Kategoria: Magazyn Film

FILM 02/2013

Tytuł: „FILM”
Numer:
 02/2013
Redaktor Naczelny:
 Tomasz Raczek
Wydawca:
 Media Point Group
Ilość stron:
 98
Typ: 
Miesięcznik
Cena:
 6,99 zł (9,99 zł z płytą)



Czas zleciał, a tu ostatni dzwonek by wyżyć się na okoliczność lutowego numeru „Filmu”. Oto nastąpiła prezentacja nowej makiety miesięcznika autorstwa Kaspra Skirgajłło – Krajewskiego. Pierwsze kartkowanie dało złudzenie świeżości, inności, a przede wszystkim autentycznej dbałości o gazetę. Z okładki spogląda Andrzej Chyra, który wydał mi się uderzająco podobny do Marka Kondrata. W tle nowa twarz polskiego kina, którą (najpewniej) czeka los nadmiernej eksploatacji. Nagle przyszła do mnie myśl, która wymagała cofnięcia się o 3 numery. Męska dominacja na okładkach jest miażdżąca. Ale co tam, ważne by zawartość była satysfakcjonująca.


„I can’t get no satisfaction” krążyło mi po głowie w trakcie głębszej lektury. Chyba ciągle nie strzepnęłam resztek oczekiwań jakie ukształtowały się dzięki głośnej i dość nachalnej kampanii zwiastującej przyjście nowego, lepszego i wciągającego miesięcznika. Może i jest ładniej, ale pod względem zawartości jest tylko trochę lepiej. Czegoś brakuje, może jakieś przyprawy czy zwyczajnie pomysłu.

Zacznę od wywiadów. Jeszcze nie zawiodłam się na rozmowach z Małgorzatą Szumowską, zawsze z przyjemnością powtarzam pewne wycinki. Ciekawy jest również wywiad z Carlosem Reygadasem oraz Zosią Mamet. Po drugiej stronie barykady utknął Jakub Gierszał, wymiękłam w połowie. Za bardzo skupiono na szukaniu głębi i filozofii „Nieulotnych”. Zaczęłam jednak wspominać czasy, kiedy można było przeczytać wywiady z pierwszą ligą filmowców, zupełnie bez kompleksów.

Tematy na luty to muszą być Oscary i doczekały się wprowadzenia w historię dla początkujących. Dodatkiem rozjaśniającym jest bez wątpienia przybliżenie postaci Setha MacFarlane’a, gospodarza tegorocznej gali oscarowej. Naprawdę nie wiedziałam, że dzięki niemu zachwycałam się „Johnym Bravo” czy „Krową i kurczakiem”. Alfred Hitchcock (filmy o nim jakoś nie rzucają na kolana) doczekał się swojego alfabetu. Ta formuła mogłaby być kontynuowana – krótkie teksty znacząco ożywiają lekturę. Muszę pochwalić tekst o udziale amerykańskiej armii w filmach wojskowych. Bardzo udane i intrygujące ujęcie tematu. Szkoda, że podobnego olśnienia nie było przy pisaniu o baśniach – temat był tak namolnie przerabiany w artykułach, że trzeba niemałego sprytu by zaskoczyć i zachwycić. Można rzec, że numer jest bardzo amerykański, skoro nie mogło zabraknąć tekstu o politykach w kinie, a dokładniej o prezydentach. Zabrakło równowagi, kosmopolitycznego ujęcia bez nachalnego łopotania amerykańskiej flagi. Na szczęście mała odtrutka w postaci tekstu o projekcie „Polska światłoczuła” – bo czasem się zapomina, że są małe miasteczka, gdzie nie ma kin. Sama czekam, aż otworzą moje po ponadrocznym remoncie.


Recenzji jest dużo, ów rozmach bije po oczach co tylko cieszy. Można kręcić nosem nad ilością, a raczej wielkością zdjęć. Jedno na jedną stronę to może wygląda ładnie, a wręcz stylowo, ale kojarzy się głównie z marnowaniem miejsca. Co bardziej analizujący dopatrzyliby konieczność zapełnienia z braku tekstu. W dziale dvd wciąż jest problem z ilością recenzowanych wydań dvd i blu ray. A może zirytował mnie fakt, że „Harvey” z Jamesem Stewartem zostało wydane tylko na tym droższym nośniku? Zbyt małą ilość omawianych wydań płytowych pogłębia stosunkowa nędza w doborze tytułów. O wiele ciekawiej jest w trakcie dawkowania rubryki vod. Seriale znów zostały zepchnięte na margines – wywiad z Mamet nie jest w stanie wypełnić tematu.

Redakcja próbuje czegoś nowego, ale komiks z miejsca pachnie niewypałem. Osobiście nie wiem czy „Wenecja” ma jakiś związek z filmem, ale kreska i kolorystyka są dosyć odpychające. Niesmak znika, kiedy spoglądamy na „kino – echo”, gdzie oczy cieszą blondwłose heroiny polskiego ekranu przed wojną. Dobry nastrój tryska, kiedy zdałam sobie sprawę z tożsamości autora. Rozumiem naprawdę wiele, ale Raczek mógłby przestać targać ze sobą Marcina Szczygielskiego. Na tym etapie kształtowania pisma to nieprofesjonalne. Dalsza część rubryki już bez polotu, czyli nuda. Aż się z gardła wyrywa „dyrdymały, wróćcie!”. Powtarzam się, ale inaczej nie mogę, nie przy takim czymś. Felieton Michała Oleszczyka naprawdę dobrze się czyta, ale nie obraziłabym się za informację gdzie można ten film zobaczyć/kupić bez konieczności władania innym językiem niż ojczystym. Bardzo lubię „Listy do redakcji”, dla mnie to podstawa funkcjonowania pisma. Daje dowód, że „Film” trafia do ludzi i potrafi wejść w dialog z czytelnikiem. Rozczulił mnie bardzo entuzjastyczny list piętnastolatki, która dopiero zaczęła przygodę z magazynem. Kiedy kupiłam swój pierwszy „Film”, miałam skończone 13 lat, ale wpadłam w podobny zachwyt (drogi zachwycie, wiesz, że za tobą tęsknię. Kiedy wracasz?).

Z dodatków: „Droga do wolności” i „Grunt to rodzinka”

Wyczekuję marcowego numeru, a to z powodu zapowiedzi pewnego artykułu…


Zmiany czekają oficjalną stronę, czyli www.film.com.pl. Już teraz można się rejestrować, a kuszenie odbywa się dzięki elektronicznej wersji pierwszego numeru „Filmu”. Mam cichą nadzieję, że będzie forum. Strona na FB jakoś nie sprzyja integracji czytelników. 

