ANT-MAN (2015), reż. Peyton Reed

Właśnie dokonałam zamknięcia drugiej fazy MCU, obejrzałam „Ant-Mana”, któremu nie wróżyłam za bardzo sukcesu. Marvel zaczyna powoli wyprowadzać kolejne postacie ze swojego uniwersum i z małą dozą sceptycyzmu przyglądam się temu, co zostało zaplanowane na fazę trzecią. Możliwe, że przemawia przeze mnie przesyt tym komiksowym uniwersum, a może ten pierwotny zachwyt się ulotnił? Nie zmienia to mojego wewnętrznego przekonania, że te filmy lepiej poznać na własnej skórze, bo nigdy nie wiadomo kiedy wyjdę kina spłakana ze śmiechu. „Ant-Man” był dla mnie najbardziej ryzykownym projektem MCU, a wyszłam z kina chyba najbardziej oczarowana.

***

O „Ant-Manie” mówi się jako o porzuconym dziecku Edgara Wrighta, brytyjskiego reżysera, z którego filmami jest mi nie po drodze przez udział Simona Pegga w głównych rolach. Chyba do żadnego aktora nie mam takiej awersji, że przy nadarzającej okazji organizm zmusza mnie do podkreślenia tego faktu. W 2008 roku ogłoszono zakończenie prac nad scenariuszem, by sześć lat później obserwować jak współpraca reżysera z Marvelem ulega rozkładowi. Na scenariusz naniesiono poprawki, które dla Wrighta były nie do przyjęcia i przyczyniły się do jego rezygnacji. Znam gros osób, które były rozczarowane tą sytuacją. Dla mnie ten projekt był od podstaw wielką niewiadomą. Nie miałam kontaktu z komiksami o Człowieku – Mrówce, a sama natura tego bohatera automatycznie uruchamiała we mnie sceptyka. Na szczęście miałam w pamięci Rocketa i Groota ze „Strażników Galaktyki” oraz wiele respektu za uczynienie anachronicznej postaci jaką jest Kapitan Ameryka w bohatera przystającego do naszych czasów. Prawdą jest też to, że zawód „Avengers: Wiek Ultrona” jest tak duży, że od filmu Peytona Reeda chciałam tylko satysfakcjonującego zamknięcia drugiej fazy MCU. Dostałam nieco więcej.

***

Ant-Man-Paul-Rudd-Shower

Nie widziałam Paula Rudda jako superbohatera, ale jak widać Marvel wie kogo  wciągnąć w swoje tryby. Może to nie casus Chrisa Pratta, który z zabawnego pączka przeistoczył się w obiekt westchnień, ale nieco treningu,  odpowiednia garderoba i pewność siebie zmieniły moje postrzeganie aktora. 

***

Pierwsze zwiastuny pozostawiły mnie dość obojętną. Widziałam jak to coś wygląda, jak się porusza, jaką ma obsadę, ale emocji i napięcia nie było żadnych. Najwyraźniej miałam problem z odtwórcą głównej roli, Paulem Ruddem, który jest sympatyczny i potrafi grać, ale zawsze odbierałam go jako przezroczystego i nawet nijakiego. Wiedziałam, że i tak obejrzę ten film zgodnie z założeniem, że co MCU wypuści to trzeba zobaczyć, ale chciałoby się czuć tę nutkę emocji, zniecierpliwienia przed samym seansem. Ostatnio coraz bardziej brakuje mi tego uczucia. O wszelkich wątpliwościach, obojętności zapomniałam niemal na początku filmu. Kierowała mną przede wszystkim ciekawość nowej postaci, która miała pojawiać się w innych filmach. Nim się zorientowałam, byłam zapatrzona w Paula Rudda jak obrazek i oczarowana dość standardową fabułą. To nie znaczy, że  nie obył się bez słabszych momentów.

