Komu potrzebna „Opiekunka”?

Jakoś tak się złożyło, że listopad niezbyt sprzyja mi oglądaniu filmów. Owszem, nadganiam seriale i o dziwo naszło mnie nagle na książki. Jednak co wybiorę film do wieczornego oglądania, bardzo szybko z niego rezygnuję. To jest dziwne, bo mam tyle do nadrobienia, a mam wrażenie, że nie ma nic ciekawego do oglądania. Dlatego poza wypadami do kina oraz powtórką „Star Wars: The Force Awakens” na TVNie  – nie tknęłam innych filmów przez 2/3 miesiąca. Wczoraj pojawił się nagły impuls by zapodać „The Babysitter” („Opiekunka”), tegoroczną produkcję od Netflixa i zaskoczyło. Jak dobrze było obejrzeć film w czterech ścianach i na dodatek pośmiać się na głos.

Przyznaję, że pomyliłam film z inną produkcją, która miała dość podobny zarys fabuły – przynajmniej na wstępie. Mowa o „Better watch out” rodem z Australii od Chrisa Peckovera. Spodziewałam się nieco innego rozwoju wypadków, co też przyczyniło się do dość rzadkiego zjawiska w filmach – solidnego zaskoczenia. W obu filmach bohaterami są dwunastolatkowie, którzy są pilnowani przez blondwłose opiekunki. O ile w przypadku australijskiej produkcji z 2016 roku spodziewasz się starcia z włamywaczami, tak przy filmie Netflixa najlepiej wiedzieć jak najmniej. Nie oglądajcie zwiastunów tylko pozwólcie by film Was zaskoczył – wtedy zabawa gwarantowana. Tak jak zawsze trzeba wziąć poprawkę na istotny czynnik – poczucie humoru. „Opiekunka” bazuje na absurdzie wyjętym ze schematów znanych z horrorów. Jedno jest pewne – poziom dowcipu nie schodzi poniżej poziomu wywołującego cringe’owe wrażenia, ale najczęściej fruwa powyżej przeciętnej wyciągając komizm z sytuacji w bardzo lekki i naturalny sposób.

5b7b775c3183e86cc003a3472460322c.jpg

Best babysitter ever

Jak tu pisać o filmie nie zdradzając kluczowych elementów fabuły? W tym przypadku jest to dość karkołomne. Na fanpage’u określiłam film jako mieszankę „Kevina samego w domu” z „Gościem” Adama Wingarda. Całość została podlana gęstym sosem absurdu. To powinno dać pewne wyobrażenie na temat stylistyki oraz specyfiki filmu – niezbyt oryginalnego, ale jednak się wyróżniającego. Już od początku dostajemy sygnały, że to co widzimy trzeba wziąć w nawias, bardzo gruby nawias. Czy to poprzez galerię archetypów postaci wykorzystywanych w horrorach czy oprawą wizualną. Każdy znany schemat jest w jakiś sposób przełamywany i dzięki temu podtrzymuje uwagę. W jednej scenie mięśniak dusi bohatera, by po chwili motywować go, by nie dał sobą pomiatać. Takie sceny są piękne i zostają w pamięci na długo – właśnie dzięki zaskakującemu potraktowaniu ogranych scen i schematów. Tutaj należą się pochwały dla Briana Duffielda za scenariusz. Scenarzysta ma na swoim koncie mocno krytykowaną „Zbuntowaną” oraz zapomnianą „Niepokonaną Jane”. Warto zaznaczyć, że te dwa tytuły były tworem kolektywnym, a „Opiekunka” jest pierwszym samodzielnym scenariuszem Duffielda. Solidnym scenariuszem, to trzeba podkreślić.  Akcja pędzi na złamanie karku, zawsze coś się dzieje i nie ma patologicznego wydłużania scen dla budowania napięcia, ale granie w otwarte karty. Przy tym nawtykano dużo niezłych dialogów, które z pewnością nawiązują do klasyków gatunku. Nawet jeśli się ich nie rozpoznaje to z pewnością można to wyczuć.

the-babysitter-2017-1.jpg

Best girl next door ever

Swoje robi obsada – niezbyt opatrzona, ale też nie wzięta znikąd. Mamy Bellę Thorne, Robbiego Amella, Hanę Mae Lee (Lilly z serii „Pitch Perfect”, naprawdę dziwnie było słyszeć jej głos) i Leslie Bibb z tych bardziej rozpoznawanych. Film należy jednak do dwóch osób – Samary Weaving (bratanicy Hugo Weavinga), tytułowej opiekunki oraz Judaha Lewisa grającego dzieciaka, którego dziewczyna pilnuje. Samara jest niezwykle wyrazista, ale pozostaje przy tym naturalna. Trzeba sprawdzić jej inne role, bo w tej była urzekająca. Z kolei Judah Lewis dostał świetną rolę i fantastycznie ją zagrał – jak to jest, że za Oceanem mają tyle dobrych aktorów dziecięcych? A może to też zasługa dobrego prowadzenia przez reżysera? McG nie jest znany z kręcenia horrorów, ale raczej z kina sensacyjnego i komedii. Ostatnio zaszył się przy produkcjach serialowych (Shadowhunters, Zabójcza broń), ale skorzystał z okazji jakie daje Netflix, masowo inwestujący w produkcje filmowe i serialowe.

„Opiekunkę” stawiam obok innego lubianego przeze mnie filmu, „Wybryk natury” Robbiego Pickeringa z 2015 roku. Pierwszy bierze na warsztat slashery, a drugi horror fantastyczny (wampiry, wilkołaki, zombie i kosmici) oferując kawał porządnej rozrywki. Oba są kolorowe, pocieszne i absurdalne. No i oczywiście bardzo krwawe i brutalne, bo jak inaczej?

b190e74829283f27b8d2e59fef27f64f6722bf7e.jpg

Best misdirection ever 😉

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Komu potrzebna „Opiekunka”?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s