Psycho/Psychoza (1960), reż. Alfred Hitchock

Tytuł polski: Psychoza
Tytuł oryginalny: Psycho
Na podstawie: „Psychoza”, Robert Bloch
Reżyseria: Alfred Hitchcock
Scenariusz: Joseph Stefano
Zdjęcia: John L. Russell
Muzyka: Bernard Herrmann
Obsada: Janet Leigh, Anthony Perkins, Vera Miles, John Gavin, Martin Balsam, Mort Mills
Czas trwania: 109 minut
Rok produkcji: 1960
Dystrybutor: TiM Film Studio
Ocena: 4.5/6

Psycho (1960) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);

„Psychoza” to dzieło dzisiaj kultowe, znak rozpoznawczy mistrza suspensu którym obwołano Alfreda Hitchcocka. Wybierając na seans film uznany za arcydzieło i okupujące szczyty różnych zestawień istnieje ryzyko, że podświadomie zafałszujemy własną opinię. Przez moment tak miałam z tym filmem, ale przyszło otrzeźwienie i przyznanie się przed samą sobą, że „Psychoza” jednak tak absolutnie nie zachwyciła. Sztandarowe dzieło Hitchocka to film warty uwagi nie tylko ze względu na kultowy status, ale faktu, że to dobry film z niesamowitym klimatem.

Marion Crane (Janet Leigh) pracuje w biurze w Phoenix i utrzymuje związek na odległość z Samem Loomisem (John Gavin). Kiedy nadarza się okazja, kradnie szefowi 40.000 $ i ucieka z miasta by rozpocząć nowe życie z ukochanym. Po drodze zatrzymuje się w niewielkim motelu prowadzonym przez sympatycznego Normana Batesa (Anthony Perkins), który ma problem z zaborczą matką. Tego samego wieczoru Marion ginie zadźgana pod prysznicem. Po tygodniu w motelu pojawiają się osoby poszukujące Marion: jej siostra Lila (Vera Miles) i detektyw Milton Arbogast (Martin Balsam). Motel Batesa wzbudza w nich podejrzenie, a widzowie wiedzą, że nie bezpodstawnie.

Janet Leigh


Scenariusz Josepha Stefano oparto o powieść Roberta Blocha o tym samym tytule. Hitchock anonimowo wykupił prawa do ekranizacji za 9 tysięcy dolarów, ale nie ograniczył się tylko do kwestii prawnych. Wykupił tyle egzemplarzy powieści ile był w stanie, by ukryć zakończenie. W latach 50. to mogło zadziałać, w dzisiejszych czasach, kiedy króluje internet i szybki przepływ informacji – byłaby to walka z wiatrakami. Modyfikacje względem oryginału musiały mieć miejsce. Kiedy powieściowy Norman jest niski, gruby, starszy i odpychający (czyżby opis zbytnio pasował do reżysera, który miał ciekawą opinię szczególnie wśród aktorek), Hitchock uczynił go młodym, przystojnym i sympatycznym. Odejście od stereotypowego i konwencjonalnego wizerunku czarnego bohatera był doskonałym zabiegiem. Z jednej strony jest trochę niepokojący, a widz zastanawia się czy to na pewno on jest źródłem tego odczucia. Względem bohaterki prysznicowego zejścia też poczyniono drobną korektę. Pierwotnie nazywała się Mary Crane, ale kiedy odnotowano dwie kobiety o tym samym imieniu i nazwisku żyjące w Phoenix, zmieniono je na Marion. Z dzisiejszej perspektywy to jest co najmniej dziwne, ale może wtedy to była konieczna tarcza? W końcu do reżysera napisał mocno zdenerwowany ojciec pewnej dziewczyny, która po obejrzeniu „Widma” bała się brać kąpiel, a po „Psychozie” nie było mowy o prysznicu. Wprawdzie Hitchock mu odpisał by posłał ją do pralni chemicznej, ale to daje pewien pogląd na mentalność tamtych czasów.

Anthony Perkins


Scena prysznicowa, która trwa niecałą minutę i na jej kręcenie poświęcono 7 dni zdjęciowych jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych na świecie. Hitchock znany jest z surowych, czasem drastycznych metod motywowania aktorek. Tym razem to ekipa filmowa wzięła sprawy w swoje ręce puszczając lodowatą wodę, aby wywołać u Janet Leigh większy szok. Reżyser zdecydował się na film czarno – biały, ponieważ uważał, że kolorowy byłby za bardzo krwawy. W tej scenie nie widać wbijania noża w ciało, ani ran na ciele – dosłowna drastyczność pozostaje w wyobraźni widza. „Psychoza” przekraczała niejedno filmowe tabu, które ograniczało sztukę filmową dzięki kodeksowi Hayesa. To pierwszy amerykański film, który pokazuje kobietę w samej bieliźnie (zwróćcie uwagę jak kolor bielizny odpowiada sytuacji bohaterki). Sama scena prysznicowa przeszła małą batalię z cenzurą. Wymagano usunięcia fragmentów z nagą Leigh pod prysznicem, ale Hitchock nie zamierzał ukrywać faktu, że ludzie kąpią się bez ubrania i… odesłał taśmę w formie niezmienionej. Cenzura ją zatwierdziła wychodząc z założenia, że reżyser dokonał wymaganych zmian.

