The Musketeers 2×09-10 „Accused”/”Trial and punishment”, a właściwie to podsumowanie sezonu.

Stało się – życie dobrało się do mnie i odstawiło blogowanie na praktycznie miesiąc. Nie chciałam by ta przerwa trwała aż tak długo i stąd nie pisałam nic w tym temacie. Obecny tryb życia wymaga ode mnie wczesnego wstawania i zostawia mi bardzo mało czasu na rozłożenie się z pisaniem. Ponieważ w takich warunkach nie jestem w stanie się skupić na pisaniu to chociaż nie narobię sobie zaległości w oglądaniu. Tutaj nie jest źle, ale w końcu trzeba się przystosować i wrócić do tego co było. Teraz się drapię w pamięci, by wyskrobać nieco materiału na ten wpis. Mimo, że komentarzy pod kolejnymi omówieniami odcinków tego serialu jest jak na lekarstwo, to jednak dochodzą do mnie informacje, że ktoś je naprawdę czyta. Do tego głupio by było zostawić coś nieskończonego. Dlatego ten wpis należy potraktować bardziej jako podsumowanie całości choć pewne sceny z pewnością uda mi się przywołać w pamięci. Tych spragnionych i rozczarowanych obsuwą przepraszam i jednocześnie zapraszam do lektury tego co mi ślina na palce przyniesie.

*** *Spoilerów jak hordy zombie* ***

Trochę żałuję, że nie odczekałam tygodnia by dwa ostatnie odcinki obejrzeć za jednym zamachem. Ten właściwy finał zaczął się ostatnią sekwencją ósmego odcinka, kiedy to Rochefort pokazał Annie swoją prawdziwą twarz i tym samym wyłożył karty na stół. Takie przedstawienie sprawy wyraźnie zaostrzyło apetyt i tym samym dało nadzieję na coś naprawdę spektakularnego. Nie będziemy się przecież oszukiwać, że mamy do czynienia z serialem na wysokim poziomie. „Muszkieterowie” częściej rozczarowywali niż zachwycali, bo scenarzyści wyraźnie się pogubili i tracili sens w polu widzenia. Bardziej wyrobiony widz miał wiele zagrywek i rozwiązań fabularnych do przełknięcia. Ortodoksyjny miłośnik prozy Dumasa rozrywał szaty w akcie rozpaczy. Produkcja BBC to od początku wariacja na wiadomy temat i skierowana do osób, które nie są przywiązane do materiału wyjściowego. Jakiś czas temu sama wrzucałam się do szufladki przywiązanych do oryginału, ale w ostatnim czasie coś się zmieniło. Chyba nieprzemijająca świadomość ograniczonej puli pomysłów pozwala mi docenić właśnie takie podejście do materiału zaliczanego do klasyki. To już nie chodzi nawet o półkę nienaruszalnych świętości. Mimo że „The Walking Dead” oglądam raczej wyrywkowo, to czytając pierwsze cztery części komiksu cieszyłam się, że historia przebiega innym torem, miejscami łapiąc punkt wspólny z adaptacją. Wszystko jest kwestią nastawienia, ale czasem najlepsze chęci i wysoki próg tolerancji nie wystarczą jeśli sam produkt jest niezbyt lotny. Dlaczego oglądam ten serial? Dla muszkieterów, bo zadbano o najciekawszy i co tu ukrywać – najurodziwszy casting w dziejach adaptacji książek Dumasa.

***

tumblr_nkl6ytKAJb1u7c9syo5_500

Atos jest moim ulubionym muszkieterem, najbliższym mojemu sercu i tego się trzymam od bardzo dawna. Jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że twórcy nie mają na niego pomysłu. Wciąż jest tym smętnym, nieszczęśliwym, ale wraca mu rozsądek, kiedy chodzi o kogoś innego niż on i Milady.

***

Finał sprawnie utrzymuje napięcie, mimo przeświadczenia widzów, że nasi dzielni i prawi bohaterowie uratują królową i Francję przed podłym i dwulicowym Rochefortem. W takiej sytuacji to jednak sztuka, ale twórcy przyzwyczaili mnie, że nie ma co się bawić w przewidywania. To też stawia pod znakiem zapytania omówienia odcinków trzeciego sezonu. Tak, kolejny sezon zawita na małych ekranach o czym wiadomo od dwóch miesięcy. Serial funkcjonuje na innej bazie logicznej, która często prowadzi do spektakularnych i nieprzemyślanych strzałów w stopę. Mimo to końcówka broni się naprawdę mężnie, ale efekt byłby zdecydowanie lepszy gdyby nie ogólne zmęczenie serialem. Kiedy wiadomo jak się skończy to trzeba atrakcyjnie wypełnić tę pustą przestrzeń między początkiem a końcem. To nie znaczy, że nie mam pewnych zastrzeżeń – ich nie brakuje i co nieco wypomnę twórcom w tym wpisie.

