało humorem o dość nierównym poziomie. Poza tym uprowadzenie to nie to samo co morderstwo (a nawet jego planowanie), co z pewnością przyczyniło się do większego komfortu widza (nie wspominając,że ofiarą porwania jest osoba dorosła). Nic nie zmieni jednak faktu, że przypomniałam sobie jak to jest śmiać się na głos w kinie przez niemal cały seans. To było cudowne doświadczenie i nawet stanie ponad 20 minut na mrozie w oczekiwaniu na autobus nabrało pozytywnego charakteru.
***

***

Historia została bardzo sprawnie napisana i poprowadzona. Dynamika ani na chwilę nie siada, ale też nie funduje widzom karkołomnego sprintu. Nie da się jednak zignorować pewnych podobieństw konstrukcyjnych do pierwszej części, ale druga część zazębia się z poprzednikiem na tak wielu poziomach, że nie należy doszukiwać się w tym czegoś rażącego. Film nie byłby tak udany, gdyby nie aktorzy. Bohaterowie reprezentują trzy typy osobowości i nawet jeśli którąś osobiście trudno znieść – pozostałe to wynagradzają. Dobrze, że wśród nich znalazło się miejsce dla bardziej rozsądnego, bo oglądanie trzech skrajnych idiotów byłoby męczące. Z pewnością nie mogło się obyć bez MF Jonesa granego przez Jamiego Foxxa – ta postać to pewnego rodzaju wizytówka. Dobrze jest wiedzieć, że nie tylko ja nie mam smykałki do targowania, ale takiej genezy ksywki „Matkodymacz” nie zapomni się do końca życia. W drugiej części pojawiły się nowe twarze, wspomniani już Pine i Waltz. Niestety, ale rola Austriaka jest podobnego kalibru co Dinklage’a w ostatnich X-Menach, a chciałoby się w ich przypadku bardziej rozbudowane role. Za to Pine doskonale odnalazł się w roli Rexa, która pozwoliła mu choć trochę wyjść poza image sympatycznego i czarującego.

***

Wybierając się na „Szefowie wrogowie 2” nie nastawiałam się na nic więcej poza zwykłą rozrywkę. W efekcie dostałam komedię, która nie tylko jest udaną kontynuacją (mocno wyprzedzając pierwszą część), ale też bardziej zabawną. Zmiany na stanowisku reżysera i scenarzysty zdecydowanie się opłaciły, bo od początku czuje się, że ogląda się sequel, ale prowadzony inną ręką. Może fakt, że nie oczekiwałam po tym filmie zbyt wiele sprawia, że film oceniam wyżej niż powinnam. Jednak „Szefowie wrogowie 2” zafundowali mi półtorej godziny oczyszczającego śmiechu, a tego nie sposób uzyskać obniżonymi wymaganiami.

***

***


Film obejrzałam dzięki zaproszeniu od Warner Bros. Polska 

Advertisement

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s