Wybaczcie ten niechlujny wpis, ale chyba powinnam zrezygnować z drobiazgowości na rzecz radosnego wodolejstwa.
Reklamy

FILM 01/2013

Tytuł: „FILM”
Numer:
01/2013
Redaktor Naczelny:
Tomasz Raczek
Wydawca:
Media Point Group
Ilość stron:
98
Typ:
Miesięcznik
Cena:
6,99 zł (9,99 zł z płytą)

Mimo obietnic, numer wieńczący rok zmian wypadł niemal żenująco. Wraz ze styczniowymi mrozami daje się zauważyć poprawa, którą dobrze ilustruje okładka z Marcinem Dorocińskim. Może i jest lepiej, ale wciąż mdło. O lekturze magazynu przypomniałam sobie kilka dni temu, a przecież numer leżał praktycznie na wierzchu. Tak, pisze to niereformowalna orędowniczka „Filmu”. Cóż się dziwić? Ale może skupmy się na trzewiach styczniowego numeru?

 Wielkie wydarzenie bije z okładki, oto ujawniono aktora, który użyczy twarzy postaci autentycznej o bogatym życiorysem. Cóż, o promocję warto zadbać nawet w fazie przedprodukcyjnej. Czy pamiętacie materiały o „Wałęsie”? Podobnie będzie z „Jackiem Strongiem” Pasikowskiego. Cóż, mi to zwisa i powiewa, ale w końcu do kogoś to trafi. Na szczęście obecność Dorocińskiego ma inny cel – rozmowa z Januszem Gajosem. Na stronie 18 zaczyna się zapis swobodnej konwersacji, która z lekkiej pogawędki zmienia się w rzewne wspomnienia i próby uchwycenia istoty sztuki aktorskiej. Było miło, ale na przyszłość wolę jak pytania zadaje dziennikarz. Przynajmniej nie mam wrażenia, że przypadkiem przysłuchuję się rozmowie nieprzeznaczonej dla moich uszu. Dziwny to odbiór, ale jeden z możliwych.
Jednak gwiazdą numeru jest Quentin Tarantino i jego „Django”. „Pierwszy western w karierze” Piotra Mirskiego to miły artykuł snujący się wokół wspomnianego filmu. Z drugiej strony osoba reżysera i jego twórczość to temat, który pisze się sam. Należy więc cieszyć się, że Mirski tego nie zepsuł.  Trochę groteskowo wyszedł kącik humorystyczny Piotra Czerkawskiego. Jego „Tarantinowskie rimejki” byłyby całkiem udane. Niepotrzebne były choćby propozycje obsadowe. Proponuję autorowi lekturę kultowych już „Dyrdymałów”, bo kierunek jest jak najbardziej właściwy. Trzymam kciuki. Zaskakująco przyjemnie się czyta tekst tego samego autora o Leosie Caraxie, aż chce się zobaczyć jego „Holy Motors. A tak mamy spory rozstrzał tematyczny: pornografia w kinie („Klip z głębokiego gardła”, Michał Zygmunt), technologia 3D („Cztery De w 3D”, Andrzej Krakowski), horror w serialach („Strach bije z ekranu”, Przemysłam Pieniążek; „Sampler grozy”, Kacper Kućmierz). Wspomniane teksty cechują się solidnością i przejrzystością. Nie należy zapominać, że „Film” jest dla wszystkich i tym samym dla nikogo, więc na tym tle wypadają naprawdę dobrze. No co, sama się czegoś dowiedziałam.
Z wywiadami jest przeciętnie. Trochę dyskomfortowa z mojej perspektywy wspomniana już rozmowa. Interesujący, ale za krótki wywiad z Marjane Satrapi. Niestety, ale jak lubię Aleca Baldwina, tak nie byłam w stanie przeczytać jego wywiadu. 
Bez czego nie może się obejść pierwszy numer w roku? Od wyliczanki najbardziej oczekiwanych filmów 2013. Podzielono nie tylko na premiery polskie i zagraniczne, ale też pod kątem tematyki i gatunku. Michał Oleszczyk znów prowadzi czytelników w rejony kina ery naszych dziadków i rodziców. „Gwiazdka w lipcu” z 194o roku to film z pewnością godny uwagi. Na dodatek wybrany kadr roztacza solidną dawkę pozytywnej energii. Ciekawe czy to ostatnia edycja „Nie do lamusa”, ponieważ na profilu na FB zaznaczył zakończenie współpracy z „Filmem”.
Z drobnicy, czyli materiałów niewielkich, ale istotnych wyłania się dość znośny pejzaż „Wiórków filmowych”. Swoje ulubione filmy prezentuje Mikołaj Komar (gdzie są filmy znane i które wypada cenić, dlatego czekam na pierwszego odważnego, który poda bombę na miarę „Kevina samego w domu” czy „Kac Vegas”). Kolejny komiks, tym razem autorstwa Bartosza Sztybora jakoś nie śmieszy. Właściwie pozostawia obojętnym. Gdzieś tam pałęta się 5 faktów o Anne Hathaway. Rozmaitości filmowe wciąż wskazują na niedostateczną ilość serca włożonego w redakcję, ale przypomnienie genezy „Chicago” uznaję na plus.
W recenzjach dzieją się ciekawe rzeczy. Wśród 18 tekstów, dłuższych i krótszych, znalazło się zarówno arcydzieło jak i film zły. Na szóstkę zasłużyło „Holy Motors” Caraxa, na jedynkę „Manipulacja” Verdosciego. Nowością jest możliwość samodzielnego ocenienia filmu. Pusta rubryczka z gwiazdkami ma być rodzajem dzienniczka kinomana. Ciekawe, to fakt, ale ja polegam na zeszycie i blogu. Jednak pomysł doceniam jak najbardziej.
Dział DVD i Blu-Ray zaliczył mały postęp. Piotr Pluciński najwyraźniej wsłuchuje się w opinie czytelników i szuka kompromisowego rozwiązania dla własnego działu. „Monolith przedstawia” wprawdzie nie zniknęło z miesięcznika, ale z pewnością nie razi wymuszoną reklamą w dziale dvd. Przynajmniej się dowiedziałam o polskiej premierze „Charliego”, filmu od jakiegoś czasu obserwowanego.
W wydaniu płytowym, gdzie zaczyna się wyprzedawanie zapasów poprzez dołączanie dwóch filmów w jednym numerze, same ciekawe produkcje.  Obok „Pająka” Cronenberga znalazł się „Nightwatching” Greenaway’a. Film z Martinem Freemanem to nietuzinkowe i wyraziste doświadczenie z wielu powodów. Na osobliwą kreację Ralpha Fiennesa nie jestem na razie gotowa.

