The imitation game/Gra tajemnic (2014), reż. Morten Tyldum

7663425.5Tytuł polski: Gra tajemnic
Tytuł oryginalny: The imitation game
Reżyseria: Morten Tyldum
Scenariusz: Graham Moore
Na podstawie: „Enigma. Życie i śmierć Alana Turinga”, Andrew Hodges
Zdjęcia: Oscar Faura
Muzyka: Alexandre Desplat
Obsada: Benedict Cumberbatch, Keira Knightley, Matthew Goode, Allen Leech, Alex Lawther, Jack Bannon, Matthew Beard, Mark Strong, Charles Dance, Rory Kinnear
Czas trwania: 113 minut
Rok produkcji: 2014
Dystrybutor: Forum Film
Ocena: 3/6



***

Sezon oscarowy został niedawno otwarty, co widać nie tylko po ogłoszonych nominacjach, ale tytułach, które polscy dystrybutorzy upchali w styczniowych i lutowych kalendarzach premier. Zastanawia mnie czy dopiero pośmiertne ułaskawienie Alana Turinga przez królową Elżbietę II otworzyło filmowcom oczy na tę nietuzinkową i nie tracącą na aktualności biografię? Scenariusz debiutanta wyreżyserowany przez człowieka, który szlifował warsztat w rodzimej Norwegii były ryzykiem, który się nie opłacił. Można już nie wierzyć w wysoką jakość wyróżnień do Oscarów, ale mimo wszystko należy spodziewać się dobrego kina. Niestety, ale „Gra tajemnic” jest tworem do bólu poprawnym i na dodatek niezbyt dobrze zagranym. W ogóle nie powinien pojawiać się w najważniejszych nominacjach, ale siła nazwiska Weinsteina jest już legendarna.

***

_TFJ0226.NEF

Alan Turing jest głównym i jedynym bohaterem filmu. Rozpatrywanie obrazu pod
kątem polskiego udziału jest nieco zrozumiałe, ale nie powinny rzutować na
sam życiorys geniusza, który mimo zasług nie wpisuje się w ramy
szczęśliwego zakończenia. Niech dla widzów enigmą będzie sam Turing.

***

Nie zdziwiły mnie pełne emocji głosy nad Wisłą, które domagały się wspomnienia o Rejewskim, Różyckim i Zygalskim oraz podkreślenie istotnego polskiego wkładu w rozszyfrowanie Enigmy. Z tym, że film Tylduma nie jest o tym jak złamano kod (choć jest ważnym rozdziałem życia naukowca), ale o samym Turingu. Jednak świadomość tego nie jest w stanie stłumić pewnych oczekiwań, że Brytyjczycy zaszczepią ten fakt w popkulturze. Mimo braku tej satysfakcji ocena filmu nie leci w dół, rozczarowanie wynika z czego innego – konstrukcji fabuły oraz nietrafionej gry Benedicta Cumberbatcha. Nie znam dokładnej historii naukowca, ale film miał jedną zasadniczą wadę – nie uwierzyłam w tę historię, bo za bardzo widziałam co twórcy chcieli uzyskać.

***

Fabuła rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych, które określa się jako najistotniejsze z punktu widzenia nie tylko życiorysu Turinga, ale czystej dramaturgii. Chronologia przeplata się między latami szkolnymi, pracą nad Enigmą oraz oskarżeniem o niemoralność (czyli bycie homoseksualistą). Problem w tym, że przejścia między tymi etapami są rażąco toporne i naciągane, przez co momentalnie odrzucają. Historia, którą niewątpliwie warto poznać, traci na wiarygodności i na wierzch wypływają zamierzenia twórców dla podniesienia zaangażowania widza i zwiększenia dramatu bohatera. Bez wątpienia Alan Turing jest postacią tragiczną i pośmiertne oczyszczenie jego imienia nie zmieni tego, co dane mu było przeżyć zanim popełnił samobójstwo poprzez zażycie cyjanku potasu. Przeciętny widz wie o roli genialnego matematyka w przebieg wojny, zna choćby pobieżnie okoliczności, które doprowadziły go do przedwczesnej śmierci. Dlatego brak próby wyjścia poza hołd mający przywrócić dobre imię człowieka, którego zasługi w czasie wojny oraz wkład w naukę są niemałe, uczyniły film bardzo sztampowym. Jedną ważną myśl udało się jednak uchwycić i uczynić niejako mottem filmu: to jednostki odstające od reszty są w stanie osiągnąć więcej niż inni mogą nawet zamarzyć. Równie mocno zapada teza o przemocy, która potwierdza ten niewygodny aspekt ludzkiej natury.

***

keira-knightley-in-the-imitation-game-movie-8

Nie sądziłam, że to się stanie, ale oglądanie Keiry było prawdziwą przyjemnością.
Przypadek Joan Clarke przypomina jaki status miały kobiety 70 lat temu, a
po chwili następuje refleksja, że od tamtego czasu pewne sprawy nieznacznie
uległy zmianie.
***

Gwiazdą „Gry tajemnic” jest niewątpliwie Benedict Cumberbatch, ale też jednym ze słabszych ogniw. Niestety, ale położył postać Turinga. Niby zdobył doświadczenie aspołecznego geniusza w trzech sezonach „Sherlocka”, ale wcielając się w Turinga zdecydowanie przedobrzył. Jego mimika chwilami raziła sztucznością, brakowało jej naturalnej spójności z twarzą. Nie uwierzyłam w graną przez niego postać, bo jej tam nie było. Jego siłowanie się z rolą nie pozwoliło mi poczuć choćby szczątkowej więzi z głównym bohaterem. To jest dla mnie bardzo przykre, bo od kilku lat jest jednym z najbardziej lubianych i cenionych przeze mnie aktorów.

