Film dla dzieci, który wpadł w poważne „Tarapaty”.

O tym, że praktycznie nie powstają polskie filmy dla dzieci nie trzeba mówić. Zjawisko jest widoczne gołym okiem  – pojawia się bardzo rzadko i najczęściej widać po nim ograniczenia budżetowe. W ubiegłym roku mieliśmy udane „Za niebieskimi drzwiami” Mariusza Paleja to w tym roku dostaliśmy słabiutkie „Tarapaty” Marty Karwowskiej.

Pewnie nie wybrałabym się na film, gdyby nie pewne dziecko w rodzinie, które bardzo lubi chodzić do kina. Zwiastuny sugerowały film interesujący, ale też niepozbawiony zgrzytów. Poza tym polski film dla dzieci pojawia się na tyle rzadko, że nie szkodzi zaryzykować. „Tarapaty” to pełnometrażowy debiut reżyserski Marty Karwowskiej, która też „stworzyła” do niego scenariusz. Tak się składa, że mimo całkiem nieźle oddanego ducha przygody, film jest niesamowicie toporny. Dziecko może się na nim dobrze bawić,  a nawet kulić ze strachu w niektórych momentach. Dorosły się będzie zastanawiał co on tu robi.

z22340982Q,-Tarapaty-.jpg

Szkoda, że nie kazała jej spać w piwnicy…

Fabuła w skrócie prezentuje się następująco. Julka (Hanna Hryniewicka) uczy się w szkole z internatem i jest gnębiona przez koleżanki (bo czemu, kurna, nie). Po zakończeniu roku szkolnego melduje się u ciotki (Joanna Szczepkowska), która nie lubi dzieci, by zawiozła ją na samolot do Kanady. Okazuje się, że rodzice w ogóle zapomnieli kupić bilet i dziewczynka utknęła. Do tego nie słucha się zaleceń ciotki i dom zostaje obrabowany. Julce grozi eksmisja do internatu więc postanawia odzyskać skradzione rzeczy – tak poznaje Olka (Jakub Janota – Bzowski), wiecznie wpadającego w kłopoty oraz jego psa Pulpeta. Dodajmy, że cała zagadka jest osnuta wokół syrenki namalowanej przez Pablo Picasso. A na dodatek w okolicy grasuje gang złodziei. Co tu się może nie udać? Najwyraźniej jakieś 70% elementów składowych filmu.

Największą bolączką jest scenariusz, który powstał w głowie Marty Karwowskiej i generalnie tam powinien pozostać. Poza licencjatem z reżyserii, może pochwalić się magistrem socjologii, ale rozumienie zachowań dziecka w grupie nie jest tym samym co znajomość dziecka jako odbiorcę kultury. Julka jest możliwie najbardziej nieszczęśliwą dziewczynką w województwie. Rodzice mieszkają i pracują w Kanadzie, ale posyłają ją do szkoły z internatem w Polsce. Do tego w ogóle o niej zapomnieli, bo przecież nękanie przez rówieśników jest niewystarczające. Owszem, trzeba ją powstrzymać przed wylotem do innego kraju, ale brak w tym wszystkim polotu. Ulokowanie jej w domu ciotki, która jest niezadowolona z tego obrotu spraw i się z tym nie kryje jest rzeczywiście bardzo subtelne. W filmie nie brakuje nosicieli zbioru cech zszywanych grubymi nićmi. Najlepszym przykładem niech będą panie „Pulchna” (Maria Maj) i „Chuda” (Jadwiga Jankowska – Cieślak), które wypadły groteskowo i na dodatek zostały bardzo źle poprowadzone. Co to w ogóle miało być?

Tarapaty-fot.Kamila-Szuba

Dzieciaki dają się polubić jak tylko Julka wychodzi z trybu emo.

To będzie jeden z tych tekstów, gdzie autorka będzie utyskiwała nad brakiem utalentowanych aktorsko dzieci. Muszę zaznaczyć, że „Tarapaty” widziałam po „To” Andresa Muschietti i z tej perspektywy polskie dzieciaki oglądało się zdecydowanie trudniej. Odnoszę jednak wrażenie, że reżyserka nie potrafiła dobrze poprowadzić dzieciaków i przez to dostajemy bardzo nierówne kreacje, bo pewnych scen nie są w stanie udźwignąć.

Jak na film przygodowo – detektywistyczny praktycznie został  wyrugowany z humoru – nie jestem w stanie przypomnieć sobie konkretnej zabawnej sceny. To nie znaczy, że tego nie było, po prostu w zalewie smutku i strachu zwyczajnie się rozmył. Tym bardziej, że moja uwaga była bardziej skupiona na obserwacji co bardziej grubo szytymi elementami fabuły. Papierki po cukierkach ananasowych chyba staną się symbolem mało subtelnych tropów podobnie jak wycinki starych gazet przybliżające do rozwiązania zagadki. Ona sama w sobie nie jest zła, a nawet ciekawa – jednak niezgrabnie poprowadzona, prawie obrażająca dzieci.

Tak sobie patrzę na stronę PISF, które przeznaczyło do dotacji 2300000 zł i określiło projekt jako bardzo dobry. Szkoda, że w tym przypadku tak bardzo się pomylił.  W „Tarapatach” bronią się w zasadzie zdjęcia oraz muzyka, ale to fabuła jest najważniejsza. Z jednej strony należy spojrzeć łagodniej na Karwowską jako debiutantkę i pamiętać, że praca z dziećmi nie należy do łatwych. Jednak patrząc na przypadek Piotra Domalewskiego, który zrobił furorę na FPFF w Gdyni jednak jestem trochę zła. „Tarapaty” to marnotrawstwo publicznych pieniędzy, kiedy filmów dla dzieci powstaje mało, a tych dobrych jeszcze mniej.

1814ec47a695512dae30d2741860e08b

Żal było patrzeć.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s