I cóż rzec na sam koniec? Odbić się od poziomu numeru grudniowego to żadna sztuka, a raczej nauczka, że najpierw się robi, a potem ogłasza świaru. Nie wątpię w dobre intencje Raczka i trzymam za niego kciuki, ale chcę po prostu dobre  numery z niezłymi tekstami, ciekawymi wywiadami i całą tą resztą. W styczniu jest lepiej, ale dla bardziej krytycznego raczej znośnie. 
PS. Fajnie wygląda Hathaway ze zdrapanym w połowie okiem. Rysa w udanym miejscu. 😉

FILM 12/2012

Tytuł: „FILM”
Numer:
12/2012
Redaktor Naczelny:
Tomasz Raczek
Wydawca:
Media Point Group
Ilość stron:
98
Typ:
Miesięcznik
Cena:
6,99 zł (9,99 zł z płytą)

Mija kolejny miesiąc, kiedy to czytelnicy oraz obserwatorzy czekają na zapowiadany powiew zmian, który wydmucha miesięcznik z szykowanego od miesięcy mauzoleum. Wszak z tym tytułem wiąże się historia i zwykły lastrykowy badziew nie wchodzi w grę. Wzięłam do ręki grudniowe wydanie i jakoś mój entuzjazm i zdolność tłumaczenia sobie, że wszystko jest jednak jasne i klarowne, a nie ciemne i mętne, nie dała rady. Dopiero jak opadła świąteczna gorączka przypomniałam sobie, że znów o czymś zapomniałam i czegoś nie przeczytałam. Najwyraźniej nie ma czym się zachwycać i nad czym języka strzępić – grudniowy „Film” jest po prostu słaby.

Wiem, zazwyczaj broniłam numery za Rakowieckiego i też rzadko padały słowa ostrej krytyki. Jednak nie przypominam sobie, by były redaktor naczelny coś obiecywał i to z takim rozmachem. Dalej trzymam kciuki za Tomasza Raczka i urzeczywistnianie jego szumnych wizji i marzeń, ale co poradzę, kiedy ten numer ledwie daje się czytać. Problem nie tkwi w doborze tematów, ale ich realizacji. Nazwiska, jakie widnieją pod mniej lub bardziej nieudanymi tekstami są dla mnie nowe. Piszę z perspektywy wieloletniego czytelnika, który niejedno przeczytał, ale zawsze znajdował coś dla siebie. Choć jeden artykuł czy wywiad. Niepotrzebnie Raczek naobiecywał, może rozczarowanie nie urosłoby do takich rozmiarów.
W tym miesiącu rządzi „Hobbit„, który niebezpiecznie zaczyna mi wychodzić bokiem – cóż, taka słodycz wielkich pieniędzy i niepohamowanego marketingu. Może chociaż spędzę miło czas nad artykułami, ale zarówno „Podążając drogą wiecznie idącą” Macieja Stasiowskiego oraz „Kolejne wcielenia Hobbita” Andrzeja Kaczmarczyka nie sprawiły bym zapragnęła obejrzeć film w tej chwili. Tekst Stasiowskiego jest trochę chaotyczny, ale jego podstawowym grzechem jest bycie nieciekawym. Z kolei samonapędzająca się machina jaką jest historia adaptacji „Hobbita” została zakatowana przez toporność stylu. W każdym razie lektura była męcząca i nawet wywiad z Andym Serkisem przeprowadzonym przez Kamila Śmiałkowskiego nie rozświetlił dość przygnębiającego krajobrazu.
Jakie inne tematy znalazły swoje miejsce w numerze? Choćby film kulinarny w „Kinie dobrego smaku” Ewy Szponar. Tekst zaczyna zacierać fatalne wrażenie części hobbitowej dając tytuły, których wstyd nie znać choćby kosztem mdłości. Drugim lepszym tekstem jest „Im dłużej tym lepiej” Artura Zaborskiego. Wprawdzie nie odkrywa Ameryki, ale zgrabnie i czytelnie ogarnia temat podsuwając tytuły do obejrzenia. Nudy zaczynają się wraz z lekturą „Tam gdzie Bergman chadzał do kina” Martyny Olszowskiej. Niby wszystko zgrabnie i solidnie, ale z każdym akapitem chciałam by nastąpił koniec. Nie bez powodu nie kupuję magazynów dla podróżników – szlag mnie trafia jak czytam opisy prawdziwych miejsc , które lepiej zobaczyć choćby za pośrednictwem filmu dokumentalnego. Tak, tu się trochę wkurzyłam.
Dalsza część to udana „Ballada o Zielonej Strzale” Przemysława Pieniążka i trochę nieczytelny „Nakręceni na komiks” Sebastiana Frąckiewicza. Ten pierwszy przyzwoicie przybliża sylwetkę kolejnego bohatera wyciągniętego z otchłani komiksowych zastępów. Z kolei tekst o polskich komiksach ma tę wadę, że zapętla się w sieci tytułów, które takiej ignorantce jak ja nic nie mówią. Wystarczyło rozsądniej rozdysponować przestrzenią i podpisać wszystkie kadry.
 
Czas na wywiady. Wspominałam o rozmowie z Andym Serkisem, znanym z roli Gollluma. Do kompletu jest Catherine O’Hara w związku z jej udziałem w filmie „Frankenweenie„. Oba wywiady nie unoszą się poza standard i dość szybko się o nich zapomina. W przypadku rozmowy Anny Serdiukow z Michałem Skolimowskim włączyła mi się totalna znieczulica. Pierwszy raz słyszę o tym reżyserze, a tak zapamiętam go z rozmowy nasączonej ekshibicjonizmem. Wspominanie brata jest uzasadnione bo depresja wciąż jest bagatelizowana, ale pranie rodzinnych brudów skutecznie wyłączyło we mnie emocje. Zupełnie zignorowałam rozmowę z Vincentem Gilliganem, który przeprowadziła Joanna Ozdobińska. Od paru miesięcy nie mogę oprzeć się wrażeniu, że serial „Breaking bad” jest mi sztucznie wciskany na siłę. Cóż, to jest denerwujące.