***

Za to drugi plan jest zdecydowanie ciekawszy i bardziej zajmujący. Najlepsze sceny to te z udziałem (o dziwo) Keiry Knightley jako Joan Clarke – aktorki utalentowanej, ale bardzo nierównej. Z całego filmu najbardziej angażujący jest wątek przyjaźni Turinga z Clarke. Kiedy miałam problem z uwierzeniem w postać graną przez Benedicta, tak z miejsca Keirę przesłoniła mi Joan. To jest tym bardziej zaskakujące, że mowa aktorce, która z łatwością wprowadza mnie w stany irytacji. Bardzo możliwe, że natura relacji z Turingiem, pozbawiona wielce romantycznych podtekstów, odblokowała w Knigthley to co najlepsze. Mogę mieć zastrzeżenia co do deszczu nagród dla Cumberbatcha, ale do wyróżnień dla Keiry nie będę się przyczepiać. Niemal każdy z aktorów miał swoje momenty i zdecydowanie działał na korzyść filmu. Poprzednie zdanie nie tyczy się tylko Rory’ego Kinneara. Już w „Penny dreadful” męczył mnie teatralnością na granicy patosu – tu jednak tłumaczyłam naczytaniem się przez jego postać literatury romantyzmu. Jednak zbliżone odczucia towarzyszyły mi w filmie Tylduma  – może nie było tej przesady co w serialu, ale nie było to dobre aktorstwo. Na tym filmie wiele za to ugrał Matthew Goode, który bez większego wysiłku zapadł w pamięć serwując arogancję z rozsądkiem w pełnym uroku opakowaniu. Warto też wspomnieć Alexa Lawthera, który fantastycznie wczuł się w postać młodego Alana Turinga.

***

Matthew-Goode

Matthew Goode to jeden z tych aktorów, którzy bez większego wysiłku
skupiają na sobie uwagę, ale atrakcyjność szybko staje się sprawą drugorzędną.
Doszło do tego, że zastanawiałam się jak by wyglądał
film, gdyby to on grał Turinga. 
***

Ze wszystkich scen najbardziej zapada w pamięć nie ta najbardziej oczywista – pokonanie Enigmy, ale moment tuż po. Mając przed sobą rozkład sił niemieckich w Europie mogą ocalić wiele istnień i zakończyć wojnę. Jednak euforia zderza się  z trudnym do udźwignięcia faktem. Nie sposób zapomnieć poruszającej gry Matthew Bearda, tego gorzkiego uczucia rezygnacji wobec wyboru między większym a mniejszym złem. Tutaj zostało wyłożone czym jest wojna, jakie decyzje muszą być podjęte oraz kim trzeba być, aby je udźwignąć.

***

„Gra tajemnic” broni się jeszcze od strony realizacyjnej. Zdjęcia Oscara Faury, który pracował na planie „Sierocińca” i „Oczu Julii” świetnie oddawały klimat czasów i nastroje sceny. Niestety, nie potrafię skomplementować muzyki Alexandre Desplata, która bardziej przeszkadzała w odbiorze niż go wzbogacała. Sam film miał słabe podstawy w postaci scenariusza, bo sama opowieść musiała ujrzeć światło dzienne, by przypomnieć o czarnych kartach powojennej rzeczywistości Wielkiej Brytanii. Błędem było zaangażowanie Cumberbatcha, który zdecydowanie powinien ograniczyć przyjmowanie takich ról, bo pojawia się ryzyko powtarzalności i zastoju. Najbardziej ubolewam, że podczas seansu moje emocje były praktycznie ostudzone. Widok Turinga w trakcie kuracji hormonalnej pozostawił mnie podejrzanie obojętną. Mam świadomość, że przełożenie prawdziwych historii wymaga pewnych manipulacji, aby film stanowił spójną całość. Jednak dawno nie miałam do czynienia z filmem, który pozostawił mnie sceptyczną co do wydarzeń i postaci w nich występujących. Nie pozostaje mi nic innego jak sięgnąć po stosowną literaturę i mieć nadzieję, że to najsłabszy film z ósemki nominowanych do Oscara.

***

 benedict-cumberbatch-imitation-game-3100 tysięcy funtów, które nie zostały wyrzucone w błoto. Trochę szkoda, że
działanie maszyny Turinga nie zostało w jakiś przystępniejszy sposób objaśnione. Nie
jestem umysłem ścisłym, ale brakowało mi tego zrozumienia innowacyjności
tego olbrzyma. Z drugiej strony będąc w otoczeniu głównie lotnych umysłów
nie było jak objaśnić jej działanie. Chyba poczułam się głupia.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “The imitation game/Gra tajemnic (2014), reż. Morten Tyldum

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s