Kategoria: przeniesione z bloxa

White collar/Białe kołnierzyki, sezon pierwszy

Tytuł polski: Białe kołnierzyki
Tytuł oryginalny: White collar
Sezon: 1.
Ilość odcinków: 14
Stacja: USA Network
Dystrybutor: Imperial CinePix
Rok produkcji: 2009 –
Ocena: 5/6

White Collar (2009) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);



Nie mija miesiąc od mego ostatniego serialowego wpisu. Upojona dwoma sezonami „Castle’a” szukałam czegoś, co by złagodziło oczekiwanie na trzeci sezon. Niby pod rękę nawinął się „V”, kosmici i baje science-fiction to moje klimaty, jednak pierwszy odcinek nie zachwycił. No dobra, to była porażka na wielu frontach, więc minie trochę czasu nim zrobię drugie podejście. A nuż zmienię zdanie i kolejne odcinki zatrą wspomnienia z pierwszego wrażenia? Przecież jest tyle seriali do wypróbowania. Jakiś czas temu miałam na celowniku produkcję stacji USA Network, ale wtedy nie miałam ochoty na żaden serial. „White collar” zadebiutował 23 października i w grudniu podjęto decyzję o kręceniu drugiego sezonu. Muszę przyznać, że obok „Glee” i „Castle” to jeden z najciekawszych debiutów 2009 roku. Znów zapomniałam o otaczającym mnie świecie, czyli serial zdał egzamin i to perfekcyjnie.

Neal Caffrey (Matt Bomer) zasila elitę światowej szajki złodziei, fałszerzy i wyłudzaczy. Jednak nikt nie jest doskonały o czym świadczy odsiadywanie czteroletniego wyroku w wiezieniu o zaostrzonym rygorze. Chociaż zostało mu 3 miesiące, podejmuje się ucieczki. Znów zostaje złapany i to przez tego samego człowieka, agenta FBI Petera Burke’a (Tim Dekay). Zbieg okoliczności i spostrzegawczość Caffrey’a otwierają furtkę do współpracy z FBI. Zamiast siedzieć kolejne lata w więzieniu, Neal trafia pod kuratelę Burke’a służąc swoją wiedzą, umiejętnościami i niebywałym urokiem osobistym. Każdy medal ma dwie strony. Neal nosi obrożę z GPS na kostce i może swobodnie poruszać się w promieniu 3,2 kilometra. Wszystko ma swoją cenę, a trudno zaufać zawodowemu oszustowi. Początkowo współpraca z Peterem nie obywa się bez złośliwości, ale olbrzymia wiedza nowego konsultanta znacznie poprawiła statystyki wydziału. Do tego znajduje wspólny język z żoną Burke’a, Elizabeth (Tiffani Thiessen), ale czemu się dziwić? Neal jest szalenie przystojny, elokwentny i świadomy oddziaływania na płeć przeciwną. Ale nie w głowie mu podrywanie żony przełożonego. Może flirtować z tuzinem kobiet dziennie, ale najważniejsza jest Kate (Alexandra Daddario) – miłość życia i powód rejterady z więzienia w kapitalnym stylu. Ktoś trzyma ją z dala od niego póki nie dostanie tego czego chce. Nie wiadomo kto to i o co mu chodzi, a postawa Kate wcale nie świadczy o bezgranicznej miłości do Neala. Pozory gonią pozory, a w drużynie nie może zabraknąć Mozziego (Willie Garson), niesamowity umysł w niepozornym ciele.