Tym razem nie mamy parady wysokich ocen, ale też zrecenzowano mniej filmów niż w listopadzie. Kiedy za okładką z Maciejem Stuhrem kryło się 27 recenzji, Gollum lub Galadriela byli wstanie unieść ich tylko 15. Na piątkę zasłużyły takie filmy jak: „Skyfall”, „Frankenweenie”, „Czarny koń” i „Bogowie ulicy”. Dwójkę otrzymały dwa tytuły: „To tylko wiatr” i „Miłość z księżyca”.

Felieton Oleszczyka jakoś nie zachwyca. Nie powiem, strona przedmiotowa jest intrygująca i pozwoliła zakodować, że przed wersją z Bornigne’m był jeszcze inny „Marty„. Szkopuł tkwi w tym, że tekst jest wyjałowiony z emocji i charakterystycznego rysu. O wiele ciekawiej się czyta felietony Łukasza Orbitowskiego na ostatniej stronie „Nowej Fantastyki. Nawet nie będę zgadywała jak jest z dostępnością tego „Marty’ego” na polskim rynku. Może dla odmiany czas na polską perełkę z przeszłości? Dział DVD redagowany przez Piotra Plucińskiego dalej straszy „Monolith Video Przedstawia”, ale po lekturze (znów) skromnej ilosci recenzji dvd i br, zaczęło do mnie docierać, że pod względem merytorycznym jest udany. W końcu chodzi o ocenę samych wydań, a nie filmów które w sobie zawierają. Wkurzająca jest ta polityka wciskania br na siłę, szczególnie przy obecnych cenach w konfrontacji z przeciętnym portfelem nadwiślańskiego konsumenta. Jak sobie przypomnę jak szykowałam się do nabycia „Avengers” na dvd nawet za 50 zł… Za brak dodatków i umieszczenie ich tylko na br wyleczyłam się z chęci postawienia pudełka między „Thorem” a „Królewną Śnieżką”.

Pomocny jest przewodnik po internetowych VOD-ach. Jednak w działach muzycznych i książkowych odniosłam wrażenie, że ciężko jest podać ceny producenta. Wiadomo, soundtracki są obrzydliwie drogie, a z książkami nie jest lepiej, szczególnie branżowymi. Szczeóglnie „100 idei, które zmieniły film” Davida Parkinsona. Polecam sprawdzić ile sobie życzą za książkę z 216 stronami… Właściwie, to lepiej tych cen nie podawać. „Rozmaitości filmowe” w takiej formie mogą sobie zniknąć i nie wracać, ale komiks Kiełbusa i Śmiałkowskiego to już inna bajka, chociaż z początku można nie załapać.

Oj, maruda jestem. A myślałam, że emocje opadły i potraktuję numer z większym dystansem. Mocno mnie zirytowała idea dwóch okładek do wyboru. To jest szukanie zmian tam gdzie nie trzeba. Wybrałam opcję z dodatkami, czyli bez Galadrieli pokazującej środkowy palec. Niespodzianka polegała na tym, że nie trzeba było wybierać filmów. Tak wzbogaciłam się o „Trzeci cud” Agnieszki Holland i „Nie wracaj w te strony” Wima Wendersa. Jutro numer styczniowy. Może będzie lepiej?

FILM 11/2012

Tytuł: „FILM”
Numer:
11/2012
Redaktor Naczelny:
Tomasz Raczek
Wydawca:
Media Point Group
Ilość stron:
98
Typ:
Miesięcznik
Cena:
6,99 zł (9,99 zł z płytą)

Pożegnaliśmy Jacka Rakowieckiego, a powitaliśmy nowego redaktora naczelnego – Tomasza Raczka. Co ciekawe, nuta podobieństwa nazwisk ma swój urok. Ponoć z miesięcznikiem nie było dobrze, ale zmiany i tak musiały nadejść. Wybór Tomasza Raczka, osoby doświadczonej nie tylko na polu dziennikarstwa i krytyki filmowej, ale też redakcji prasowej oraz medialnego PR. Kiedy przejął pałeczkę głównodowodzącego „Filmem”, strona na FB nabrała niesamowitych rumieńców. Było jasne, że zaczęło się odbudowywanie wizerunku miesięcznika, a w dzisiejszych czasach interakcja z czytelnikami to niemal konieczność. Odświeżony zespół, szukanie pomysłów i częściowe ich konsultowanie z potencjalnymi nabywcami podpowiada, że nadciąga „The wind of change”. Jednak Ci, którzy oczekiwali wielkich i ostatecznych zmian już w pierwszym numerze, mogli się zawieść. Keep calm and waiting a little bit longer…