Z perspektywy współczesnego widza „Psychoza” tak nie szokuje jak to miało miejsce w czasie premiery. Z jednej strony oczekuje się filmu, który będzie trzymał w napięciu i wyraźnie udowodni swoją renomę. Z drugiej zaś odbiór sztuki jest subiektywny z małymi próbami obiektywizmu. Nie przymierzałam tej samej miarki co do filmu współczesnego, to byłoby nie tylko głupie, ale i pozbawione sensu. Historia z początku nieco dezorientuje. Młoda kobieta z nieokreślonych pobudek kradnie pieniądze i rusza w drogę. Zwraca na siebie uwagę policjanta, którego zachowanie podpowiada, że przekroczenie uprawnień nie jest dla niego problemem. Same sceny, kiedy stoi oparty o radiowóz wzbudzają sporą dozę niepokoju. Jednak „Psychoza” to wyczekiwanie tej jednej kultowej sceny i ciekawość co będzie po niej. Hitchcock rewelacyjnie buduje napięcie i nastrój grozy szczególnie w pierwszej części filmu i drążąc wątek matki Normana. Rozczarowanie przychodzi wraz z wątkiem śledztwa, który wydaje się toporny w opozycji do zagadki, która otacza film niepokojem i grozą. Gwoździem do trumny jest tyrada psychiatry tuż przed wyrazistą ostatnią sceną. Możliwe, że wtedy ludzie potrzebowali więcej wyjaśnień. Nie ulega wątpliwości, że Hithcock nie bez powodu jest określany mianem mistrza suspensu – do samego końca pozwoliłam się prowadzić i dać zaskoczyć.

Vera Miles i John Gavin


Anthony Perkins jeszcze trzykrotnie wcielał się w rolę Normana Batesa, a Gus van Sant pokusił się o remake. W tym roku powstał serial „Bates Motel”, który skupia się na historii młodego Normana. „Psychoza” na stale weszła w język popkultury głównie dzięki scenie prysznicowej – wyrazistej i bardzo odważnej biorąc pod uwagę swoje czasy. Skupienie się na tej flagowej scenie ma swój duży pozytyw. Dzieje się ona praktycznie na początku filmu i przykrywa informacje, które mogłyby zdradzić zakończenie lub przynajmniej na nie naprowadzić. Dlaczego obejrzałam dopiero teraz? Moja lista filmów uznanych za kultowe, a których jeszcze nie widziałam jest bardzo długa. Z jednej strony czuję się w obowiązku ich poznania, a częściej naprawdę chcę je zobaczyć. Z drugiej strony istnieje obawa, że łatka arcydzieła zafałszuje mój odbiór lub spotka mnie zwyczajny zawód. „Psychoza” to film, który warto, a nawet trzeba zobaczyć. Nie unikniemy rozczarowania, ale każdy seans to cegiełka, która kształtuje nasz gust i upodobania.

Mort Mills
 

To catch a thief/Złodziej w hotelu (1955), reż. Alfred Hitchcock

Tytuł polski: Złodziej w hotelu
Tytuł oryginalny: To catch a thief
Na podstawie: „To catch a thief”, David F. Dodge
Reżyseria: Alfred Hitchcock
Scenariusz: John Michael Hayes
Zdjęcia: Robert Burks
Muzyka: Lyn Murray
Rok produkcji: 1955
Dystrubutor: Imperial CinePix
Ocena: 3/6

To Catch a Thief (1955) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);

Cary Grant wystąpił w czterech filmach Alfreda Hitchcocka. Między „Osławioną”, „Podejrzeniem” i „Północ, północny zachód”, niepotrzebnie wcisnął się „Złodziej w hotelu”. Adaptacja powieści Davida Dodge’a eksponująca piękne widoki Francuskiej Riwiery, skupia wokół profesji dzisiaj już zapomnianej. Dzisiaj praktycznie nie kręci się filmów o złodziejach klejnotów. Obecne zabezpieczenia każą samotnemu wilkowi pójść w kąt i zapłakać lub zebrać watahę specjalistów i tym samym zdusić finezję, romantyzm i charyzmę. Pozostają filmy sprzed kilkudziesięciu lat, ale nie wszystkie przetrwały próbę czasu.