***

Nie wnikałam w temat zmian jakie Adam McKay i Paul Rudd wprowadzili do scenariusza Edgara Wrighta. Film powstał w obecnym kształcie i takim należy go odbierać i oceniać. Jako osoba nieznająca w ogóle postaci Ant-Mana skupiłam się na oswojeniu się z tym bohaterem i wyłapania jego potencjału. A w tym drobnym człowieczku go nie brakuje. W skrócie mamy utalentowanego złodzieja Scotta Langa (Paul Rudd), który po wyjściu z więzienia zamierza wkroczyć na ścieżkę prawości i uczciwości. Pragnie być blisko swojej córki Cassie (Abby Ryder Fortson) i stać się bohaterem jakim ona go widzi. Znalezienie pracy z wyrokiem na plecach nie jest proste, a była żona postawiła mu dość wyraźne ultimatum. Scott zgadza się na dokonanie skoku inaczej nie zobaczyłby córki przez co najmniej rok i tym oto sposobem staje się posiadaczem dziwnego kostiumu. W ten oto pokrętny sposób trafia pod skrzydła doktora Hanka Pyma (Michael Douglas) oraz jego córki Hope (Evangeline Lilly) i rozpoczyna trening przygotowujący go do bycia Ant-Manem. A wszystko to, bo ciebie kocham… Kurcze, wlazła mi teraz piosenka Ich Troje. A wszystko to, by uratować świat przed zgubnymi skutkami wynalazku doktora Pyma, którego skład rozkminił jego były asystent – Darren Cross (Corey Stoll).

***

Ant-Man-600x400

Dobrze wiedzieć, że Michael Douglas wciąż ma tyle iskry i potrafi przyciągać uwagę jak w czasach gdy był piękny i młody. Na szczęście wycofał się z oskarżania małżonki, że przyczyniła się do jego raka. Z Ruddem stworzyli całkiem niezły duet, bo Ant-Man nie może istnieć bez formuły doktora Pyma (naprawdę kocham to nazwisko).

***

Ant-Man ma wykraść żółte wdzianko i poprowadzić mrówki do akcji zniszczenia serwerów. Jak ugryźć temat by nie wyglądał tak kretyńsko jak brzmi? Z humorem polanym sporą dawką pastiszu. Twórcy ewidentnie bawili się motywem wyciągając z niego jak najwięcej komizmu nie przestając sympatyzować z bohaterami po jasnej stronie mocy. Sekwencje treningu Scotta Langa tak bezwstydnie żonglują kliszami, aż przyjemnie popatrzeć. Przy tak misternie tkanym uniwersum nie jestem w stanie posądzać twórców o brak profesjonalizmu na poziomie scenariusza. Jeśli takie zagrania się w nim znalazły to tylko jako świadome elementy, a nie wypadek w pracy. Nie mogło zabraknąć odniesień do kultowego już filmu „Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki”, co przyjęłam z wielkim entuzjazmem, bo to chyba jedyny film z motywem zmniejszania jaki w ogóle przychodzi do głowy. Ogólnie motyw mikrego bohatera dowodzącego armią mrówek potraktowano z humorem i dystansem, co zaowocowało jednym z najbardziej rozbrajających finałów jakie widziałam. Jest dynamicznie, epicko, napięcie jest utrzymane, ale w tym całym szaleństwie nie brakuje momentów w których nie sposób nie zareagować śmiechem. Rozumiem słowa krytyki wysyłane pod adresem „Ant-Mana”, który bywa nierówny, czasem przynudza czy nawet irytuje. Z pewnych elementów chciałoby się zrezygnować, ale po „Ant-Manie” bardzo widać, że wywodzi się z komiksów – przynajmniej ja to wyraźniej odczuwałam niż w innych filmach.

***

Główny antagonista grany przez Coreya Stolla nie jest udanym łotrem. Można odnieść wrażenie, że ostatnio czarne charaktery w filmach Marvela, a nawet DC Comics, są jednym z najsłabszych ogniw. Owszem, Loki podniósł wysoko poprzeczkę, ale nie pamiętam złego, który nie byłby marnowaniem czasu i talentu aktora. Stoll mniej więcej od roli Ernesta Hemingwaya pojawia się w co ciekawszych jeśli nie bardziej znaczących produkcjach. Jednak są to role tuż za pierwszym planem. Dla aktorów tego kalibru rola typu Darrena Crossa bardziej pomoże niż zaszkodzi. Nie będę udawać, że nie rusza mnie kiedy zasłużony aktor marnuje się jako ten zły, który pełni rolę bardziej dekoracyjną niż wzbogacającą warstwę psychologiczną. Cross jest jak wielu innych mu podobnych i nie próbowano do niego nic dopisać, by uczynić ciekawszym. A tak mamy niedocenianego naukowca, który pragnie wyrwać byłemu mentorowi jego formułę i sprzedać go choćby Hydrze. Czy coś z tego czyni go w jakiś sposób unikatowym czy interesującym? Wątpię.

