Mam na imię Agnieszka i nie oglądam polskich filmów. Z tej deklaracji można wnioskować, że chodzi o postawę niepatriotyczną, wychwalającą wszystko co zagraniczne i nie ma na metce „made in Poland”. Prawda jest taka, że bardzo bym chciała je oglądać, nawet te ponoć żenujące komedie romantyczne, ale dystrybutorzy najwyraźniej są zdania, że nie muszę. Na świecie powstaje tyle filmów, że krzywda mi się nie stanie jak nie zobaczę wytworów naszej rodzimej kinematografii. Ci, którzy zaglądają tutaj od jakiegoś czasu wiedzą dlaczego tak jest. Jeśli jednak Czytelniku zajrzałeś tu pierwszy raz to zapraszam do tego wpisu. Od dziecka jestem osobą niedosłyszącą i muszę jakoś funkcjonować z tym felerem. Nie jest łatwo, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Tylko czasem staję przed ścianą, która w ogóle nie powinna mieć miejsca.

***

Odkąd sięgam pamięcią uwielbiałam wyjścia do kina z jednego dodatkowego powodu – napisy. Oczywiście polskie filmy czy produkcje dubbingowane to oddzielna kategoria. W tej ciemnej sali z dużym ekranem otulał mnie rzadki komfort oglądania bez zakłóceń, dopytywania się niezrozumiałej kwestii. Byłam taka jak inni, oglądałam film jak inni. Jedyny wysiłek jaki musiałam włożyć było nadążanie za napisami, czy wytężenie wzroku kiedy białe literki niknęły na jasnym tle. Jednak wada ma to do siebie, że potrafi się pogłębiać. Do dzisiaj się zastanawiam jak mogłam funkcjonować bez aparatów słuchowych praktycznie przez całe dzieciństwo i część studiów – miałam problemy, ale jakoś się z tym żyło. Jak się spokojnie zastanowić to wyłania się pewna prawidłowość. Im jestem starsza tym mniej polskich produkcji oglądam – wybieram komfort własny. Doszło do tego, że oglądając jakiś serial na Polonii opierałam się na angielskich napisach. To już był absurd. Teraz wiem, że trochę straciłam nosząc tak późno aparaty słuchowe. Już teraz, po wielu latach dzięki oglądaniu anglojęzycznych filmów z angielskimi napisami, zaczęłam trochę rozumieć ten język ze słuchu. To nic w porównaniu z pełnosprawnymi, ale nie miałabym nawet tego gdyby nie aparaty i seanse z napisami. Zaczęłam się nawet zastanawiać czy to uwsteczni mnie w rozumieniu mojej ojczystej mowy. Przesadzam, ale czasem praktyki dystrybutorów uwalniają takie czarne myśli. Wiecie, byłam w tym roku w kinie na polskim filmie, ale miałam nadzieję, że jak wyjdzie na dvd to dzięki polskim napisom nadrobię to co umknęło mi w czasie seansu. Nadzieja matką głupich. Od wczoraj jestem bardzo rozczarowana i rozżalona, bo moje chęci odbiły się o ścianę, która wcale nie musi tam być. Jednak względy finansowe zawsze będą przeważały nad dobrami niematerialnymi.

***

Jako osoba niepełnosprawna nie oczekuję specjalnego traktowania, poza sytuacjami, kiedy komunikacja jest utrudniona. Dawno mam za sobą etap przepraszania świata za to, że niedosłyszę. Moje starania szły w kierunku bycia jak najmniejszym ciężarem dla otoczenia – oczywiście na miarę swoich możliwości. Dlatego nie robię awantur, nie podnoszę głosu, nie rozpętuję wojen. Chyba, że mam zły dzień. W telewizji nie ma napisów? Trudno, podgłośnię nieco telewizor, siądę możliwie blisko i najwyżej będę pytała o niezrozumiane kwestie. W kinie bajka jest tylko z dubbingiem? Nie ma problemu, w końcu dialogi były nagrywane w studiu z dbałością o dykcję. Nie chodzę do teatru, kabarety czy inne podobne atrakcje. Z mojej strony to byłaby strata pieniędzy, a nie mogę oczekiwać od organizatorów, że staną na rzęsach by dokonać niemożliwego albo zwyczajnie się nie kalkulującego. Do wielu takich spraw podchodziłam z rozsądkiem i zrozumieniem, nie jestem pępkiem świata i ludzie mają większe problemy niż brak dostępu do wydarzenia kulturalnego. Dlatego nie szukałam organizacji czy stowarzyszenia, które łączyłoby osoby podobne do mnie. Nauczyłam się, że to ja muszę się starać dostosować do otoczenia. Otoczenie odwdzięczało się mniej lub bardziej proporcjonalnie. Dopiero internet dał mi wejście do tematów, które albo mnie nie dotykały albo nie miałam świadomości ich istnienia. Ten pozytywny szok, kiedy dowiedziałam się o napisach dla niesłyszących, to niedowierzanie, że są powszechne w zagranicznych wydaniach z filmami i serialami. Tutaj jest też miejsce na smutek, ponieważ na naszym podwórku to wciąż wyraz dobrej woli i zjawisko nader rzadkie i niekoniecznie satysfakcjonujące.