Na właścicieli francuskich hoteli w nadmorskich kurortach pada blady strach. Kosztowności ich gości znikają, a policja nie jest w stanie ich odzyskać. Podobieństwo do włamań sprzed lat jest tak uderzające, że odwiedziny Johna Robiego (Cary Grant), znanego jako Kot, są nieuniknione. Problem w tym, że Kot już od dawna nie poluje na myszy i wiedzie spokojny żywot w nielichej willi, kontemplując okoliczne widoki. Robie wie, że jeśli chce oczyścić się z zarzutów, musi wziąć sprawy w swoje ręce. Problem w tym, że nie wierzy mu nie tylko policja, ale też starzy kumple. Nawiązuje kontakt z agentem ubezpieczeniowym, który po chwilach wahania dostarcza bohaterowi istotnych informacji. Po drodze natknie się na młodziutką i zadziorną Danielle (Brigitte Auber) oraz piękną i tajemniczą Frances (Grace Kelly). Nie tak wyobrażał sobie przestępczą emeryturę, a ja nie spodziewałam się tak nudnego filmu.

Grant i Kelly

„Złodziej w hotelu” ma niezbyt wciągającą intrygę, ale pogrąża go wpadka obsadowa. Niestety, ale chemia między Grantem a Kelly jest zerowa. Ten fakt razi, kiedy obserwujemy lekkość i naturalność w scenach aktora z Auber. Niby zwyczajne, a jednak emanowały niezwykłością. Gdyby tak aktorki zamieniły się rolami, film miałby zdecydowanie lepszą dynamikę, a wątek romansowy nabrałby lekkości lub przynajmniej nie byłby kulą u nogi. Grace Kelly nie jest złą aktorką, ale trudno było oprzeć się wrażeniu, że w grę wkładała bardzo dużo wysiłku. Przez to Grant był prawie osamotniony, dźwigając ciężar filmu na swoich plecach. Postać Johna Robiego jest wyrazista, atrakcyjna poprzez nie tylko fizjonomię aktora, ale solidnej dawki charyzmy. Grant potrafi być męski nawet w komicznych sytuacjach, a wewnętrzny spokój udziela się samemu widzowi. John Robie jest jakiś, Frances Stevens nijaka, a przecież aktorka tak dobrze sprawdziła się w „Oknie na podwórze”.

Auber i Grant


Jak wspomniałam, intryga nie jest zbytnio interesująca i tutaj warto wspomnieć o scenariuszu. Otóż zmorą narracji są dłużyzny w tym za długie pościgi jakby reżyser miał umowę reklamową z Francją. Warto wspomnieć, że „Złodziej w hotelu” jest komedią, a tu nie może być miejsca na znużenie. Nie brakuje dobrych, wyrazistych momentów, ale spoglądając na całokształt tracą na znaczeniu. Zakończenie daje się dość wcześnie przewidzieć, więc odpada syndrom fana „Gry o tron”. Wątek romansowy ustępuje wersji alternatywnej, która ożywia się w wyobraźni widza jako odtrutka dla mizerii i nieobecności Grace Kelly.

„Złodziej w hotelu” zawiódł moje standardowe oczekiwania, ale nie jest filmem złym tylko przeciętnym. Europejskie widoki, ówczesny high-life i temat wydają się być bardziej odpoczynkiem niż kolejnym poważnym projektem w stylu tych, które wywindowały nazwisko reżysera na szczyty. Można zaryzykować, że to nie jest film Hitchcocka. Gdzie to słynne napięcie, suspens i psychologia? Brytyjczyk mógł kręcić to co chciał, jak chciał i z kim chciał. Dlatego powstał „Złodziej w hotelu”, bo każdy potrzebuje trochę wakacji.

Gwyneth Kelly i Robert Grant

Notorious/Osławiona (1946), reż. Alfred Hitchock

Tytuł polski: Osławiona
Tytuł oryginalny: Notorious
Na podstawie: „The song of the dragon” (opowiadanie), John Taintor Foote – inspiracja
Reżyseria: Alfred Hitchcock
Scenariusz: Ben Hecht
Zdjęcia: Ted Tetzlaff
Muzyka: Roy Webb
Rok produkcji: 1946

Ocena: 4.5/6
Notorious (1946) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);


Obejrzałam trochę filmów mistrza suspensu, nigdy jednak nie miałam potrzeby oglądania jego filmów, tylko jego aktorów. To nie jest tak, że nie doceniam brytyjskiego reżysera, ale ciekawe lub ładne nazwisko w obsadzie zdecydowanie pomaga podjąć decyzję. „Osławiona” została zainspirowana krótkim opowiadaniem, ale Hitchcock musiał nadać historii swój rys, znak rozpoznawczy. Obsadzenie Ingrid Bergman i Cary’ego Granta zaowocowało jednym z najlepszych duetów jaki widziałam. „Osławiona” to melodramat, który niepostrzeżenie wypływa na wierzch i widz zapomina, że gdzieś tam się dzieje historia szpiegowska.


