„Bodyguard zawodowiec” film o bardzo niskim ratingu.

Zaczynam podejrzewać, że filmy z Ryanem Reynoldsem nie są dla mnie. Oto mamy powtórkę z „Deadpoola„. Zwiastuny zapowiadały coś ciekawego, trochę odjechanego, ale chciało się to sprawdzić na własnej skórze. Miałam świadomość niezbyt pochlebnych opinii po premierze, ale brałam pod uwagę jedną możliwość – jest szansa na casus „Kac Vegas”, filmu, który nie miał prawa mnie bawić, a bawił jak głupi. Przez cały seans może uśmiechnęłam się kilka razy, ale przede wszystkim widziałam film, który usiłował spełnić własne obietnice.

Jeśli jest jakiś zabieg scenarzystów, który powinien dawno trafić do lamusa, to kwestia Białorusi. Otóż wzięto europejskie państwo i nafaszerowano je wymyśloną sytuacją polityczną na najwyższych szczeblach. Kompletnie zignorowano stan faktyczny, nie próbowano stworzyć sytuacji bardziej prawdopodobnej. Jednak śladowe ilości researchu są widoczne. Dukhovich, podobnie jak Juszczenko, został otruty. Takie brukowe scenopisarstwo to się uprawia przy zmyślonym państwie czy organizacji. A tak w sumie poczułam się obrażona i przez to też zdystansowałam się do filmu. Owszem, można mówić, że to komedia i nie należy brać tego na poważnie. Otóż nie – zawsze są jakieś granice, które trzeba umieć przekraczać. W „Avengers: Czas Ultrona” była Sokovia i nie było problemu. Jakże smutno mi się zrobiło, że Gary Oldman zagrał byłego dyktatora Białorusi, który jest w trakcie  procesu w Trybunale w Hadze.

the-hitmans-bodyguard-ryan-reynolds-samuel-l-jackson.jpg

Jedno muszę przyznać, że zwiastuny mnie oszukały odnośnie samej fabuły, co mi się bardzo podoba. Przy obecnej pladze trailerów zdradzających o wiele za dużo, jeszcze bardziej doceniam takie sytuacje. Spodziewałam się nieco innego kierunku, ale to co dostałam ma uzasadnienie i nie jest świeżyzną. Po prostu Ryan Reybolds ma za zadanie odholować Samuela L. Jacksona, ważnego świadka w sprawie Gary’ego Oldmana. Nie ma co tu się bawić w jakieś postacie, bo tak naprawdę wszyscy grają to co już widzieliśmy w ich wykonaniu. Przynajmniej te ich najbardziej charakterystyczne odsłony. Czasem się zastanawiam, czy powierzenie tego filmu osobom o niedużym dorobku, kiedy w obsadzie są same silne osobistości – ma jakąkolwiek rację bytu. Patrick Hughes wcześniej wyreżyserował dwa filmy fabularne w tym „Niezniszczalni 3”. Scenarzysta Tom O’Connor ma jeszcze skromniejszy dorobek, bowiem „Bodyguard zawodowiec” jest jego drugim filmem. Jak wiemy, Ryan Reynolds lubi panoszyć się na planie filmowym, szczególnie ostatnio. Nie wątpię, że i tutaj miał co nieco do powiedzenia.

„Bodyguard zawodowiec” miał spory potencjał stać się dobrym filmem. Były nawiązania do filmu z Whitney Houston i Kevinem Costnerem, a media krzyczały, że płatny zabójca będzie miał swojego ochroniarza. Czemu to miałoby nie wypalić? Ano dobre pomysły często się spalają w fazie realizacji. Nie zrozumcie mnie źle, tam jest wiele fajnych scen, akcja jest dynamiczna i zwalnia naprawdę rzadko. Problem w tym, że film jest taki sztuczny, brakuje jakiejś finezji i okazji, by polubić bohaterów. Zamiast cieszyć się choćby najbardziej komicznymi scenami, odczuwałam coraz większe znudzenie. Nawet nie umiałam sama przed sobą udawać, że jestem rozbawiona. Ja widziałam te sceny i wiedziałam, że to powinno zadziałać. Kocham absurd, świadome przeginanie. Czarny humor płynie w moich żyłach od dziecka, a tu odczuwałam zwykłą pustkę.

42BE4F7300000578-0-image-a-11_1501167821390

Jeśli są jakieś sceny, które przywracały mi wiarę w film to te z Salmą Hayek, ukochaną żoną Jacksona. Po scenie z podkładem muzycznym „Hello” Lionela Richiego, wiedziałam gdzie tkwił błąd. Te film powinien być o nich i ich niekończących się dramach. Scena z podkładem „I wanna know what love is” od Foreigner tylko to potwierdza. Warto zaznaczyć, że grająca ukochaną Reynoldsa Elodie Young (Elektra z „Daredevila”) jest nieznośnie bezpłciowa i nijaka. O rety!

Wierzę, że ten film może się podobać. Pełno w nim scen, które teoretycznie działają, ale odbijają się od niewidzialnej ściany. Zabrakło talentu, wyczucia i pewnie doświadczenia. Bardzo często jest tak, że jak film nie przekonuje od pierwszych minut, nie przekona do napisów końcowych. Ten nie był wyjątkiem. Nie miałam praktycznie żadnych oczekiwań, a i tak wyszłam z kina bardziej umęczona niż zadowolona. Następnym razem pomyślę dziesięć razy nim wybiorę się na film z Reynoldsem. Uwielbiam Kanadyjczyka, ale ostatnio jego filmy do mnie wybitnie nie trafiają, a powinny bez trudu.

03.jpg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s