Pierwszy sezon liczy tylko 14 odcinków, ale nie ilość się liczy tylko jakość. Chociaż mamy do czynienia z serialem proceduralnym, scenarzystom udało się uniknąć pułapki monotonii już na samym starcie. W każdym odcinku jest inna sprawa, ale spoiwem całego sezonu jest sprawa Neala i Kate – tajemnicza, ale sprawnie poprowadzona. Nie brakuje napięcia, poddawania w wątpliwość prawdziwych zamiarów. Poza świetnym scenariuszem i dialogami, serial ma prawdziwy brylant – Neala odtwarzanego przez Matta Bomera. Obłędnie uroczy, przystojny, czarujący, inteligentny, zabawny, z łobuzerskim uśmiechem, przejmującym spojrzeniu… można wymieniać w nieskończoność. Postać jest niezwykle wyrazista, niejednowymiarowa i nie można przejść obok niego obojętnie. Typ złodzieja o dobrym sercu, nieuznający przemocy i zabijania w swoim fachu – trochę snobistyczny, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Praca dla FBI nie pozostaje bez wpływu, z czasem współpraca z Peterem przeradza się w przyjaźń, która będzie maltretowana próbami. Peter Burke (czasami przypomina mi Ireneusza Krosnego) świetnie się uzupełnia z Nealem, praktyczne przeciwieństwo. Chociaż sprawia wrażenie nieco szorstkiego i ciapowatego, szybko pozbywamy się złudzeń. W końcu to on po 3 latach ścigania zamknął Caffrey’a w więzieniu, a potem odholował z powrotem po ucieczce. Na początku ciężko mu zaufać, obawia się ucieczki i kolejnego wyskoku. Z czasem praktycznie się do niego przywiązuje, ale ten proces przebiega dość spokojnym rytmem – na zaufanie trzeba zasłużyć. Z czasem pokazuje Nealowi inne życie i jego wartość. Świadczy o tym choćby odcinek z porwaniem młodej dziewczyny. Muszę przyznać, że obaj zostali nie tylko kapitalnie napisani, ale też obsadzeni. Uwielbiam ich praktycznie za wszystko.



Nowy Jork. Miasto wielokrotnie lądowało na taśmie filmowej, ale co za dużo to niezdrowo. W każdym razie pewne widoki nie tylko nużą, ale zaczynają irytować. Duże Jabłko, pępek świata… można jednak pokazać w ciekawy sposób. W „White collar” stało się miastem nie tylko przyjemnym w odbiorze, ale nawet intrygującym. Co nie znaczy, że z miejsca chciałabym się tam znaleźć. Można się za to przyczepić do efektów specjalnych. Niestety widać, które sceny były kręcone w blue boxie. W pewnych sytuacjach można przymknąć na to oko, ale nie przy kawiarnianym stoliku czy rozmawiając przez telefon będąc w mieście. I podziwiajcie fuszerkę podczas wielkiego „bum”, marność efektów nieco spłaszcza dramaturgię. Nie wymagam efektów na najwyższym poziomie jeśli produkcja sama się broni, ale czasem przesady w drugą stronę nie da się przemilczeć.

Drugi sezon rozpoczął się 13 lipca 2010 roku i obejmuje 16 odcinków, mam nadzieję, że poziom utrzyma się na dotychczasowym poziomie. Początek jest co najmniej zachwycający, ale to trzeba samemu zobaczyć. Zwyczajnie przepadłam, chyba strach sięgać po nowe seriale, ale do odważnych świat należy.




Pierwsza publikacja: 5 września 2010
Korekta: drobna, literówki
Uwagi: Mam ochotę powtórzyć pierwszy sezon
Reklamy

Mr. Smith goes to Washington/Pan Smith jedzie do Waszyngtonu (1939), reż. Frank Capra

Tytuł polski: Pan Smith jedzie do Waszyngtonu
Tytuł oryginalny: Mr Smith goes to Washington
Reżyseria: Frank Capra
Scenariusz: Sidney Buchman
Zdjęcia: Joseph Walker
Muzyka: Dimitri Tiomkin
Rok produkcji: 1939
Ocena: 4.5/6

Mr. Smith Goes to Washington (1939) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);

Frank Capra i polityka, połączenie na pierwszy rzut oka niezbyt szczęśliwe. Reżyser, który zasłynął jako zręczny manipulator emocjami, bierze się za nieprzystający do niego temat. Jednak odniósł sukces komercyjny i artystyczny, a „Pan Smith jedzie do Waszyngtonu” często jest wymieniany w różnych zestawieniach filmów wszechczasów. Po dłuższej przerwie i otrzymałam jedną z jego najlepszych ról w karierze Jamesa Stewarta. Aktor pracował nad nią bardzo intensywnie ze świadomością, że to może być rola życia. Z pewnością jako Jefferson Smith wpisał się na karty historii kina.

