komiks · Uncategorized

[Comic Corner] Superman. Czerwony Syn.

Ten wpis traktuję jako mały eksperyment. Brakuje mi bowiem choćby przyzwoitej wiedzy w temacie literatury komiksowej, a temat jest niesamowicie rozległy i wielopoziomowy. Jak tu się odnaleźć w mitologii, która przeżyła niejeden restart otwierający furtkę do innej historii. Z początku mnie to irytowało, bo stałam na straży przekonania, że dzieło należy przede wszystkim do twórcy i dlatego sceptycznie patrzyłam na kontynuacje oraz ich współczesną odnogę – fanfiki (nie lubię ich do dzisiaj). Obecnie to się zmienia, ale podjęcie próby nadrobienia i usystematyzowania w głowie danego uniwersum napotyka lekkie przerażenie – ile tego jest! Ideałem byłoby zapoznanie się z tematem wedle chronologii, ale w przypadku komiksu zagranicznego jest to trochę utrudnione. Nie czuję się na siłach by przedrzeć się przez fabułę w języku angielskim. Nawet z obrazkami. Jednak któregoś dnia któryś z blogerów sypnął ciekawym stwierdzeniem. Skoro możemy oglądać bajki typu „Tom i Jerry” w losowej kolejności to jaki widzimy problem z komiksami? Wprawdzie to nie jest tak równorzędne, ale co szkodzi sięgnąć po serię w oderwaniu od innych? I tutaj nabrałam ochoty na powtórkę wielu tytułów z biblioteczki starszego brata. Starsi bracia są fajni.

Słowem wstępu powinnam bardziej opisać moje kontakty z komiksami z którymi mam styczność od dziecka. Tak moje dzieciństwo upłynęło pod sztandarem „Asterixa”, „Thorgala” oraz polskiej klasyki komiksu – „Kajko i Kokosz” czy „Tytus, Romek i Atomek”. To nie jedyne tytuły, ale mam do nich największy sentyment. Biblioteczkę zaopatrywał brat, który obecnie może się pochwalić pięknym regałem wypełnionym po brzegi wieloma tytułami. Zdecydowanie gustuje w DC Comics, bo Marvela jeszcze nic tam nie znalazłam. Jednak ten regał stałby pusty gdyby nie prężnie działające wydawnictwa – może egzemplarze nie należą do tanich, ale przynajmniej na takie wyglądają.

okladka-450

Ostatnio moją uwagę przyciągnął „Superman. Czerwony Syn” autorstwa Marka Millara, Dave’a Johnsona i Kiliana Plunketta. Dotąd nie miałam do czynienia z komiksem o Supermanie – moja wiedza ogranicza się do źródła filmowego oraz serialowego (tak, nałogowo oglądałam „Nowe przygody Supermana” i byłam zauroczona Deanem Cainem). Tym, co kusiło najbardziej to historia typu „co by było gdyby”. Komiks przedstawia jednego z najbardziej amerykańskich bohaterów w sytuacji gdy statek z Kryptonu wylądował w Rosji radzieckiej. Zamiast służyć Ameryce – przybywa na ratunek w każdym zakątku ZSRR. To wszystko wydane w ramach serii DC Deluxe wprowadzanej na nasz rynek przez Egmont. Cena detaliczna zwala z nóg, ale to jeden z najlepszych komiksów jakie czytałam. Jestem w trakcie czwartej powtórki. Nie wiem czy w tym roku oddam bratu „Czerwonego syna”.

