„Więcej niż myślisz”, mniej niż oczekiwałam.

To był naprawdę obiecujący film. Z przyjemnością obserwuję trend, który prawdopodobnie został zapoczątkowany przez przebojowych „Crazy rich Asians” z 2018 roku. Otóż od tamtej premiery zauważam więcej produkcji z bohaterami pochodzenia azjatyckiego na pierwszym planie. Wprawdzie bryluje tu Netflix, ale jego zasięgi tylko służą trendowi. Wiecie, jak za dziecięcia oglądałam „Ulicę sezamkową” to poza nieogarnianiem czemu jabłko zaczynało się na literkę „a”, bardzo chciałam móc bawić się na podwórku z kolegami i koleżankami o innym kolorze skóry niż moja. Jeżeli powstaje film z niebiałą bohaterką na pierwszym planie, jestem go bardzo ciekawa. Dlatego szkoda, kiedy ciekawie zapowiadający się film, na dodatek poruszający kwestię LGBT, jest zwyczajnie rozczarowujący.

W fikcyjnym małym miasteczku Squahamish żyje sobie Ellie Chu (Leah Lewis), jedyna Azjatka w szkole. Nie ma lekko z wielu powodów: matka nie żyje, ojciec zobojętniał i wiecznie brakuje pieniędzy. Ellie jest bardzo bystra i dorabia sobie pisaniem esejów innym uczniom. Pewnego dnia dostaje od Paula Munsky’ego (Daniel Diemer) zlecenie napisania listu miłosnego do Aster Flores (Alexxis Lemire). Tak z grubsza prezentuje się kolejna odsłona Cyrano de Bergerac w oparach LGBT, bo Ellie podkochuje się w Aster.

6edd958eb00811ad57c1e5b7ac46afd517-the-half-of-it.rhorizontal.w700

Między tą dwójka wkrada się bardzo ujmująca relacja, bo ona kibicuje mu w wysiłkach, a on staje w jej obronie i pokazuje, że nie musi być w tym wszystkim sama.

The half of it”, czyli na nasze „Więcej niż myślisz” to drugi film w dorobku Alice Wu, która nie tylko wyreżyserowała film, ale też wyprodukowała i napisała scenariusz. Z tym, że jej poprzedni film, „Saving faces” miał premierę w 2004 roku. Z jednej strony ma się czas na dopracowanie scenariusza i innych elementów, ale z drugiej zbyt długa przerwa może okazać się pułapką. Chociaż jakby się spokojnie zastanowić, to widać trochę podobieństw do „Wszystkich chłopców, których kochałam” („To all the boys I’ve loved before”), jakby Alice Wu chciała stworzyć odpowiednik historii dla mniejszości seksualnych. Mamy Azjatkę, która straciła matkę. Zamiast Petera Kavinsky’ego jest Paul Munsky (aluzja do przymiotnika „męski”?). Zaś kluczowym elementem fabuły są listy. Aby nadać głębi, bohaterka dźwiga na barkach przetrwanie rodziny i nawet przejmuje obowiązki ojca, imigranta pracującego jako dróżnik kolejowy. Jeśli jakieś poważne nazwisko przewija się wyjątkowo często to jest nim Jean – Paul Sartre, bardzo często cytowany w kontekście definiowania miłości. Tak się składa, że cała trójka szuka odpowiedzi na pytanie czym jest dla nich miłość i jak się ona objawia.

Motyw znany z Cyrano de Bergerac był tym, którego się najbardziej obawiałam. Wystarczy wspomnieć jak fatalnie go wykorzystano w „Sierra Burges jest przegrywem” również od Netflixa. Tam uznano za niezwykle romantyczne coś, co w rzeczywistości jest godne potępienia. W „Więcej niż myślisz” Ellie nie tylko pisze listy w imieniu Paula, ale też przygotowuje chłopaka na spotkanie z Aster, które przecież musi nastąpić. Relacja między Ellie i Paulem rozwija się w sympatyczną zażyłość. Właściwie od samego początku widać, gdzie to zmierza i jak to się zasadniczo musi skończyć. To trochę utrudnia zaangażowanie w historię, zwłaszcza, że reżyserka popełniła przynajmniej dwa kretyństwa.

The Half Of It - Leah Lewis, Alexxis Lemire - Photo Credit: Netflix / KC Bailey

W sumie z tą sceną też mam problem, ale założyłam, że Aster tak ma i jako figura wypełniająca pewne cechy i zachowania nie pójdzie do baru na szejka tylko od razu leci w mistyczne podróże duchowe.