***

Okazuje się, że moje małe marzenia są normą dla zachodnich widzów. Dalej nie muszę chodzić do kina by obejrzeć polski film, zadowolę się seansem w domowych pieleszach. Jednak po informacji, że „Disco polo” zostanie wydane na dvd tylko z angielskimi napisami coś we mnie pękło. Już spoglądając na „Idę”, gdzie wprawdzie jest audiodeskrypcja, ale tylko angielskie napisy oddalała się wizja obejrzenia filmu, który bardzo chciałam poznać. Wczoraj miejsce smutku zajęła wściekłość. Jestem zła, że jako mniej sprawny widz jestem niezauważalna, ignorowana – po prostu niewidzialna. Mam dość czucia się jak obywatel niższej kategorii. Mam dość, że moje i tak zawężone pole działania jest egoistycznie i bezmyślnie kurczone. Jeśli chcę obejrzeć polski film to muszę albo podkręcić głośniki, wysterylizować otoczenie z dźwięków i tkwić w permanentnym skupieniu, bo dystrybutor oszczędził te 1200 zł czy więcej na sporządzeniu napisów dla niesłyszących. Gdybym ograniczyła się do filmów, które mają odpowiednie napisy – lista obejrzanych byłaby niezmiernie krótka. Chcę mieć wybór jak inni.

***

Jeszcze kilka lat temu machnęłabym na ten problem ręką, w końcu jaki mam wpływ – żaden. Co jakiś czas nachodziła mnie ochota na polski film, ale owa idea dość szybko się rozmazywała. To się zmieniło w tym roku, kiedy koleżanka wyciągnęła mnie na „Disco polo”. Kino pękało w szwach, ożywienie widzów udzielało się niemal każdemu, kto przekroczył próg sali. Nie spodziewałam się, że obejrzenie w kinie udanego polskiego filmu przyniesie mi tak wiele satysfakcji. Zdałam sobie sprawę, że czegoś takiego mi brakowało i za tym podświadomie tęskniłam. Po tym zdarzeniu nie byłoby dla mnie problemem pójść do kina na polski film, a po paru miesiącach zalepić braki dzięki polskim napisom na dvd. To się nie uda, nie w najbliższym czasie. Stąd „Disco polo” nawet nie kupię, „Ida” i tak szara nabierze więcej szarości dzięki kurzowi, który zniknie dzięki porządkom. Owszem, mogę obejrzeć z angielskimi napisami, ale tu nie o to chodzi i niczego nie zmieni.

***

Ps1: Cieszę się, że temat został poruszony przez Zwierza popkulturalnego. Autorka podeszła do tematu bardziej klarownie, metodycznie i trafnie.

Ps2: Od dłuższego czasu śledzę działania kampanii „Napisy Plus”, która skupia się na kwestii dostępności napisów dla niesłyszących.

Advertisements

13 thoughts on “Nam napisów dodawać nie kazano, czyli o smutnej praktyce polskich dystrybutorów.

  1. „W kinie bajka jest tylko z dubbingiem? Nie ma problemu, w końcu dialogi były nagrywane w studiu z dbałością o dykcję.”
    Nawet nie wiem jak się do tego odnieść… Polski dubbing w filmach animowany jest tak katastrofalny, że często wiele osób po prostu nie wie co jest w tym filmie mówione, wiele słów umyka, a jak film po prostu ‚leci w tle’, bez siedzenia przed nim i słuchania, to nie dociera z niego już nic. Pod tym względem juz lektor jest dużo lepszy. Ale jeśli naprawdę udaje Ci się je zrozumieć, to dobrze dla Ciebie. 😉 Niemniej nie wolno tych ludzi chwalić za swoją robotę, bo odwalają najczęściej chałę (realizatorzy, nie aktorzy).