***

Para królewska zdecydowanie wyszła poza drugi plan, mieliśmy okazję lepiej poznać Ludwika i Annę, przez co można było odczuć jak mało jest muszkieterów w „Muszkieterach”. To odejście od tytułowych postaci nie było takim złym pomysłem i to uczucie niedosytu nie było katastrofalne. Króla wtłoczono w sytuacje, które na upartego mogły się wydarzyć i przy okazji pozwoliły pokazać coś więcej niż karykaturalny, szeroki uśmiech. Już wielokrotnie pisałam o nagłym zachwycie nad Ryanem Gagem, który mógł pokazać swoją postać z innej strony i przy okazji zaprezentować swoje umiejętności. Tutaj zrobił na mnie ogromne wrażenie i przede wszystkim zyskał u mnie ogromny szacunek dla jego aktorstwa. Kiedy już miało się nadzieję, że król nieco zmądrzeje, a przynajmniej osiągnie namiastkę mężczyzny – twórcy przypomnieli jakim go zapamiętała historia. Przechodzący ostre załamanie po porwaniu odizolował się nie tylko od dworu, ale też swojej małżonki. To doskonała pożywka dla knowań imć Rocheforta i tym samym dowód pewnej konsekwencji twórców. Nie każdy wątek może poszczycić się takim mianem. Tutaj jeszcze muszę pozachwycać się Alexandrą Dowling, której postać albo została dobrze napisana albo sama aktorka znalazła na nią sposób. Jej Anna została obdarzona emocjami, gestami i spojrzeniami, które mówiły więcej niż słowa. Właściwie to serial może się poszczycić jednymi z najciekawszymi postaciami kobiecymi.

***

tumblr_nkl6ytKAJb1u7c9syo8_500

Konstancja jest moją bohaterką. Tamla Kari wycisnęła z tej postaci to co najlepsze i przede wszystkim pokazała jak dobrze potrafi grać. Ten sezon zdecydowanie należał do niej oraz Alexandry Dowling.

***

Wątki feministyczne oraz dotyczące tolerancji to z jednej strony duma twórców, ale zapędzili się ze swoją misją na miarę świadków Jehowych pukających do drzwi. Chwilami czułam się jakbym oglądała pokłosie serialu „Glee”, który w walce o prawa LGTB itp. stał się przykrą karykaturą. Powinnam cieszyć się, że poruszane są tematy istotne z punktu widzenia współczesności, ale nachalność jest drogą donikąd. „Muszkieterowie” oferują bardzo ciekawe i wyraziste bohaterki (Anna, Konstancja i Milady), a wątek rasizmu może opierać się na postaci Portosa. W tym sezonie wyraźnie przedobrzono z niesieniem kaganka oświaty, bo nie tylko to przyuważyłam, ale zaczęłam czuć się przytłoczona tymi zabiegami. Owszem, warto takie kwestie poruszać, ale trzeba znać umiar. Twórcy niejednokrotnie się gubili o czym świadczą wątki, które często okazywały się być niewypałem (pochodzenie Portosa, socjalistyczne zapędy Atosa, Milady). Wiem, że jestem uprzedzona do postaci Milady, a bardziej do grającej ją Mamie McCoy, ale w tym sezonie w ogóle nie powinna się pojawić. Rzucana z miejsca na miejsce powoli przeobraża się w tą dobrą, którą życie zmusiło do bycia okrutną i bezwzględną. Nie kupuję tego, że Milady zabiła brata Atosa w obronie własnej inaczej tamten by ją zgwałcił. Dlaczego tak jak Rochefort nie może być po prostu zła? Dlaczego niedoszły gwałt miałby być usprawiedliwieniem dla bycia zimną morderczynią? Dla mnie to było nadużycie sytuacji ofiar przemocy seksualnej. Mimo zrozumienia intencji, nie jestem jednak w stanie tego zaakceptować. Może zaraz wyjdzie, że Ludwik jest dziecinny bo był w dzieciństwie molestowany albo po prostu nieszczęśliwie upadł na głowę.