To, co się rzuca na pierwszy rzut oka to okładka. Stylowa, nie nosząca znamion topornego wycinania i sklejania i skłaniająca się ku powiedzeniu, że „mniej znaczy więcej”. Udana sesja w czarno – białych barwach nie wzbudza podejrzeń czy to aby na pewno magazyn filmowy. W środku wita nas dawno nie widziany wstępniak redaktora naczelnego, który zachęca słowami Wróćmy do siebie!. Przeglądając pobieżnie numer nie widać wielkich rewolucyjnych zmian, ale można dostrzec, że ‚Film” zmierza w określonym kierunku, zasadniczo dobrym. Mamy dużo recenzji, listy do redakcji, dział z muzyka filmową i przygarnięcie pod dach tematykę serialową. Jednak całość nie odbiega zbytnio od specyfiki wypracowanej za kadencji Rakowieckiego. Spokojnie, zapowiedziano już projekt nowej makiety miesięcznika, a sam Raczek nie ukrywa, że pomysł ma, ale na jego realizację potrzeba nieco czasu.
Filmami przewodnimi numeru są bez wątpienia „Pokłosie” (dwa wywiady) i „Anna Karenina” (artykuł z uroczą wpadką). Rozmowy z Władysławem Pasikowskim i Maciejem Stuhrem stanowią ciekawą lekturę, ale nie tak bardzo ustępuje im Victoria Abril, muza Almodovara i ikona ruchu LGBT. W okolicach pałęta się krótka rozmowa z Robertem Pattinsonem. Wspomniana urocza wpadka towarzyszy artykułowi Katarzyny Wajdy „One woman show”.  Z pewnością lektura usystematyzowała mi w głowie historię przekładu „Anny Kareniny” Tołstoja na język sceny i taśmy filmowej, ale też rozmasowała mi mięśnie brzucha:
Obrazek zwędzony z recenzji Zwierza popkulturalnego, który również podzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat listopadowego „Filmu”. Jedziemy dalej. Artykuł Michała Zygmunta „A gdzie jest teraz twój kapitan?” sprawia wrażenie niedokończonego, urwanego na długo przed puentą. To raczej wyliczanka na temat, jak to ciężko jest z filmową fantastyką. „Bez monopolu, bez cenzury” Wojciecha Orlińskiego to tekst o zwycięskim pochodzie amerykańskich seriali. Podkreśla ichnie dążenie do oryginalności, co ironicznie kłóci się z reklamą „Elementary” (jak słusznie zauważył Zwierz). Jednak całość stanowi ciekawą lekturę dla niezbyt wtajemniczonych i operuje niezbyt ogranymi anegdotami. Temat serialowy jest kontynuowany w oparciu o hitową produkcję Showtime. „Homeland” został oparty na izraelskim serialu „Hatufim”, ale w przeciwieństwie do „Breaking bad”, nie sprawia wrażenie nachalnie promowanego przez polskich publicystów. Na koniec „Geek idzie w mainstream” pisze Sebastian Frąckiewicz. Z okazji premiery dokumentu Morgana Spurlocka, popełniono zgrabny artykuł wprowadzający w istotę fenomenu mekki światowych geeków.
Uwaga, uwaga. W tym numerze zrecenzowano 26 filmów, a poświęcone im strony wydrukowano na szortkim papierze. Wypisując sobie tytuły pod kątem oceny, nie sposób zignorować dwie najwyższe noty: „Kochankowie z księżyca. Moonrise kingdom” oraz „Looper – pętla czasu”. Nawet nie chce mi się sprawdzać kiedy magiczna szóstka pojawiła się za czasów Rakowieckiego. Tylko jeden tytuł zasłużył wedle recenzenta na jedynkę – „Od pełni do pełni” Tomasza Szafrańskiego. To był też pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy przeczytałam recenzje za jednym zamachem. Zbędną według mnie rubrykę „9 gniewnych ludzi” (którą ciężko się czyta) można by zapełnić kalendarium premier kinowych albo też oddać we władanie Piotrowi Plucińskiemu. Dlaczego jemu? Lubiany przeze mnie dziennikarz i publicysta dostał „Filmową” rubrykę z nowościami na dvd. Sęk w tym, że na tle poprzedniej wypada blado. Ja wiem, że Monolith dostarcza niemal wszystkie filmy pod dodatki na dvd. „Monolith Films przedstawia” prezentuje się po prostu źle i poddaje w wątpliwość niezależność redakcji. Ilość prezentowanych tytułów i tak jest skandalicznie mała.
Coś nowego? Poza wstępniakiem  Raczka, wróciły zza grobu listy czytelników. Zamiast smętnych felietonów Żurawieckiego, który czasy świetności ma chyba dawno za sobą, na jego miejsce wskoczył Michał Oleszczyk. Kluczem dla jego felietonów są stare filmy, niezbyt znane i chyba trudne do zdobycia legalnymi środkami. Tekst o „Loli Montes” z 1955 roku jest naprawdę zachęcający, a Zwierz już zdołał się przekonać, że nawet jego na to nie stać. Mam nadzieję, że w kolejnym felietonie już nie będzie tak trudno. To zawsze przyjemność poczytać o filmach, które ktoś ceni i chce to obwieścić całemu światu. Lubię teksty, gdzie znani wymieniają swoje ulubione filmy, nawet gdy pokrywają się z listą tytułów, które trzeba znać. Niezbyt udane są „Rozmaitości filmowe”, gdzie wylądowały anegdoty nieźle przetrawione przez przeciętnie świadomych bywalców kin. Jeśli dane ciekawostki są mi dobrze znane, to znaczy, że w zasięgu zwyczajnego obywatela. Proponuję, aby cała redakcja umówiła się na wspólne dowcipkowanie przy ulubionym trunku i w pełni sprawnym dyktafonem. Można by też wziąć pod uwagę nawiązanie współpracy z JoeMonster. Dyrdymały, to było coś… od czego zaczynałam lekturę magazynu.
To by było na tyle. Dziękuję za uwagę. Grudniowy numer wyjdzie pewnie jutro. Pytaniem jest czy wybiorę wersję z Galadrielą pokazującą f**ka, czy też z Gollumem. Nie lubię takich zagrywek, naprawdę.

FILM 10/2012 + małe podsumowanie

Tytuł: „FILM”
Numer:
10/2012
Redaktor Naczelny:
Jacek Rakowiecki
Wydawca:
Media Point Group
Ilość stron:
98
Typ:
Miesięcznik
Cena:
6,99 zł (9,99 zł z płytą)

Październik to miesiąc wielu wrażeń, zarówno w życiu osobistym jak i samego miesięcznika. Szykują się zmiany, a towarzyszy temu niezła otoczka. Oto chodzi, aby zwracać na siebie uwagę i poszerzać grono odbiorców. To ostatni numer Jacka Rakowieckiego. W piątek pojawi się efekt pracy sztabu pod kierunkiem Tomasza Raczka. Nie trzeba być prorokiem by przewidzieć wzrost sprzedaży, ale rozsądek podpowiada, że ostateczne zmiany będą widoczne po Nowym Roku. Teraz przyjrzyjmy się treściom skrywanym za poważnym spojrzeniem Daniela Craiga, mojego ulubionego Bonda.