Opowieść Foote’a skupiała się wokół współpracy producenta teatralnego z FBI, którzy angażują aktorkę by uwiodła szefa gangu i tym samym dostarczała informacji. U Hitchcocka mamy próbę odreagowania traumy jaką była II wojna światowa. Aktorkę zmieniono na córkę nazisty, a celem infiltracji jest nazistowskie ugrupowanie w Ameryce Południowej. Alicia Huberman (Ingrid Bergman) znajduje się pod obserwacją służb bezpieczeństwa nawet po skazaniu jej ojca za zdradę na wieloletnie więzienie. Staje się bardzo cenna, ponieważ jabłko padło bardzo daleko od jabłoni – tym samym trzeba ją zwerbować. A któż byłby lepszy niż agent T.R. Devlin o fizjonomii Cary’ego Granta? Dziewczyna zgadza się na współpracę jednocześnie flirtując ze swoim agentem prowadzącym. Romans wisi w napięciu, ale ojczyzna jest priorytetem.



Ale to film Hitchcocka. Musi być suspens, chwile trwogi i napięcia. Praca szpiega to przybieranie maski i ryzyko dekonspiracji. Esencja została zawarta w wątku z kluczem, który jest znakiem rozpoznawczym filmu jak morderstwo pod prysznicem w „Psychozie”. Mamy tu niemal wszystko – walka z czasem, napięcie, powagę równoważoną z kpiarstwem oraz zbliżające się cienie. Można mieć pretensje, że akcja nie była lepiej przygotowana, a niedoświadczenie Alicii zostało rzucone lwom na pożarcie. Jednak z każdą minutą owe pretensje zanikają pod płaszczem zrozumienia intencji reżysera. Tak miało się stać, by doprowadzić do finału, który nie wpisuje się w definicję hollywoodzkiego zakończenia, ale i tak zapada w pamięć.

Nie jestem pewna czy to Cary Grant grający mężczyznę tłumiącego uczucia, wykorzystującego maskę bezdusznego drania przyciąga do ekranu. Czy to zasługa wielobarwnej gry Ingrid Bergman? Kiedy pojawiają się razem na ekranie, reszta zdaje się być bez znaczenia. Ich gesty, ruchy, spojrzenia wypełniają cały ekran. To nie jest standardowa para, trudno ich sobie wyobrazić jako szczęśliwe małżeństwo z gromadką dzieci. Ona prowokuje słowem, on szuka bezpiecznej metody na odbijanie piłeczki. „Osławiona” jest tak wysmakowana i jednocześnie pełna pasji, że staje się dobrą odtrutką na współczesne rozluźnienie obyczajów. Nie chodzi tu o tęsknotę czy idealizowanie przeszłości, ale wolność od uczucia zażenowania.



„Osławiona” nie przywołuje na myśl osoby reżysera, no może poza wątkiem z kluczem. Duet Grant – Bergman przyćmiewa całość, co z jednej strony każe wzbudzać podziw, a z drugiej wyrażać odrobinę żalu dla wątku szpiegowskiego. Warto wspomnieć Claude’a Rainsa w roli Alexandra Sebastiana, będącego pod wpływem umiarkowanie apodyktycznej matki granej przez Leopoldine Konstantin. Siatka nazistowska, której rozpracowanie powinno być osią filmu, za bardzo się rozmywa. W chwili realizacji Hitchcock miał 46 lat i nie jest tajemnicą, że jego słabość do aktorek nie ominęła Ingrid. Może był w bardziej romantycznym nastroju, a może to od początku miał być rasowy melodramat? Nie umniejsza to faktowi, że „Osławiona” jest dobrym, zapadającym w pamięć filmem.