SUPERMAN

Nie posunięto się za daleko w tej reinterpretacji postaci. To wciąż ten sam superbohater, ale w nieco innych okolicznościach przyrody. Przez moment żałowałam, że nie pogmerali trochę w nazwach. Powstało małe kuriozum, gdzie w ZSRR będącej w zimnej wojnie z USA, bohater i zbawca „szczęśliwszego narodu” nazywa się bardzo amerykańsko. Symbol Supermana, który oryginalnie jest znakiem jego kryptońskiego rodu, ustąpił miejsca sierpowi i młotowi. To całkiem ładnie pokazuje różnice między ustrojami – w jednym mamy skoncentrowanie na jednostkę, w drugim na całą społeczność. Superman przestał być jednostką indywidualną, a został tarczą całego narodu. Potem doszłam do wniosku, że retelling musi pozostać czytelny, a do tego postacie są tak mocno zakorzenione w popkulturze, że widząc nawet „супергероя” to i tak mózg będzie pamiętał „supermena”.

Najciekawszym elementem umieszczenia bohatera w innym państwie oraz ustroju jest jego podejście do ratowania ludzkości. W amerykańskim stepie ukrywa się pod postacią dziennikarza o nieco fajtłapowatej osobowości. Kiedy zachodzi potrzeba, rozrywa guzki na swojej klacie odsłaniając kostium superbohatera (Benjamin Button byłby miliarderem). Pozostaje anonimowy, a ludzie zaczynają go uwielbiać z powodu jego czynów – ratuje ludzi dokonując przy tym niesamowitych rzeczy. Latanie, ogromna siła i ten rentgen w oczach. Jednak jego działania można porównać do plastra – pojawia się kiedy jest problem.

Inaczej wygląda sprawa Czerwonego Syna – tutja te same intencje i ideały spotkały się ze sprawowaniem władzy, a ta wiąże się ze sterowaniem ludzi i urzeczywistniania dobra wedle własnego uznania. Wizja świata utopijnego, która została pokazana na łamach komiksu obudziła pewne moje wspomnienia. Będąc w liceum bardzo przejmowałam się tym co mnie otacza włączając w to politykę. Teraz już mniej, bo świadomość braku wpływu na pewne rzeczy zdystansowała mnie od pewnych spraw. Chwilami się zastanawiam czy nie za bardzo. Otóż w mojej głowie rodziły się rozwiązania, które niewiele się różniły od porządku wprowadzonego przez Supermena. Aż zaśmiałam się czule nad swoją młodszą wersją, która chcąc stworzyć harmonijne i bezpieczne miejsce – ulepiła kolejnego totalitarnego potwora.

skan1-640

LEX LUTHOR

Ta postać była dla mnie największą niespodzianką, którą usprawiedliwia mój dotychczasowy kontakt z Supermanem. Przed wejściem na ekrany fatalnego „Człowieka ze stali” Zacka Snydera, zrobiłam sobie powtórkę po latach z
„Supermana” z 1978 roku. Film ma swoją moc, wiele uroku i utrwalił wizerunek alter ego Clarka Kenta na bardzo długo. Jednak to co było w tym filmie przestarzałe to główny przeciwnik – Lex Luthor w osobie Gene Hackmana. Teraz pewnie rozumiecie moje zdumienie, kiedy poznałam Luthora jako genialnego naukowca o nadzwyczajnej inteligencji.

Generalnie nie wytrzymałabym z nim w jednym pokoju – arogancja i pycha są cechami, których nie jestem w stanie tolerować. Jednak bez nich nie byłoby takiego postępu naukowego, nie wspominając o przekraczaniu barier i tabu. Jednym z głównych wątku „Czerwonego Syna” jest rywalizacja Luthora z Supermanem. Amerykański naukowiec przyjął za punkt honoru pokonanie przybysza z matplanety obcej planety, z czasem przeradza się to w obsesję.