Nagle umiera jeden z senatorów i trzeba wyznaczyć jego następcę. Grupka polityków skupionych wokół potężnego Jima Taylora (Edward Arnold) szuka człowieka, który byłby idealną kukiełką dla ich sprawy. Intencje nie są czyste i od zatwierdzenia ustawy o deficycie zależy zasobność ich kont bankowych. Ku zaskoczeniu wszystkich jak i samego wybranego, nowym senatorem zostaje Jefferson Smith (James Stewart). Młodzieniec pełen ideałów i nieskalanego patriotyzmu wydaje się idealnym kandydatem na pionka. Do tego ślepe zaufanie do senatora Josepha Paine’a (Claude Rains), który był przyjacielem ojca Smitha – o równie szlachetnym umyśle co jego syn. W swoim stanie zasłynął jako wspaniały skaut, mający na sercu dobro dzieci, które są w niego wpatrzone jak w obrazek. Pierwsza w życiu wizyta Smitha w stolicy może sprawiać wrażenie, że za długo przebywał z dziećmi. Zachwycony, rozemocjonowany niczym mały chłopiec w ZOO, wymyka się by zwiedzić stolicę ukochanego kraju.
Pierwsze kroki w Senacie zdawają się potwierdzać słuszność wyboru Smitha przez pryzmat dążeń Taylora. Nie ma praktycznie żadnego pojęcia o mechanizmach politycznych, procedurach i ustawodawstwie. Cechuje go jednak silna potrzeba sprostaniu obowiązkom praktycznie mu narzuconych. Mianowaniu Smitha senatorem towarzyszyła niezła pompa, przy której nie było nawet jak się wycofać. Już na dzień dobry dał się zmanipulować dziennikarzom, którego efektem były prześmiewcze nagłówki w prasie porannej i to jeszcze przed zaprzysiężeniem Jeffersona na senatora. Dzięki temu następuje urocza sekwencja w której Smith daje pięścią w twarz każdemu winnemu dziennikarzowi. Oskarżenia o byciu pionkiem bardzo go zabolały i zachęcony przez Paine’a zaczyna prace nad projektem ustawy. Jednak niewiele byłby w stanie zrobić gdyby nie Clarissa Saunders (Jean Arthur), sekretarka z charakterem. Z początku traktuje pracę z żółtodziobem cierpiącym na nadmiar ideałów jak karę boską. Z czasem zaczyna czuć do niego sympatię i czułość – dotąd miała kontakt z ludźmi cynicznymi, interesownymi i fałszywymi. Praca z młodzieńcem uczciwym, szlachetnym i pełnym życzliwości systematycznie rozbija cyniczną skorupę i uwalnia nowe emocje.
James Stewart i Jean Arthur
 
Problemy zaczynają się w momencie przedstawienia projektu ustawy przez Smitha, który godzi w interesy ustawy o deficycie a dokładniej ustępu 40. Kiedy Smith nie ulega delikatnym perswazjom, poznaje świat polityki z najbrutalniejszej strony. Chyba każdy idealista by się załamał słysząc oszczerstwa na własny temat od osoby, którą się podziwiało i szanowało. Jednak wsparcie ze strony Saunders wzbudziło w nim wolę walki, które zaowocuje bardzo długim wystąpieniem. Prawo amerykańskie pozwala przemawiać tak długo póki mówca jest w stanie utrzymać się na nogach. 
James Stewart idealnie się wpasował w rolę pełnego ideałów, naiwnego i głupiego młodzieńca. To wszystko bije z niego niczym z latarni morskiej po zmierzchu. Fizjonomia grzecznego obywatela na nic by się zdała, gdyby nie świetne aktorstwo. Jak już było wspomniane, Stewart podszedł do roli bardzo poważnie. Jean Arthur wspominała, że wstawał o piątej rano i jechał do studia z przerażeniem w oczach, że coś mu się może stać – przez to nie był w stanie jechać szybciej. Nie wiem na ile ten stres odbił się na aktorstwie, ale w scenach z Susan Paine (Astrid Allwyn), córką senatora był genialnym fajtłapą. Sceny z kapeluszem uważam wręcz kapitalne. Zastanawiałam się jak uzyskał efekt zachrypniętego głosu po niemal dwudziestotrzygodzinnej przemowie. Szybko znalazłam odpowiedź – Stewart suszył gardło dwuwęglanem sodu i nawet nie chcę wiedzieć co to jest. Za to przyjemnie się oglądało Jean Arthur w roli silnej i charakternej Clarissy, chętnie bym coś z nią obejrzała. Warto wiedzieć, że kino amerykańskie pokazało wiele nietuzinkowych choć mniej znanych aktorek. W głównej mierze film stoi aktorstwem Jamesa (no dobra, zawsze mnie śmieszy jak mdleje) i dobrym scenariuszem.
Jean Arthur
 