***

Samych muszkieterów chciałoby się ogarnąć indywidualnie, ale po dłuższym namyśle to nie jest konieczne. W tym sezonie byli postaciami, które już poznaliśmy dlatego część ciężaru fabularnego została przeniesiona na inne postacie. Najmniej zmienił się właściwie tylko Atos – wciąż rzucający to chmurne, smutne spojrzenie. Uwikłany w beznadziejną relację z małżonką właściwie tkwi w miejscu, a biorąc pod uwagę proces wybielania charakteru Milady to się prędko nie skończy. Z jednej strony to umęczone i udręczone lico mu pasuje, ale jednak życzę mu aby coś lub ktoś wyrwał go z tego letargu. To ciekawa i solidna postać, która idzie na zmarnowanie. Mam mały problem z Aramisem, że uwikłał się w romans z królową i stał się biologicznym ojcem następcy tronu. Od początku patrzę na ten wątek z niemałym dystansem, a samo aktorstwo Cabrery dodatkowo mi to ułatwia. Jego pragnienie bycia blisko delfina bywało rozczulające, ale ja nie przewidywałam długiego życia dziecięcia. Teraz, kiedy dziecko całe i zdrowe dobrnęło do finału – moje wątpliwości i dystans się pogłębiły. To nie tak, że życzę mu śmierci, ale biorąc pod uwagę fakty historyczne to tego należało się spodziewać. Przez to ucierpiały relacje Aramisa z Portosem, można było zapomnieć, że ta dwójka jest w wyjątkowej komitywie. Dlatego reakcja Portosa na wieść o ojcostwie Aramisa jest jedną z niewielu jaśniejszych scen w sezonie. Twórcy zapomnieli, że to interakcje między tytułowymi bohaterami jest tym co wyróżnia ten serial. Wątek pochodzenia Portosa jest jednak największą porażką tego sezonu, bo w kontekście całości nic tak naprawdę z niego nie wynika. Jeśli chodziło o zaciśnięcie więzi między muszkieterem a kapitanem Treville, można było sięgnąć po inne, nawet trącące bezwstydnym patosem środki. Z drugiej strony czy sam Portos nie był dostatecznie oddany swemu dowódcy? Szkoda, że z tak ważnej kwestii zrobiono tanią zapchajdziurę. Biedny Portos, biedny. Na koniec chciałoby się jakoś odnieść do d’Artagnana, który obnażając swoje wady stał się chyba najbardziej ciekawym ze wspomnianej czwórki. Kilka razy dał się poznać jako osobnik niedojrzały, egoistyczny i mało empatyczny – w tych nielicznych scenach nie tylko zapewnił małe wstrząsy i lekkie szoki, ale stał się boleśnie ludzki. To mi się podobało, mimo wszystko.

***

The-Musketeers-Season-2-2x10-stills-aramis-the-musketeers-38217722-4284-2856

Margaret jest najbardziej tragiczną postacią tego serialu. Wykorzystana, zdradzona i zaszantażowana. Zawsze będę o niej myśleć ze współczuciem, bo nie każdy jest na tyle silnego charakteru by wyjść z tego bez większych szkód.

***

Pierwotny zachwyt Rochefortem słabł z upływem czasu. Zapowiadający się na solidnego i bezwzględnego złego z czasem stał się jego smutną karykaturą. Nie zliczę ile razy tęskniłam za Peterem Capaldim i jego kardynałem Richelieu. Nawet jeśli tamta postać wydawała się być zagubiona to w ogólnym rozrachunku była mocnym ogniwem „Muszkieterów”. Za to Rochester poprzez obsesję na punkcie Anny stawał się coraz bardziej przeszarżowany. Wiadome było, że ten aspekt manii będzie jego zgubą i przy tym skończy marnie i smutno. Jednak mniej więcej od połowy sezonu coraz trudniej się go oglądało. Jego śmierć była też fatalnie rozpisana – można było rozegrać to inaczej, a już na pewno mniej patetycznie. Nawet kiedy Marc Warren wzbijał się na wyżyny portretując sprzeczne emocje jego bohatera, to katastrofa już się działa na naszych oczach, której nic nie było w stanie osłabić. To tym bardziej rzuca się w oczy kiedy spojrzy się na Konstancję, bezapelacyjnie najlepszą postać w sezonie. Doskonale odnalazła się w realiach dworskich, znalazła wspólny język z królową, wykazała się rozwagą i też odwagą. To ona wadziła Rochefortowi, ale z każdego spotkania umiała wyjść obronną ręką. Kiedy praktycznie żegnała się z życiem, Tamla Kari niosła tę postać jak na skrzydłach. Konstancja nie byłaby w połowie tak fantastyczną postacią gdyby nie Kari.