Temat numeru to bez wątpienia „Skyfall”, najnowszy film o agencie 007. O samej serii napisano tak wiele, że ujęcie motywu z oryginalnej strony wymaga nie lada inwencji. Ciapara skupiła się na reżyserach serii, ale zasiała podejrzenie o krytycznym stosunku wobec jedynej polskiej dziewczyny Bonda. Wystarczy spojrzeć na zdjęcie z „GoldenEye” z pozostałymi. Dalej jest o Vanessie Paradis, że nie taka podepptana. Tekst przypomina, że poza byciem matką dzieci Jacka Sparrowa, ma swoją historię i pozycję – może nie tak spektakularną, ale i tak imponującą. „Pieprz się dla lasu”, czyli Sebastian Łupak pokazuje inną, kontrowersyjną drogę walki o przyrodę. Okazją ku temu jest dokument Michała Marczaka „Fuck for forest”. Nie tak bardzo daleko tkwi postać Mariny Abramovic, znanej na świecie performerki. Planuję zobaczyć dokument Marina Abramovic: Artystka obecna”, ale sztuka współczesna zupełnie do mnie nie przemawia, a przykłady z tekstu Anity Zuchory mnie w tym utwierdzają. Magdalena Nowicka poruszyła  kwestię żydowską, a raczej motyw rozrachunku w polskim kinie. Niestety, artykuł poza kilkoma tytułami do zapisania w notatniku, nie oferuje niczego ciekawego. Lepiej jest, kiedy na scenę wkracza Staszczyszyn, nawet z tak niewdzięcznym tematem jakim jest seks w polskim kinie. Tekst Joanny Orzechowskiej o zasadach finansowania francuskich filmów jest za krótki. Temat jest warty dokładniejszego potraktowania, biorąc pod uwagę, że kino znad Sekwany odnosi niemałe sukcesy. Historia rekina w kinie pozwala usystematyzować wiedzę, a znawcom tematu porządnie ziewnąć. Trochę ratuje ranking, szczególnie tych fatalnych produkji, ale to dlatego, że w „Filmie” zestawień jest jak na lekarstwo. Na koniec zostawiam małe kuriozum, które nieudolnie udaje artykuł, a jest reklamą w żywe oczy – chodzi o „Bitwę pod Wiedniem”. A może to uprzedzenie z mojej strony, ale takie było moje pierwsze wrażenie.

Wywiady nazwałabym ciekawymi. Znalazłam dwa krótkie z Michelle Pfeiffer oraz Weroniką Rosati oraz trzy wychodzące poza próg 8 pytań: z Janem Fryczem, Marcinem Kryształowiczem oraz z Katarzyną Herman. Szczególnie interesujące są dwa ostatnie. W przypadku Frycza, na początku przetrawiałam fakt, że zagrał z Anne – Marie Duff, żoną Jamesa McAvoy’a. 

W dziale recenzji nie ma tytułu godnego 6 gwiazdek, ale na jedynki zasłużyły dwa filmy: „Trzy siostry T” oraz „The Moth Diaries”. Cztery filmy dostały 5: „Gra”, „Marina Abramovic: Artystka obecna”, „Jak to jest” i „Zostań ze mną”. Przyznaję, że zaskakuje ilość dobrych ocen na poziomie 4 gwiazdek

Jako dodatek dołączono filmy z poprzednich edycji. Kto nie zaopatrzył się w niektóre tytuły, miał okazję nadrobić. Do każdego egzemplarza dodano po 2 filmy. Sama wzbogaciłam się o „Prawo Bronxu” i „Kroniki żywych trupów.


A teraz część naznaczona totalną prywatą.

Kiedy dowiedziałam się, że Jacek Rakowiecki opuszcza posadę redaktora naczelnego, zaczęłam się zastanawiać jak to na mnie wpłynęło. Nie jest tajemnicą, że od sierpnia 2002 roku regularnie kupuję „Film” i w tym postanowieniu zamierzam trwać póki fundusze i na to pozwolą. Wyciągnęłam te wszystkie numery, postawiłam na stoliku i pstryknęłam im zdjęcie.
„Filmy” wg Jacka Rakowieckiego

Ładny stos z 63 numerami, które czasem wciągały, irytowały lub bywały skażone co najwyżej pobieżnym przejrzeniem zawartości. Jednak przez ostatnie lata zmienił się nieco mój stosunek do tego pisma, który zaowocował potrzebą pisania o nim na blogu (jak i innych pozycji związanych z filmem). Zaczęłam doceniać osoby, których teksty potrafiły zadziwić i zainteresować tematem. Tutaj pragnę podkreślić dwa nazwiska: Łukasza Maciejewskiego (chyba zaczęło się od recenzji „Sierocińca”) i Bartosza Staszczyszyna (nie potrafię wskazać chwili olśnienia).

To był tez czas, kiedy moja biblioteczka oraz kolekcja filmowa nieźle się wzbogaciła. Wystarczyło brać udział w konkursach, udzielać się na forum i być nieco bardziej zaangażowanym w funkcjonowanie forum. Wiadomo, że stan obecny to obraz nędzy i rozpaczy, ale przez pewien czas użytkownicy byli nagradzani adekwatnie do posiadanej rangi.  Potem to się urwało, admin nie udzielał odpowiedzi, a zrażeni ludzie zaczęli opuszczać to miejsce. Mimo to do dzisiaj miło wspominam kontakt mailowy z panem Rakowieckim.
Brakuje tylko „Karmelu” w wersji dwupłytowej
oraz
„Wallace i Gromit” (4 DVD)
Jednak największą frajdą było ujrzenie mojego tekstu opublikowanego na łamach „Filmu”. Pamiętny numer czerwcowy z 2008 roku, a przez tydzień nie mogłam pozbyć się banana z twarzy. Kiedy ostatnio do niego zajrzałam, po prostu pokręciłam nosem. Wpis z forum o „Sierocińcu” nie jest najlepszy, ale sentyment pozostał. Tak, jestem Nandi. 😉

Co mogę zarzucić byłemu już redaktorowi naczelnemu „Filmu”? Chyba brak dialogu z czytelnikami i znajomości zasad dobrego PR. Brak wstępniaka, „bo nikt tego nie czyta”, jeszcze można zrozumieć. Niestety, zamiast ustosunkować się do fali krytyki, jaka przetoczyła się przez forum, pan Rakowiecki zwyczajnie się obraził i zlikwidował rubrykę z recenzjami czytelników. To trochę przykre, ale prawdziwe. Stan strony wołał o pomstę, ale gwoździem do trumny było prowadzenie bloga na stronie HBO. To tylko pokazało, że mimo tylu lat Rakowiecki nie utożsamiał się z prowadzonym pismem i nie zależało mu na wyciągnięciu go z zapaści.

Mimo to, uważam te lata za dobre. Każdy coś zyskuje i traci, a pewne wydarzenia z czasem tracą na sile i ważności. Dziękuję panu Jackowi Rakowieckiemu za te 63 numery.

Teraz nie pozostaje mi nic innego jak powitać Tomasza Raczka i czekać na „The wind of change”. 😉 Kto wyczekuje piątku tak mocno jak ja?  

FILM 09/2012

Tytuł: „FILM”
Numer:
09/2012
Redaktor Naczelny:
Jacek Rakowiecki
Wydawca:
Media Point Group
Ilość stron:
98
Typ:
Miesięcznik
Cena:
6,99 zł (9,99 zł z płytą)

Z dedykacją dla Noidy.