Prace nad filmem to temat na szerokie opracowanie. Kanwą scenariusza była nieopublikowana książka Lewisa R. Fostera pod różnymi tytułami:  „The Gentelman from Montana” lub „The Gentelman from Wyoming”. Warto zwrócić uwagę, że film przemilcza nazwę stanu z którego wywodzi się Smith. Pierwotnie miał być squelem innego filmu Capry „Mr. Deeds goes to town” znany w Polsce jako „Pan z milionami”. Projekt „Mr. Deeds goes to Washington” musiał ulec modyfikacji z powodu niedostępności Gary’go Coopera. W głowie Capry zajaśniała nowa para: Stewart i Arthur, który wypożyczył aktora od MGM. Dla reżysera to był trudny okres. Po stracie syna na wskutek powikłań po wycięciu migdałków, Capra chciał odgonić myśli i zająć się pracą. Pierwszym pomysłem był film o Fryderyku Chopinie, ale wytwórnia nie chciała dać funduszy. W styczniu 1938 roku historia Fostera przeszła przez cenzurę Hayesa. Zdjęcia trwały od od 3 kwietnia do 7 lipca 1939 roku. Premiera miała miejsce 19 października, kiedy wojna w Europie pochłaniała kolejne ofiary i państwa.
„Pan Smith jedzie do Waszyngtonu” wzbudzał w tych czasach wiele kontrowersji. Chodziło głównie o uderzanie w nieskalany mit cudownego i prawego rządu USA. Ukazanie korupcji na samym szczycie brzmiał jak totalna bzdura, profanacja. W tym czasie prezydentem był Franklin Delano Roosevelt, który wyciągnął kraj z bagna Wielkiego Kryzysu. Pod adresem Capry padło wiele oskażeń, ale film spodobał się zarówno publiczności jak i krytykom.
Siłą filmu jest satyra, ale podana w lekkim sosie, która nie celuje w konkrente osoby czy wydarzenia. Nazwanie głównego bohatera jest wyrazem sprzeczności i pomysłowości scenarzysty. Jefferson Smith, popularne nazwisko połączone z mocnym, budzącym pozytywne skojarzenia nazwiskiem ojca narodu. Capra nakręcił film, który miał wzbudzać uśmiech na twarzy. Przynajmniej  mnie pokrzepiają myśli, że takich Jeffersonów Smithów nie brakuje. Sama kiedyś byłam przepełniona ideałami, które już zostały odarte ze złudzeń. Oglądając film, wspominałam dawną siebie.
James Stewart
 
Film został zakazany w nazistowskiej III Rzeszy, faszystowskich Włoszech, sowieckiej Rosji i frankistowskiej Hiszpanii. W kilku europejskich krajach został zdubbingowany w taki sposób, aby był zgodny z ideologią danego państwa. Sam ambasador amerykański w Wielkiej Brytanii Joseph P. Kennedy pisał do Capry oraz szefa Columbii , Harry’ego Cohna, obawiając się negatywnego wpływu filmu na prestiż USA w Europie. W okupowanej przez Niemcy Francji, film był grany jako ostatni przed wprowadzeniem zakazu. Kiedy zakaz został zdjęty, jeden właściciel paryskiego kina puszczał ten film przez 30 dni.
„Pan Smith jedzie do Waszyngtonu” zebrał 11 nominacji do Oscara, ale statuetka trafiła w ręce Lewisa R. Fostera za scenariusz oryginalny. Warto wspomnieć, że rok 1939 obfitował w głośne do dzisiaj tytuły: „Przeminęło z wiatrem”(kombajn oscarowy – 8 statuetek), „Czarnoksiężnik z Oz” czy głośny „Dyliżans” (bardzo chcę go zobaczyć).
Nie dziwię się, że film na trwale zapisał się w kulturze masowej i motywy co jakiś czas przewijają się w różnych formach. Czy to poprzez parafrazy tytułów, czy na potrzeby kampanii politycznych, na filmach i serialach kończąc. W 1989 roku został umieszczony w National Film Registry – liście filmów budujących dziedzictwo kulturalne USA, przechowywanych w Bibliotece Kongresu. Film z pewnością rozbudził w niektórych chęć zajęcia się polityką, czego dowodem były listy do reżysera. Nie wiem ilu wyborców z tego powodu chciałoby wychwalać ten film pod niebiosa albo zniszczyć wszystkie dostępne kopie. Z pewnością „Pan Smith jedzie do Waszyngtonu” jest filmem aktualnym i uniwersalnym.
Uwielbiam to zdjęcie
Pierwsza publikacja: 25 kwietnia 2009
Korekta: Niewielka
Uwagi: Warto przemęczyć początek.