Vertigo/Zawrót głowy (1958), reż. Alfred Hitchcock

Tytuł polski: Zawrót głowy
Tytuł oryginalny: Vertigo
Na podstawie: „Vertigo”, Pierre Boileau i Thomas Narcejac
Reżyseria: Alfred Hitchcock
Scenariusz: Samuel A. Taylor, Alec Coppel
Zdjęcia: Robert Burks
Muzyka: Bernanrd Herrmann
Rok produkcji: 1958
Dystrybutor: Universal Pictures
Ocena: 6/6

Vertigo (1958) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);

Idąc tropem wspólnych filmów Alfreda Hitchcocka i Jamesa Stewarta, trafiłam na ich ostatni projekt „Vertigo” znany w Polsce jako „Zawrót głowy”. Miałam w zasadzie nikłą wiedzę o filmie i nie byłam gotowa na to, co nastąpiło. W moim osobistym rankingu przebija „Okno na podwórze” i jeszcze kilka zacnych dzieł. Chociaż niedoceniony w swoim czasie zarówno przez publiczność jak i krytykę, teraz uznawany za jeden z najlepszych filmów wszechczasów.

Film zaczyna się pościgiem policji za przestępcami. Akcja dzieje się na dachu, w pewnej chwili John „Scottie” Ferguson (James Stewart) przeskakuje z jednego dachu na drugi. Niestety okazał się być mało skoczny i ląduje uczepiony rynny. Spogląda w dół. Wysokość, która dotychczas nie robiła na nim wrażenia, stała się przerażająca. Obraz rozciąga się w nieskończoność. Policjant, który próbuje uratować Scottiego, spada w dół. Ferguson odchodzi ze służby i próbuje zwalczyć akrofobię stosując metodę małych kroków. Pewnego dnia stary znajomy, Gavin Elster (Tom Helmore) prosi go o przysługę. Chce, by śledził jego żonę Madeleine (Kim Novak). Nie, nie chodzi o zdradę. Kobietę opanował duch, który chce by popełniła samobójstwo. Scottie ma przede wszystkim zdobyć informacje na temat zachowań kobiety i powstrzymać przed ostatecznym krokiem. Zebrany materiał miał być wykorzystany przez psychiatrów. Właśnie w takiej placówce Elster chciał umieścić małżonkę. I tak się zaczyna obserwowanie młodej kobiety, która jeździ po San Francisco odwiedzając miejsca związane z prześladującym ją duchem. Ferguson niezbyt chętnie zgodził się podjąć tego zadania, z czasem Madeleine zaczyna go coraz mocniej fascynować. Nic więcej nie chcę pisać, bo mogę odebrać przyjemność z oglądania.
James Stewart i Tom Helmore
 
