Nieracjonalny mężczyzna, czyli Woody Allen ponownie w oparach zbrodni i kary.

Filmy Woody’ego Allena albo się lubi albo nie. Nie twierdzę, że nie ma stanów pośrednich, ale przy tak wyrazistej, dającej się z miejsca przyporządkować pod jeden mianownik twórczości – bardzo często dochodzi do skrajności w postawie odbiorców. Moja przygoda z Allenem zaczęła się dzięki filmowi „Klątwa skorpiona” z 2001 roku i w tamtym czasie nadrobiłam część z jego starszej filmografii. Nie potrafię powiedzieć co tak naprawdę urzekło mnie w tym filmie, co było tą iskrą zapalną, która popchnęła mnie w rejony jego kina. W każdym razie na mapie kina znalazłam przystanek, który niezwykle mi odpowiadał. Od jakiegoś czasu Allen regularność premier niekoniecznie idzie w parze z jakością. Urosło nawet przekonanie, że wychodzi mu co drugi film – co chwilami bywa prawdą. „Nieracjonalny mężczyzna” wywołam u mnie raczej mieszane uczucia.

***

Nie śledziłam kampanii promocyjnej, a zwiastun obejrzany w oryginale bez możliwości zrozumienia dialogów ze słuchu, zostawił dość mylny obraz oczekiwań. Spodziewałam się bardziej kolejnej opowiastki o relacji starszego mężczyzny z młodą dziewczyną. Temu została podporządkowana pierwsza część filmu. Abe (Joaquin Phoenix) jest profesorem filozofii, którym owładnęły stany depresyjne i daje temu wyraz werbalnie i wizualnie. Zaprzyjaźnia się z bystrą studentką Jill (Emma Stone), która z czasem podziw dla jego osoby przekuwa w silne uczucie. On się przed tym broni, ona coraz śmielej wyraża swoje uczucia. Pierwsza połowa to właściwie obserwacja dość topornie (choć z pewnym dowcipem) rozpisanych scenek mających ukazać bohatera na skraju załamania nerwowego. Scenariusz niesamowicie kuleje, a montaż w tym nie pomaga – sceny pojawiają się i znikają bez polotu. Nadmiar jednych scenek uwypukla niedostatek innych. Nawet odtwórcy głównych ról nie są w stanie za wiele zdziałać, bo mimo niemałej sympatii oglądanie bywało uciążliwe. Owszem, chwilami daną scenę czy dialog podsumowywałam prostym „Toż to Allen”. Jednak temu stwierdzeniu najczęściej towarzyszyło znużenie i irytacja.

***

joaquin-phoenix-dad-bod-03_492B7E373D764E938BDE98EE23376902

Lubię Phoenixa, ale w tym filmie nie mógł rozwinąć skrzydeł. Kilka scen nie ratuje sytuacji, ale to dotyczy większości obsady. Allen postarał się o mało wiarygodnych bohaterów w topornej fabułce.

***

Zaczęłam się zastanawiać jak bardzo obraz i charakterystyka bohaterów są oderwane od współczesności. W końcu Allen skończy w tym roku 80 lat –  z jednej strony olbrzymia wiedza i doświadczenie, ale też pozostaje owocem swoich czasów. Gdyby fabuła filmu została osadzona w latach 60. czy 70. to może nie miałabym wrażenia, że coś tutaj nie pasuje. Nie twierdzę, że nie ma takich bohaterek jak Gill, które studiują filozofię, grają na fortepianie i cieszą się ze sweterka otrzymanego na urodziny. Jednak reżyser umieścił swoje typy bohaterów, które wałkuje niemal od początku kariery w dzisiejszych czasach. Nie pamiętam kiedy zwróciłam uwagę na ten problem. Możliwe, że aktorzy nie do końca poczuli swoje role i sprawiali wrażenie ludzi recytujących swoje kwestie. W każdym razie oglądanie „Nieracjonalnego mężczyzny” do sceny, która dosłownie zmieniła film, było niezbyt przyjemnym i raczej nużącym doświadczeniem.

***

Owa scena, która odmieniła głównego bohatera, nadała sens jego życiu i jednocześnie doprowadziła go do zguby – była totalnym zaskoczeniem. Przez moment nie wiedziałam co się dzieje i co właściwie oglądam – takie momenty bardzo sobie cenię. Twist zupełnie od czapy, ale przynajmniej ożywił film i zdecydowanie lepiej się go oglądało. Reżyser nie bawi się w subtelne sugestie i żywo odwołuje się do powieści Dostojewskiego. Bohater doznaje radykalnej zmiany, która filozoficznego snuja przeobraża w człowieka cieszącego się życiem. Z tym, że źródło tej eskalacji szczęścia jest wątpliwe moralnie, etycznie i prawnie. Dochodzi do takiego momentu, kiedy Abe jest w stanie bronić swojego życia nie zważając na koszty. Trochę szkoda, że Allen sięgnął po motyw nasuwający skojarzenie z „Wszystko gra”. Jednak po seansie bardziej zapadła mi myśl, że człowiek, który ma cel w życiu będzie egoistycznie i bez pardonu go bronił. To jest wpisane w naturę.

***

Jakoś przegapiłam zeszłoroczną „Magię w świetle księżyca”, bo po znakomitym „Blue Jasmine” to właśnie „Nieracjonalny mężczyzna” miał być statystycznie tym lepszym filmem. Dostałam film typowy dla amerykańskiego reżysera, który bardzo wyraźnie zaznacza swoją osobowość w bohaterach filmu. Generalnie wiedziałam na co się pisałam i to dostałam, ale fabularnie i scenariuszowo Allen zdecydowanie trochę odpuścił. Z obsady tak naprawdę podobała mi się tylko Parker Posey w roli nieskrępowanej więzami małżeńskimi Rity – jako jedyna z całej obsady sprawiała wrażenie dobrze wkomponowanej w rolę. Reszcie brakowało autentyczności, nawet bohater Phoenixa sprawiała wrażenie wydumanej. To nie jest film dla przypadkowego widza, bo prawdopodobnie skreśliłby reżysera po wsze czasy. Ci, którzy znają i lubią jakiś ułamek jego dorobku mogą zaryzykować seans. Jednak jeśli nawet ci sobie odpuszczą to nic nie stracą.

***

102451_s2

Po seansie byłam gotowa zakochać się w Parker Posey. 

***

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s