    Lubię

    • Lektor ma tę wadę, że dialogi oryginalne nie są wygłuszane co potrafi zakłócić odbiór. Stąd dubbing nie wydaje się taki zły, bo można skupić się na na jednej ścieżce dźwiękowej. Jeden głos lektora jest bardzo pomocny, ale nie każdego jestem w stanie słuchać z dostatecznym zrozumieniem. Nie jestem w stanie w całości zrozumieć dubbingu czy lektora, wielu rzeczy się domyślam. Może przesadziłam z pochwałami dubbingu, ale z mojego punktu widzenia jest lepszym wyjściem niż dźwięk w polskim filmie. Ja nawet nie rozróżniam akcentów. 😉

      Lubię

  2. Kochana, najgorsze jest to, że na polskich filmach nawet osoba słysząca ma problem przez niedouczonych dźwiękowców. Przykłady można mnożyć, ale najlepiej zilustruję to pewna scena z filmu „Pora umierać”: kiedy pani Danuta Szaflarska mówi, nic nie słychać, szuszczenie, bełkot – a trzeba dodać, że ta znakomita aktorka ma wspaniałą dykcję. Kiedy postać grana przez panią Danutę odkłada telefon, uszy pękają! Muzyka głośno, dialogi cicho. I kończy się tym, że puszczam film z napisami.

    Liked by 1 osoba

  3. No właśnie z tymi polskimi filmami jest taki problem, jaki napisała Agata – czasem (a nawet częściej) zdrowy człowiek ma problem z usłyszeniem tego, co powiedzieli aktorzy. I sama wolałabym, aby były napisy. Jakiś czas temu natknęłam się na pewien post, gdzie blogerka opisywała akurat sytuację godną pochwały – podrzucam link => http://dziewczynazobrazka.pl/napisy-do-bajek-ale-po-co/

    Szkoda tylko, że dystrybutorzy zapominają o tym w kinie i na DVD.

    Lubię

  4. świetny, choć jednocześnie smutny i faktycznie jak określiła to Kasia – Zwierz popkulturalny, „rezygnacyjny”. nie, nie wolno się poddawać! zresztą pojawiają się różne inicjatywy zarówno na rzecz niewidomych (audiodeskrypcja), jak i nie(do)słyszących (napisy lub tłumacz PJM) – na małą skalę, ale jednak i należy to promować, dawać jako dobry przykład (także dlatego, by taka oferta nie była dostępna jedynie w dużych miastach – to jest dla mnie ważny problem).

    polecam uwadze stronę internetową Adapter http://www.adapter.org – można tam obejrzeć już całkiem sporo polskich filmów (zarówno z klasyki, jak i całkiem nowych, np. Pora umierać czy Imagine) do wyboru: z napisami lub z audiodeskrypcją.

    Liked by 1 osoba

    • Zajrzałam na http://adapter.org.pl/. Zdążyłam się ucieszyć, ale czar prysł kiedy włączyłam fragment na próbę. Tam nie ma wyboru między napisami a audiodeskrypcją – obie formy pojawiają się razem. W końcu głuchy nie słyszy audiodeskrypcji, a niewidomy literek.

      Lubię

      • hmm… obejrzałam tam niedawno „Poszukiwany, poszukiwana” i bawiłam się świetnie, z tym, że oglądałam bez fonii – ostatnio tak często robię, czasami z pewnością ze szkodą dla filmu (muzyka, ogólnie warstwa dźwiękowa – to czasem jest b.istotne). po prostu nie zwróciłam na to uwagi. i wygląda na to, że ponownie ci słabosłyszący są tak jakby pomijani – to w sumie i ciekawy i jednocześnie strasznie frustrujący problem, że łatwiej wprowadzić udogodnienia dla grup ze skrajnych punktów continuum (głusi, niewidomi „całkowicie”) niż dla tych „pośrodku”, pomiędzy ciszą a dźwiękami (dzięki aparatom słuchowym).

        Lubię

  5. Coś chyba ucięło Ci tekst w PS2?

    Generalnie jednak się zgadzam, to jest okropne, że tylko w większych miastach jest kino z napisami. A i tak nie zawsze. Dlatego, jeśli coś oglądam, to w dużej mierze na komputerze 🙂 Czy taka wielka strata? No trochę żal, że nie znam np. dialogów z Czterech Pancernych czy Kogla-Mogla. Ale z drugiej strony, przynajmniej mam napisy ❤ I nie wydaję milionów na popcorn w kinie 🙂

    Lubię

    • Dzięki za zwrócenie uwagi, poprawiłam. 🙂

      Ja nie wymagam by w kinach były seansy dla mnie dostosowane – tu jestem w stanie przybrać postawę rozumiejącą rzeczywistość realistki. Jednak napisy na dvd to zupełnie inna para kaloszy, która w obecnym stanie mi się bardzo nie podoba.

      Wyjścia do kina wciąż mają swoją moc. To ty podporządkowujesz się seansowi, nie możesz zrobić pauzy czy wrócić do oglądania jutro. Nigdy nie kupiłam sobie popcornu w kinie, ale raz pożałowałam zakupu coli. Pod koniec filmu musiałam wyjść do toalety. Dlatego dopuszczam tylko małą butelkę wody. 😀

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s