Pomysł na film na film wziął się z literatury, ale towarzyszyły temu ciekawe okoliczności. Pierre Boileau i Thomas Narcejac dowiedzieli się, że Hitchcock chciał nabyć prawa do ich książki zatytułowanej „Celle qui n’était plus”. Na jej podstawie powstał w 1955 roku film „Les Diaboliques”. Postanowili więc napisać powieść specjalnie dla Hitchcocka, czego owocem jest „D’Entre les morts”. Pierwotnie film nosił tytuł „From among the dead” i na szczęście przemianowano go na „Vertigo”, który uważam za bardziej intrygujący i pasujący do fabuły. Kim Novak nie była pierwszym wyborem reżysera do roli pani Elster. Alfred chciał zaangażować Verę Miles, która zagrała u niego choćby w słynnej „Psychozie” (seans ciągle przede mną). Jednak aktorka była w ciąży więc zdecydowano się na Kim Novak.
James Stewart dostał dobry scenariusz, który pokazał mi go od nieznanej dotąd strony. Cieszyłam się, że w „Oknie na podwórze” zagrał postać bardziej swobodniejszą w towarzystwie kobiet i ogólnie ciekawego i męskiego faceta. W „Vertigo” moim zdaniem przeszedł samego siebie, chwilami autentycznie się go bałam. Stewart odegrał szeroką gamę uczuć i emocji, ale zrobił to tak wiarygodnie, że siedziałam jak na szpilkach. Bo w gruncie rzeczy film traktuje o obsesji i sposób jej ukazania chwilami mrozi krew w żyłach. Nie jest sztuką zagrać maniaka z tikami na granicy szału. Wielka sztuka zaczyna się, gdy silny efekt jest rezultatem oszczędnych środków. Wspomniałam już, że „Zawrót głowy” to ostatni film Stewarta i Hitchcocka. Film poniósł porażkę i winą za to obarczył właśnie Jamesa. Jego zdaniem wyglądał za staro i nie przyciągnął widowni. Dla mnie to dość zaskakujące, w końcu widział jak się Stewart prezentuje. Może liczył na renomę nazwiska? W każdym razie nie obsadził go już więcej w swoim filmie, chociaż James był zainteresowany zagraniem w „Północ, północny zachód”. Co ciekawe, rolę powierzył Cary’emu Grantowi, który był 4 lata starszy od Stewarta.
Kim Novak
To był chyba mój pierwszy film z Kim Novak, która w „Vertigo” zrobiła na mnie niezłe wrażenie. Wyglądała tajemniczo, na swój sposób zjawiskowo i niemal pięknie. Reżyser i projektantka kostiumów Edith Head zadbali o to, by garderobie pani Elster nadać wyjątkowy wygląd. Dominowały odcienie szarości, który uważany jest za nietwarzowy dla blondynek. Właśnie strojem chciano podkreślić tajemniczość i pewną złowieszczość w osobie Madeline. Moim zdaniem dzieła dopełniły brwi, których chyba nie zapomnę do końca życia.
„Zawrót głowy” to piewszy film w którym użyto efektu złudzenia optycznego. Uzyskano go w wyniku zmiany ogniskowej obiektywu przy jednoczensym najeździe kamery. Dzięki temu widz mógł zobaczyć wysokość oczami akrofobika. Dla mnie, osoby niemal bez fobii, ten efekt zrobił wrażenie. Zwłaszcza w scenie na schodach dzwonnicy dopiero działa na wyobraźnię. Oglądając ten film doszłam do wniosku, że sceny stworzone przy udziale prymitywnych (jak na obecne czasy) środków, potrafią zdziałać więcej niż niejedna, komputerowo dopieszczona. Chodzi mi o sekwencję koszmarów sennych Scottiego, które wbiły mnie w fotel na dobre. Nie wiem czy ten dobór środków miał działać na podświadomość, ale przez moment nie wiedziałam co się dzieje i jak stamtąd uciec.
Barbara Bel Geddes i James Stewart
Film zrobił wrażenie nie tylko na mnie, ale też na znanych twórcach. Fani południowo – koreańskiego reżysera Park Chan – Wooka z pewnością obdarzają „Vertigo” pewną czcią. Ten film Hitchcocka pobudził w Parku chęć zostania reżyserem. Jego „Oldboy” zrobił na mnie wielkie wrażenie. Pod niemałym wrażeniem był z pewnością Brian de Palma, który pod wpływem „Vertigo” nakręcił w 1976 roku „Obsesję” z Genevieve Bujold i Cliffem Robertsonem. Osiem lat później elementy „Zawrotu głowy” zawarł w „Body double”. Nawet w „Otwórz oczy” Alejandro Amenábara widać wpływy filmu Hitchocka.
Ucieszyła mnie informacja, że wpływ „Vertigo” nie ominął jednego z moich ulubiuonych seriali jakim jest „Gdzie pachną stokrotki”. W odcinku „Bitches” została sparodiowana scena koszmaru sennego Scottiego. Aż się prosi by sprawdzić. Bardzo ciekawie do tematu podeszła grupa Faith No More. Teledysk do piosenki „Last cup of sorrow” to właściwie streszczenie najważniejszych momentów „Vertigo”. Rolę Kim Novak przejęła cudowna Jennifer Jason Leigh. Sam klip jak i piosenka w moim odczuciu są po prostu wyśmienite. Warto się jednak wstrzymać z oglądaniem teledysku, bo wiele scen jest jasnych po obejrzeniu filmu.
W ten oto sposób „Zawrót głowy” zawojował mnie bez reszty. Samo zdobycie filmu wymagało ode mnie cierpliwości, który wzbudzał mój apetyt.Istniało ryzyko, że film mnie rozczaruje i okaże się nie wart nawet połowy mojego entuzjazmu. Czułam się niemal jak po obejrzeniu „Gran Torino” i stąd moja wysoka nota.
I had a dream…
Pierwsza publikacja: 8 marca 2009
Korekta: literówki, powtórzenia itp.
Uwagi: Kiedy przypadkiem natknęłam się na seans w telewizji, a była to już połowa filmu, nikt nie był w stanie mnie odciągnąć.

Rear window/Okno na podwórze (1954), reż. Alfred Hitchcock

Tytuł polski: Okno na podwórze
Tytuł oryginalny: Rear window
Na podstawie: „It had to be murder”, Cornell Woolrich
Reżyseria: Alfred Hitchcock
Scenariusz: John Michael Hayes
Zdjęcia: Robert Burks
Muzyka: Franz Waxman
Rok produkcji: 1954
Dystrybutor: Universal Pictures
Ocena: 5.5/6

Rear Window (1954) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);

Alfreda Hitchocka nie trzeba przedstawiać. Co mniej czy bardziej rozgarnięty kinoman z pewnością niejednokrotnie naciął się na jego nazwisko przy takich tytułach jak „Ptaki”, „Psychoza” czy „Rebeka”. Innym bardzo głośnym filmem jest „Okno na podwórze”, powstały na kanwie opowiadania Cornella Woolricha.