Bohaterowie jak najbardziej dają się lubić i zarówno Leah Lewis jak i Daniel Diemer są bardzo dobrze obsadzeni, a Diemer zdaje się być jeszcze bardziej poczciwą odsłoną Noah Centineo. Choć wierzę, że gdyby zagrał psychopatę to byłby wręcz kapitalny. Między tą dwójką widać fajną chemię i to ona w dużej mierze poprawia odbiór filmu, który niestety często schodzi na manowce. Z jednej strony chce być tym bardziej realistycznym portretem jakiegoś wycinka rzeczywistości, a z drugiej wstawia sceny, które są mało prawdopodobne i są raczej fantazją lub ewidentnym brakiem pomysłu na rozwiązanie wątku czy problemu. Tu już wjeżdżają dwie sceny, z którymi mam problem i przez które wyłączyłam się emocjonalnie z seansu: UWAGA SPOILERY

  1. Konkurs talentów – Ellie gra w orkiestrze gdzieś na boku i wszyscy członkowie mają odgórny nakaz wystąpienia w szkolnym konkursie talentów. Trzeba jakoś popchnąć nieśmiałą, wycofaną i wyśmiewaną bohaterkę aby wystąpiła publicznie przed całą szkołą. Oczywiście kłód pod nogi nigdy dość i zawsze znajdą się szkolni kawalarze, którzy zechcą sabotować występ dla beki. Kiedy sytuacja jest beznadziejna, pojawia się Paul i rzuca dziewczynie koło ratunkowe. Ellie śpiewa własną piosenkę, która na dobrą sprawę nie jest zbyt ciekawa i nagle szkoła jest zachwycona, a status Chu znacząco się poprawia. Nie mówię, że to nie jest możliwe, ale bardzo mało prawdopodobne i bardziej tu widzę życzeniowe scenopisarstwo.

  2. Ostatnia scena w kościele – jeśli jakiś scen się współcześnie nie pisze i nie powinno to właśnie takich. To było tak złe, zbędne i rozczarowujące, że zrobiło mi się wręcz przykro. Kiedy po mszy Aster przyjmuje oświadczyny szkolnego przystojnego młota (bardzo stereotypowo napisana postać), Ellie wyrywa się spontaniczne „nie” i dostajemy wysyp wyznań w sosie filozoficznym z ust dzieciaków. Bo tym bohaterowie są, dzieciakami u progu dorosłości.

200430122529-the-half-of-it-exlarge-169

Potrawa na zdjęciu nie jest przypadkowa. Film pokazuje jak ważne jest wsparcie bliskich, jak słowa zachęty uskrzydlają i motywują do działania.

To mógł być naprawdę dobry film, bo widać wiele dobrych pomysłów i przywiązanie do detali. Jednak w scenariusz wkrada się trochę nieporadności oraz przekonanie, że znaczek jakości LGBT przykryje co większe niedostatki. Zaskakujące jak obiekt uczuć Ellie i Paula wypada dość nijako mimo tych intelektualnych wyżyn po których się przechadza. Aster jest uosobieniem małomiasteczkowej wrażliwej piękności, która nie umie sprzeciwić się oczekiwaniom innych, więc potulnie się na nie godzi. Przy okazji egzystencjalnie cierpi po cichutku. Jej pasywność byłaby zrozumiała, ale ma się wrażenie, że staje się kuriozalna. Wątek konfliktu wiary, kiedy bliska osoba jest homoseksualistą i tym samym skazuje siebie na piekło i potępienie nie miał szansy właściwie wybrzmieć. W końcu wyjście z szafy to nie tylko obawa przed reakcją rodziny i bliskich, ale też dylemat wiary na różnych poziomach. Wyobrażam sobie scenę, gdzie zamiast monologu w tej nieszczęsnej scenie w kościele, Paul mówi to Ellie bez świadków. To miałoby szansę zadziałać i przede wszystkim odpowiednio wybrzmieć bez tego całego krindżu.

Mimo wszystko cieszę się, że obejrzałam „Więcej niż myślisz” choćby przez wzgląd na parę głównych bohaterów i ich relację. Często podnoszą mnie na duchu historie, gdzie niepasujący do siebie ludzie z czasem coraz lepiej się poznają i zaczynają dbać o druga osobę choćby poprzez niewielkie gesty. To Ellie i Paul są filarem filmu, element LGBT przy tym wydaje się być ważny, ale w ogólnym rozrachunku drugoplanowy. Czy czuję się zachęcona do śledzenia dokonań Alice Wu? Zdecydowanie nie, ale co do Leah Lewis i Daniela Diemera to myślę, że ich nazwiska mogą zachęcić mnie do obejrzenia produkcji z ich udziałem.

full_Tribeca_Half_of_It_1_1080p

Jeśli jakieś sceny mają być dla mnie wizytówką, znakiem charakterystycznym filmu to właśnie te, gdzie Ellie jeździ na rowerze, a Paul obok niej biega. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s