Po jakże słonecznej okładce z kinowymi twardzielami, przyszła pora na ciemne tło dla wyeksponowania Piotra Adamczyka. Na pierwszy rzut oka, po pobieżnym przekartkowaniu numeru mocno kręciłam nosem. Dobór tematów wydał się bezbarwny. Jednak pierwsze wrażenie uchyliło czoła przed zawartością owych nieciekawych tematów. W tym miesiącu postawiono na sztukę wywiadu pozostawiając nie za dużo miejsca dla klasycznej publicystyki.
Zacznijmy od tej skromniejszej części. W związku z kolejną edycją Festiwalu Polskich Debiutów „Młodzi i film”, Ola Salwa pisze, że „Krótkie jest fajne”. Z pewnością warto promować twórczość debiutantów, ale nie ma co się oszukiwać – miłośników krótkich form nie ma zbyt wielu. Czego wyrazem jest wygrane kiedyś dvd z filmami tego festiwalu z lat 2003 – 2007. Żebyście widzieli ten wyrzut w tych oczach, kiedy kolejny raz pomijam je przy kompletowaniu tytułów na najbliższe seanse… Na Bartosza Staszczyszyna zawsze można liczyć. Jego „Kogo jara śpiewka stara” doskonale prezentuje kondycję musicalu w kinie. Okazją ku temu jest odwołana premiera „Rock of Ages” (na dvd wyjdzie chyba w tym roku). Uwielbiam musicale, ale niestety to jest sztuka trudna. Zaś współczesny widz prędzej zasiądzie przed wulgarnym teledyskiem Rihanny niż romantyczną, rozśpiewaną historią. Reszta to sylwetki Michelle Rodriguez („Rewolwerówka” by Elżbieta Ciapara) i Pawła Pawlikowskiego („Warszawa, Oxford, Paryż” by Anita Zuchora). Dziennikarki od lat utwierdzają mnie w przekonaniu, że potrafią zgrabnie i ciekawie pisać o ludziach. Na deser zamieszczono przedruk fragmentu książki „Johnny Depp. Sekretne życie” Nigela Godalla. Chyba większość zna genezę image’u Jacka Sparrowa z „Piratów z Karaibów”.

A teraz sobie porozmawiamy. Czasem dłużej, czasem krócej, ale będziemy wymieniać myśli i poglądy. Z dłuższych wywiadów brylu ten najważniejszy,  z Piotrem Adamczykiem. Sebastian Łupak zawitał do restauracji aktora, gdzie zadał trochę pytań. Całość ułożyła się w ciekawą i wciągającą rozmowę, w której nie brakuje anegdot (przedszkole!). Drugim, jeszcze lepszym wywiadem jest udzielony Anicie Zuchorze przez Leszka Dawida, reżysera „Jesteś bogiem”. Z rozmowy można się dowiedzieć wiele o pracy nad filmem, udziale Rahima i Fokusa czy też jak wykiełkowała myśl o zrobieniu filmu o Paktofonice. Może to zmęczenie, a może perfekcjonizm i bardzo ambitne podejście do aktorstwa, czy też styl wypowiedzi – Magdalena Cielecka zaczyna mnie wkurzać. W rozmowie  Sebastian Łupak nawet nie próbował sprawdzić czy aktorka ma jakiekolwiek poczucie humoru. Bardzo interesujący jest wywiad przeprowadzony z Samem Riley’em przez Elżbietę Ciaparę. Mamy historię człowieka, który dostał swoją szansę, kiedy już miał rzucić aktorstwo w diabły. Z krótkich pogawędek warto wymienić: Carlo di Carlo o Antonionim oraz Joss Whedon o „Avengers”.
Nowością jest poświęcenie serialom więcej niż pół strony. Naprawdę! Mamy aż 9 stron o serialach głównie w formie krótkich, ale ciekawych wywiadów. Na tapecie znalazły się takie tytuły jak: „Homeland”, „Paragraf Kate”, „Dexter”, „Zemsta” (nie czytać, bo zawiera wielki spoiler), „Czysta krew”, „CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas” i „Paradoks”. Byłam oszołomiona tym odstępstwem od normy, bo seriale w „Filmie” (zresztą jak tytuł wskazuje) są traktowane bardzo po macoszemu. Tutaj naprawdę mnie zaskoczyli, a kupuję już od bardzo dawna.

Pora na recenzje. Posypało się dużo dwój i trój. Żaden tytuł nie zasłużył na najwyższą ocenę, ale piątkowicz i czwórkowicze zostali wyłonieni. Tylko jeden film „Pozdrowienia z raju” doczekał się z odmiennym odbiorem. Na 5 zasłużył „Raj: Miłość”, a na 1 aż dwa tytuły: „Rzecz o mych smutnych dziwkach” oraz „Mężczyźni w natarciu”.

Do wyboru są dwa filmy: „Dom Dusz” Bille’go Augusta i „Złota piłka” Cheika Doukoure. Wybrałam film na podstawie książki Isabel Allende, który widziałam jako dziecko i zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Noida miała rację. To jeden z bardziej udanych numerów. Pierwsze, niezbyt entuzjastyczne wrażeniu ustępowało z niemal każdym tekstem i wywiadem. Pozytywne zaskoczenie przy temacie serialowym daje dodatkowe punkty. Szkoda, że zabrakło rankingu czy też zestawienia jakie było w sierpniowym numerze. Redakcja powinna mieć świadomość, że kinomani kochają układać filmy wedle różnych kluczy, nawet tych absurdalnych – a jeszcze bardziej je czytać i odhaczać obejrzane.

Zobaczymy co będzie w październiku.

FILM 08/2012

Tytuł: „FILM”
Numer: 08/2012
Redaktor Naczelny: Jacek Rakowiecki
Wydawca: Media Point Group
Ilość stron: 98
Typ: Miesięcznik
Cena: 6,99 zł (9,99 zł z płytą)
Sierpień, podobnie jak poprzedzający go lipiec, nie dawał zbyt wielu okazji do zatopienia się w jakąkolwiek lekturę. Znów pojechałam na kolonie jako wychowawca i tym samym poziom zaległości drastycznie  wzrósł. Na szczęście sezon się kończy a ja biorę się w garść i przypominam o magazynie, którego sierpniowy numer jeszcze można nabyć w kioskach i salonach prasowych. Obiecałam sobie, że wcześniej zapoznam się z drugim numerem kwartalnika „Filmowy…”, ale treści zawarte w przedmiocie wpisu okazują się być bardziej interesujące. Mam jeszcze miesiąc, to dobrze… uff!