Bohaterem jest L. B. „Jeff” Jefferies (James Stewart), znany fotograf, który po wypadku ma złamaną nogę. Od sześciu tygodni siedzi w swoim mieszkaniu i z nudów zaczyna obserwować sąsiadów. Odwiedzają go Stella (Thelma Ritter) oraz Lisa Carol Fremont (Grace Kelly). Pierwsza to pielęgniarka, która częstuje go ciekawymi uwagami na temat podglądania innych ludzi. Druga jest modelką obracającą się w świecie pięknych strojów i dodatków, przyjęć i lektury „Bazaar” i przede wszystkim dziewczyną fotografa. W oczekiwaniu na zdjęcie tego przeklętego gipsu, obserwuje życie mieszkańców podwórza. Jednak zdarza się coś niepokojącego.  Lars Thorwald w środku nocy wychodzi z domu z walizką i po krótkim czasie wraca – i tak trzy razy. Ta sytuacja wzbudza podejrzenia Jeffa, a kiedy zauważa nieobecność żony mężczyzny, z przerażeniem stwierdza, że miała miejsce zbrodnia. Zaczyna baczniej przyglądać się temu mężczyźnie, korzystając nie tylko z lornetki, ale teleobiektywu. Z początku Stella jak i Lisa uważają, że przesadza, ale dochodzą do wniosku, że coś jest na rzeczy. Zaczyna się akcja demaskowania Larsa Thornwalda (Raymond Burr) i przekonywania detektywa porucznika Thomasa J. Doyle’a (Wendell Corey).

https://i1.wp.com/www.jonathanrosenbaum.com/wp-content/uploads/2010/02/rear-window2.jpg
James Stewart

Film ma wiele więcej do zaoferowania niż świetna intryga. Mocną stroną „Okna na podwórze” są dialogi, zwłaszcza między Lisą a Jeffem. Inteligentne, ironiczne i zabawne. Jeff z jednej strony kocha tę dziewczynę, ale nie pasuje do jej świecznikowego i odpicowanego stylu życia. Kiedy on w podróż zabiera jedną walizkę i może zapomnieć o myciu przez kilka dni, czuje, że te i inne różnice nie pozostaną bez echa. Z jednej strony chce zakończyć ten związek z piękną, zakochaną w nim bez reszty dziewczyną, ale można napisać, że trafiła kosa na kamień. Lisie bardzo zależy na fotografie i choć sprawia jej przykrość, nie poddaje się. Stara się go przekonać, że może się zmienić i dostosować do jego standardów.

Wiele źródeł podaje, że postacie Lisy i Jeffa były zainspirowane prawdziwymi osobami. Chodzi o Ingrid Bergman i fotografa wojennego Roberta Capy, którzy na planie „Osławionej” z 1946 roku przeżyli  romans. To właśnie ta relacja zainspirowała Hitchcocka do nakręcenia „Okna na podwórze” i uczyniła głównymi bohaterami fotografa i modelkę. Grace Kelly miała okazję włożyć piękne i romantyczne suknie, które zaprojektowała Edith Head. Projektantka współpracowała z reżyserem przy większości jego filmów powstałych w latach 60. i 70.

https://i2.wp.com/www.fact.co.uk/media/3475729/rear_window3.jpg
Grace Kelly
Nie można pominąć mieszkańców podwórza, którzy tworzą ciekawy zlepek charakterów i przypadków życiowych. Poza panem Thornwaldem mamy małżeństwo lubiące spać pod gołym niebem na balkonie i wyprowadzające pieska, spuszczając w dół koszyk ze zwierzęciem. Mamy piękną baletnicę, która często gości mężczyzn. Młody kompozytor i pianista (grany zresztą przez prawdziwego kompozytora Rossa Bagdasariana), rzeźbiarka i panna „Samotne serce”. Kobieta stroi się wieczorami, zaprasza wyimaginowanego gościa i upija się samotnie. W pierwszych scenach filmu do jednego z mieszkań wprowadza się młode małżeństwo. Na początku nie mogą bez siebie wytrzymać, a potem z sobą. Ciekawą interpretację ujęła Tania Modleski w ” The women who knew too much”. Uważa ona, że wyrażają obawę  Jeffa przed takim skrępowaniem na zawsze z Lisą. Zresztą w jednej z rozmów z wydawcą mówi, że jakby się ożenił, to skończyłyby się ryzykowne wyjazdy. Modleski również wychwyca aluzję w scenie pocieszania się kompozytora i panny „samotne serce”. Podkreśla, że obrazuje to, jak Lisa i Jeff do siebie pasują. Nawet kompozycja w danym momencie nosi tytuł „Lisa’s theme”.