***

vlcsnap-00474

Twórcy nie potrafią pożegnać się z tym wątkiem, jeszcze bardziej go nakręcają i co chwila trafiają na ścianę. Może to ja zwyczajnie nie kupuję tej ścieżki, bo tak toksyczne relacje nie są niczym dobrym. No i chcę by Atos poszedł do przodu, zaczął się uśmiechać i otworzył pierwszy na świecie klub AA.

***

Na szczęście nie przywiązuję wielkiej uwagi do odwzorowywania realiów historycznych na poziomie scenografii i strojów. Mam w nosie, że zamiast pałacu wersalskiego widzimy czeskie substytuty, a ramy są wypełnione drukowanymi falsyfikatami, które nie widziały pędzla i farby na oczy. To jest tylko dekoracja, która ma stworzyć złudzenie epoki w której rozgrywa się akcja. Jednak pewien problem pojawia się w przypadku zachowania i etykiety dworskiej. Tutaj widać naciąganie fabuły kosztem zasad funkcjonujących w tamtym okresie. W efekcie Wersal okazuje się być najgorzej strzeżonym pałacem w historii świata. Zamachowcy czują się w nim nadzwyczaj swobodnie, a dwórki bez problemu cichcem wynoszą delfina. Nie wspomnę, że ochrona królowej dała ciała dopuszczając do sytuacji, w której Anna w przebraniu dostaje się do obozu Emilie. Nie jestem ekspertem w tych dziedzinach, ale naoglądałam się masy filmów kostiumowych powstałych przed 2000 rokiem i dlatego takie rozwiązania jak w „Muszkieterach” potrafią być wnerwiające.

***

Smutno mi, że w taki sposób ucięto wątek sympatycznego i światłego medyka – miałam wiele oczekiwań względem tej postaci. Już przez samo pojawienie się potrafił poprawić mi humor, czego nie potrafię nawet wyjaśnić. Cóż, stało się. „Muszkieterowie” to serial dla tych, którzy mimo wszystko chcą widzieć jego lepszą stronę i potrafią znaleźć w nim rozrywkę. Nie znajdziecie tu prawdy historycznej, solidnego odwzorowania cech epoki czy nawet serialu na wysokim poziomie. To typowo rozrywkowa produkcja, która czasem wystawia na próbę cierpliwość nawet najwytrwalszego widza, ale potrafi to wynagrodzić z nawiązką. Serial oglądam przede wszystkim dla postaci i ich interakcji, bo jakby nie patrzeć to chyba najbardziej dobrana i urodziwa obsada czwórki muszkieterów.

***

rochefort dead

Smutno mi, smutno. Tak ciekawa postać tak się stoczyła. Do tego sama śmierć mogła wyglądać inaczej, a już z pewnością nie tak patetycznie i sztampowo. 

***

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “The Musketeers 2×09-10 „Accused”/”Trial and punishment”, a właściwie to podsumowanie sezonu.

  1. chciałam coś więcej napisać zaraz po tym, jak napisałaś posta o Muszkieterach, ale prawda jest taka, że niemal w całości z Tobą się zgadzam i nie bardzo jest o co się pokłócić. to był strasznie nierówny sezon, zepsuto kilka ciekawych pomysłów, niektóre sprawy tygodnia powodowały facepalm, powrócono do zużytych już konceptów, zaś ochrona pałacu jak i ogólnie cała „dworskość” dziurawa jak ser szwajcarski, ale jednocześnie było kilka znakomitych wypowiedzi i scen, które chwytały za serca, nawet jeśli bardzo nie zgadzały się z duchem czasów.
    jakoś mało w tych Muszkieterah samych Muszkieterów, tak jakby twórcy nie bardzo wiedzieli, co z nimi zrobić i jechali już na wcześniejszych ich historiach i problemach, zaś skręcili w stronę zupełnie nowych postaci oraz tych dotychczas raczej drugoplanowych – ale i to było strasznie niekonsekwentne (zwłaszcza w przypadku króla) i po trosze niezrozumiałe (strasznie się napaliłam na jakąś większą historię z medykiem, no i ten Ed! ❤ ).

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s