Lipiec upłynął pod znakiem Batmana, spychając w cień nawet dobrze przyjęty reboot serii o Człowieku Pająku. Sierpień pod tym względem prezentuje się dość biednie. Wprawdzie na jaskrawo żółtym tle prezentuje się obsada drugiej części „Niezniszczalnych”, a Pixar wypuścił najnowszą animację – to daleko do emocji i gorączkowej wymiany zdań sprzed miesiąca. W sierpniowym numerze postawiono przede wszystkim na publicystykę. Wywiady są dwa, ale tylko jeden jest wart uwagi. 
Zacznijmy od tematu okładkowego, któremu przyjrzał się Bartosz Staszczyszyn. „Kochajmy mięśniaków, tak szybko odchodzą” jest niczym innym jak analizą zjawiska w kontekście czasu. Nie będę ukrywać, że naoglądałam się wielu tego rodzaju, ale to nigdy nie był mój typ urody. Dobrze, że wciąż jest zapotrzebowanie (choć nie tak wielkie) na takich macho, bo bez nich byłoby trochę nudno. Nie widziałam pierwszej części „Niezniszczalnych”, warto spróbować? Ciąg dalszy jest jak najbardziej męski: zostały przybliżone sylwetki dwóch amerykańskich aktorów. Anita Zuchora pisząc o Alecu Baldwinie, wyraźnie zaakcentowała jego pierwsze potknięcie w karierze. Bardzo lubię „Zawód: pan młody”, a tu taki zgrzyt. Elżbieta Ciapara z kolei pisze o Jeremym Rennerze, którego kariera zaczęła się rozwijać po występie w filmie Bigelow. Osobiście nie lubię takiego oddania się pracy, które w moim odczuciu zakrawa o kpinę. Z drugiej strony długo czekał na swoje 5 minut więc niech korzysta z tego pełną parą. Nie mogło zabraknąć Woody’ego Allena w związku z premierą jego najnowszego filmu „Zakochani w Rzymie” (mam co do niego mieszane uczucia, ale może miło rozczaruję?). Jaki inny temat może towarzyszyć nowojorskiemu neurotykowi jak nie jego europejskie tournee po stolicach? To zaczyna być trochę nudne. Czy naprawdę nie ma innych możliwości podejścia do Allena?
Żeby nie włączyła się we mnie wewnętrzna Kayah, która śpiewa „Testosteron”, znalazł się tekst o „Meridzie Walecznej”, a raczej o nowej erze w animacji. Ciapara ciekawie rozbija na części problem wizerunku dziewczyny w kreskówkach by podkreślić jak osobliwym przypadkiem jest wspominany film o rudej Szkotce. A jednak się włączyła, jak ja nie lubię nucić tej piosenki. Oto nastał smutny czas dla wampirów, które już nie straszą jak kiedyś, a głównie rozczulają i śmieszą. Staszczyszyn udowadnia, że to kino zabiło wampiry i ma rację. Wystarczy zobaczyć zwiastun najnowszego filmu Bekmambetowa, prawda? Grecja nie ma się najlepiej nie tylko pod kątem ekonomicznym i politycznym. Nawet na polu X muzy to coś więcej niż partyzantka, kiedy do gry wchodzą młodzi filmowcy. Sebastian Łupak zasygnalizował problem, który aż prosi się o rozwinięcie.

„Film” zainaugurował cykl tekstów poświęconych kierunkom uczelnianych, po których można pracować w filmie. Na pierwszy ogień poszło aktorstwo, o którym rozprawia Leszek Żukowski. To nic innego jak przybliżenie toku studiów z cechami charakterystycznymi. Pomijając ten tekst, odnioszę wrażenie, że uczelnie filmowe są prawie jak świątynie  – za dużo w nich sztucznie dorabianego majestatu.

Jak mi brakowało zestawień prawdziwego zdarzenia, a tu jest bardzo sympatyczny. Anita Zuchora zebrała „15 ulubionych filmów młodych o nich samych”. Osobiście widziałam 5 z nich, ale jakbym się zebrała to liczba podskoczyłaby do 7. Poproszę o więcej takich zestawień i mam nadzieję, że będzie ciekawy i zaskakujący.
Ze wspomnianych dwóch wywiadów, tylko jeden zasługuje na uwagę – rozmowa Łukasza Maciejewskiego z Agnieszką Grochowską. Aktorka znów jest na fali wznoszącej dzięki rolom w „W ciemności”, „Bez wstydu” czy „Wałęsie”. Z wywiadu wyłania się osoba, która zna swoją wartość, ale czegoś mi brakuje by poczuć choć cienką nić sympatii dla jej osoby. Ot, zagadka. Drugi to standard – Joanna Ozdobieńska pyta Zooey Deschanel o rzeczy, które po przeczytaniu błyskawicznie ulatują z głowy. Widocznie łatwiej przeprowadzić rzeczowy wywiad z rodzimymi twórcami.
Na uwagę zasługuję felieton Bartosza Żurawieckiego, którego obecność na łamach magazynu od dłuższego czasu ogranicza się do felietonu. Tym razem podzielam jego zdanie odnośnie coraz częstszego i bardziej bezmyślnego stosowania angielskiej terminologii (tej przetłumaczalnej) w polskiej prasie filmowej. Czasem to jest wręcz wkurzające.
A teraz kącik recenzyjny. Znów żaden tytuł nie dostał noty najwyższej, ale posypały się dwie piątki („I sprawiedliwość nie dla wszystkich”, „Siostra swojej siostry”) i dużo czwórek. Na pałę zasłużył tylko jeden film i to niepolskiej produkcji („Spadaj tato”).
Z dodatków. Do wyboru były dwa filmy: „Bezpańskie psy” oraz „Wieczny student”. Tak się złożyło, że żadnego nie widziałam, ale też żadnego z nich nie kupiłam – tak jakoś wyszło. 
Podsumowując sierpniowy numer, który bardziej straszy żółcią niż zachęca, wyszło dobrze. Dużo tekstów Staszczyszyna, dwie biografie oraz solidny ranking, który zachęca do uzupełnienia braków w temacie. Rozczarowuje trochę sztampowe podejście do najnowszego odcinka kariery Allena, ale jest co czytać i czyta się naprawdę dobrze.