Ważną kwestią poruszoną w thillerze jest etyka podglądania. Jeff po rozmowie z Doylem zdaje sobie coraz większą wagę z faktu, że wkracza w bardzo intymny świat ludzi. Z jednej strony przez te otwarte na oścież okna widać wiele rzeczy aż za dobrze. Z drugiej zaś niewinne obserwowanie może przemienić się w obsesję. Podoba mi się zdanie Lisy: „Nie znam się na etyce okna na podwórze”, najmocniej mi utkwiło w pamięci po całym seansie.

http://4.bp.blogspot.com/-JDOI5ECSjz8/Td-SIXoScyI/AAAAAAAAAOA/8mmYZJGt7zY/s1600/imagesrear-window-back-yard-small.jpg
Widok z okna

Decyzję o obejrzeniu „Okna na podwórze” z pewnością przyspieszył fakt, że został w nim obsadzony James Stewart. Ostrzegam na przyszłość, że mogę być w jego przypadku monotonna. Mam do niego wielką słabość i kiedy obserwuję jego grę zwyczajnie czuję się szczęśliwsza. Przydałoby się rozejrzeć dokładniej po jego filmografii w poszukiwaniu negatywnych charakterów, tyle filmów mam jeszcze do obejrzenia. Rola Jeffa to chyba pierwsza z jaką się spotkałam tego typu z jego udziałem. Albo widziałam nieśmiałych dżentelmenów, albo starszych nie przyklejających do siebie płci przeciwnej. Brakowało mi typu dojrzałego, pewnego siebie i swobodniejszego w towarzystwie kobiet. W pierwszej scenie z Grace Kelly wiedziałam, że tego mi brakowało. Przekonałam się, że w takich scenach jest nie tyle wiarygodny, co jeszcze bardziej pociągający. W czasie kręcenia filmu miał 45 lat.  W „Oknie na podwórze” był poprostu świetny. Miał ograniczone pole działania, zmuszony w znacznej mierze siedzieć na wózku. Rozbrajający jest w scenach swędzenia pod gipsem, który (jeśli wierzyć filmwebowi) raz jest na jednej, a raz na drugiej nodze. To niezły pretekst do powtórzenia seansu, podobnie jak udział samego reżysera.

Hitchcock pojawia się w swoich filmach jako cameo. Najczęściej przechodzi przez kadr czy jest jednym z tłumu. W „Oknie na podwórze” jest facetem naprawiającym zegar w mieszkaniu kompozytora. Takie smaczki nadają filmom koloru, a już na pewno rodzą w duszy fana wielką radość, gdy sam odgadnie. Sądząc po zalinkowanym wideo, Hitchock zrobił z polowania na króliczka znak rozpoznawczy.

https://i2.wp.com/www.gonemovies.com/WWW/WanadooFilms/Thriller/RearKiller4.jpg
Raymond Burr

Alfred Hitchcock nie krył się ze swoimi antypatiami czy oczekiwaniami wobec innych. Tak jak stworzył i wyniósł na szczyty Tippi Hedren, tak potem sprawił by nie powtórzyła sukcesu jaki odniosła grając w jego filmach. Ciekawy jest motyw obsadzenia Raymonda Burra w roli Thorwalda. Tak się składa, że wybrał aktora łudząco podobnego do Davida O. Selznicka. Był on producentem wcześniejszych filmów Hitchcocka, który jak się można domyślać nie zdobył sympatii reżysera. 

„Okno na podwórze” jak i kilka innych tytułów powstałych w tym czasie, były niedostępne przez bardzo długi czas. Hitchock wykupił do nich pełne prawa i przez 30 lat uczynił z nich filmami dla ludzi nieosiągalnymi. Prawa do tych filmów otrzymała w spadku jego córka i w ten sposób filmy trafiły do widzów w latach 80. Film został odrestaurowny na potrzeby kinowe i dvd w 1999 roku przez Roberta A. Harrisa i Jamesa C. Katza. Przyznam, że ta decyzja reżysera jest dla mnie wielce zastanawiająca. Może wpadnie mi w łapki książka, co tę sprawę wyjaśni.

http://1.bp.blogspot.com/-zd8tLYvv5UU/T7Pad2-EU4I/AAAAAAAABKc/rAF5pNyevQA/s1600/gown_Grace_Kelly.jpg
Grace Kelly

Pierwsza publikacja: 24 lutego 2009
Korekta: literówki i powtórzenia
Uwagi: Jeden z wielu komentarzy pozostawił Piotr Pluciński. Ale poczułam się wyróżniona.