***

2bbc2773e59b85ce317cd232e616a909bccb39f7.jpg__620x350_q85_crop_upscale

Trochę szkoda, że postać Hope została zepchnięta do roli odtrąconej córki naukowca, ale na szczęście nie pozbawili jej silnego charakteru. Pierwsza scena po napisach sugeruje, że w kolejnym filmie dadzą jej rozłożyć skrzydła.

***

Z „Ant-Mana” zrobiono film o drugich szansach. Scott Logan wyszedł z więzienia za akcję, która uczyniła z niego współczesnego Robin Hooda. W sumie dawno nie było motywu, gdzie bohaterem zostaje kryminalista o złotym sercu. Ale to moja wątła pamięć i pewnie kogoś ominęłam. Dla niego bycie tytułowym bohaterem będzie drugą szansą by być takim ojcem dla swojej córki jakim naprawdę chcę. Nie powiem, zapunktował u mnie prezentem urodzinowym dla Cassie. Hank Pym z kolei ma kilka nierozwiązanych spraw ze swoją córką, która nie skrywa żalu do ojca. Tylko jakoś ta scena w której Pym (jeju, jak ja uwielbiam to nazwisko) wyjawia prawdę wydaje się zbyt prosta. Na szczęście trwa dość krótko, ponieważ jest misja do wykonania.

***

Obowiązkowe cameo Stana Lee powiązane jest z motywem, który niespodziewanie mnie rozbawił. Co lepsze – dowcip zyskuje na sile im bardziej jest rozciągany. Tutaj warto wspomnieć o Luisie (Michael Pena), koledze Scotta z więzienia. O materiale na skok dowiedział się pocztą pantoflową, ale sposób opowiadania i dochodzenia do źródła jest równie zabawny co irytujący. Za drugim razem, kiedy owo źródło pochodzi od samego Falcona, uczyniono z tego komiczny majstersztyk, że mój mózg powoli zamieniał się w uśmiechniętą różową watę. Pojawienie się jednego z Avengersów z początku może się wydawać nieco naciągane, ale w obliczu drugiej sceny po napisach – jak najbardziej zyskuje na znaczeniu. Pierwsza scena zupełnie mnie nie obeszła, nie była warta czekania. Co innego ta druga, nawiązująca do „Captain America: Civil War” na którą czekam chyba bardziej niż sądziłam. Jako jedyna zostałam na sali dla tej sceny i póki nie wstałam z fotela, nie miałam odwagi rozejrzeć się po sali. Tym samym z pełną satysfakcją zamknęłam drugą fazę MCU. Nawet jeśli średnio Was zadowoli początek i środek to samym finałem będziecie oczarowani.

***

maxresdefault (1)

Zły kierujący placówką badawczą, a jego celem jest zemsta na byłym mentorze bez względu na konsekwencje. To ten niedobry pan, który zabija owieczki. 

***

PS1. Niby mam tę wadę słuchu, więc powinno być mi wszystko jedno byle z polskimi napisami. Znów miałam to wrażenie, że coś jest nie tak z tłumaczeniem i zaczyna mnie to lekko dobijać. Tym razem tłumacz starał się być bardzo dowcipny, bo odebrałam je jako pisane na siłę i nie pasujące do tego co widziałam na ekranie. Nie było żadnego „zatkało kakao” z drugiego Thora czy „członka” ze „Strażników Galaktyki”, ale coś znów było nie tak. Czy ja już jestem przewrażliwiona czy coś jest na rzeczy? Help!

PS2. Ja chcę takiego pokręconego psa. 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s