BATMAN

Tak, na ziemiach mateczki Rosji urodził się przyszły Batman. Tutaj też trochę się gryzie pozostanie przy oryginalnej nazwie, a może to tylko mnie tak kłuje w oczy? Mały chłopiec traci rodziców, który działali w ruchu oporu. Tym samym rosyjski Bruce zobaczył wroga nie w kryminalistach, ale organach władzy. Dlatego zamiast nocami przerzedzać zastępy kryminalnego półświatka – staje się symbolem ruchu buntującego się przeciwko władzy. A władzą staje się Superman i to stanowi solidne podłoże pod konflikt bohaterów. Pewnie gdyby nie zbliżająca się premiera „Batman vs. Superman” byłabym znów zaskoczona. W końcu zostałam przyzwyczajona do walki dobra ze złem, a tutaj kanoniczne postacie stoją po przeciwnych stronach barykady. Kreska jest na tyle sugestywna, że moja sześcioletnia chrześnica widząc jeden kadr powiedziała smutno: „Ale jak to? Przecież Batman jest dobry”. Spokojnie, nie pokazałam jej całości. To jest komiks dla dorosłych, ale bardziej w warstwie tekstowej niż wizualnej – tam nie ma obrazów generujących traumy czy pytania na które nie chce się jeszcze odpowiadać.

skan2-640

KOBIETY

Kobiety w tym komiksie są bardzo przywiązane do mężczyzny. Najważniejszą z nich jest Wonder Woman, ulubiona superbohaterka doktor Temperance Brennan z serialu „Kości”. Naprawdę nic nie wiem o tej postaci, genezie oraz nadnaturalnych mocach. Kompletnie nic. To doskonale obrazuje jak bardzo polegano na mężczyznach, na ich sile przyciągania. Kobieta przecież jest dla mężczyzny, nie dla siebie. Mam nadzieję, że zapowiadana na przyszły rok „Wonder Woman” oraz wspomniane już „Batman vs. Superman” w pełni zaprezentują mi tę postać. Podczas lektury wątków Diany, czyli Wonder Woman często byłam zagubiona i zdezorientowana. Takie komiksy jak ten wypadałoby czytać mając jakieś odniesienie do oryginału. Brakowało mi tego w przypadku tej bohaterki i ciągle mam wrażenie, że mimo wszystko nie rozumiem tej postaci tak jak bym chciała. Owszem, jako sojuszniczka Supermana wspiera go na polu walki i tkwi z nieodwzajemnionymi uczuciami. Jej gorycz w związku z ceną jaką jej przyszło zapłacić aby uratować Supermana jest jak najbardziej czytelna. Jednak w komiksie Millara nie sposób jej poznać – potrzeba więc pomocy z zewnątrz. Nie mogło zabraknąć Lois Lane, wiernej żony Lexa Luthora, która trwa przy nim mimo wszystko. Podoba mi się, że pozostawiono fakt, że Lois i Superman byli sobie przeznaczeni. Scena ich spotkania jest bardzo wymowna i zarazem symboliczna.

Pojęcie dobra i zła jest bardzo rozmazane. Każdy bohater czyni to co czyni motywowany dobrem ogółu wedle własnej interpretacji. Lex Luthor broni Ameryki przed obcym zagrożeniem nawet jeśli jego pobudki są w gruncie rzeczy bardzo egoistyczne. Superman pragnie zapewnić obywatelom bezpieczeństwo i dobrobyt, ale jak wiemy – piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami. Batman walczy o prawo do wolności i swobody – jednak wciąż pozostaje terrorystą. Kto tu jest zły, a kto dobry? Każdy z nich jest każdym po trochu, a proporcje zmieniają się w zależności od przyjętej perspektywy.

Na łamach komiksu pojawiają się też takie postacie jak Brainiac czy Zielona Latarnia. Wielokrotnie puszczano oko do czytelników bardziej obeznanych z uniwersum – tutaj przydało się oglądanie filmów i seriali jakie powstały w ciągu ostatnich 10 lat. Jednak to, co czyni ten komiks szczególnym jest zakończenie. Doskonałe, przewrotne i otwierające drzwi do ciekawych interpretacji. Czego chcieć więcej? Tak oto „Superman. Czerwony Syn” dołączył do grona ulubionych. Naprawdę warto po niego sięgnąć.

skan3-640

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s