The Vampire Diaries/Pamiętniki wampirów, sezon pierwszy

Tytuł polski: Pamiętniki wampirów
Tytuł oryginalny: The Vampire Diaries
Na podstawie: „Pamiętniki wampirów”, L. J. Smith
Sezon: 1
Ilość odcinków: 22
Stacja: CW
Rok produkcji: 2009 –
Dystrybutor: Galapagos
Ocena: 4.5/6

The Vampire Diaries (2009) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);

Swego czasu dałam się omamić litrom pomyj wylewanych na „Pamiętniki wampirów”. Bo to dla siusiar, klon „Twilight” i ogólnie wstyd to lubić. Odkładałam seans na zasadzie „jak mnie najdzie to włączę”. Dość długo mnie nie nachodziło aż do pamiętnego wywiadu Paula Wesley’a dla onetu. Jak on uroczo mówi po polsku i w dodatku z niezłym akcentem. Z miejsca zrobił mi się banan na twarzy, poszperałam trochę w sieci za informacjami i nie mogłam dłużej czekać – zaczęłam oglądać. To były intensywne 2 dni z „Pamiętnikami wampirów”, które są naprawdę dobrym serialem.

Nastał nowy rok szkolny, do normalności stara się wrócić Elena Gilbert (Nina Dobrev). W maju straciła rodziców w wypadku samochodowym i od tego czasu jest pod opieką niezbyt rozgarniętej ciotki Jenny (Sara Canning). Martwi się o młodszego brata Jeremy’ego (Steven R. McQueen – swoją drogą wnuk słynnego Steve’a), który nie radząc sobie z emocjami – wagaruje i bierze prochy. Powrót do szkoły to także spotkanie z byłym chłopakiem i przyjacielem z dzieciństwa Mattem (Zach Roerig) oraz dwiema różnymi przyjaciółkami Bonnie (Katerina Graham) i Caroline (Candice Accola). Elena chce wyjść z cienia smutku i zacząć iść do przodu. Codziennie w swoim pamiętniku wyraża swoje emocje, plany, spostrzeżenia. Ten rok nie zaliczy do łatwych, nie będzie też zwyczajny a wszystko zaczęło się od nowego chłopaka w szkole.

Nina Dobrev

Gdzie te wampiry? W szkole zjawia się nowy i przystojny chłopak, nazywa się Stefan Salvatore (Paul Wesley) i od razu zwraca uwagę na Elenę. Wraz z jego pojawieniem policja nie może narzekać na brak pracy. W okolicy znajdywane są ciała praktycznie pozbawione krwi. Tak, Stefan jest wampirem, ale nie jedynym we wszechświecie. Jego śladem podąża starszy brat Damon (Ian Somerhalder). Bracia Salvatore są jak ogień i woda. Jeden dobry, pije zwierzęcą krew, nie chce krzywdzić ludzi. Drugi zły, samolubny i lubujący się w zadawaniu cierpienia.

 
Nie czytałam oryginału książkowego napisanego przez L.J. Smith. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że „Pamiętniki wampirów” powstały na początku lat 90. Jednak nie wiem czy mam ochotę je przeczytać. Z różnych źródeł mogłam wyczytać jedną informację – serial i książka mają niewiele wspólnego poza postaciami i ich rysami charakterologicznymi. W serialu wszystko mi się podoba: poprowadzona historia, bohaterowie i ich zachowanie. Scenarzyści naprawdę się przyłożyli – ominęli klimaty „Zmierzchu” i zaserwowali logiczny i spójny serial. Darowali sobie ckliwe i pretensjonalne sceny zakochanych, dzięki czemu szuflada mdłego romansidła dla nastolatek nie jest w stanie pomieścić tego serialu. Co nie znaczy, że brakuje scen w których serce topnieje i ma się głupio rozanielony wyraz twarzy.
Wampiry to nie jedyne nadnaturalne istoty. Bonnie okazuje się być czarownicą, a dwóch bohaterów pod koniec sezonu pokażą, że nie są zwykłymi ludźmi, ale prawdopodobnie wilkołakami.

Katerina Graham i Candice Accola

„Pamiętniki wampirów” nie uwiązałyby mnie na 22 odcinki posiadając mdłe i płaskie postacie. Stefan jest tym dobrym, ale nie obce mu są stany słabości. Podobnie Damon, niby ten zły i okrutny. Z czasem sprawia wrażenie zbyt mocno skrzywdzonego by komuś zaufać. Wydarzenie z finałowego odcinka wywołało we mnie obawę, że zachowanie i postawa Damona wróci do punktu wyjścia. Na początku określałam go jako dupka, z czasem stał się uroczym dupkiem.  Zdołał stworzyć niezły tandem z Alaricem Saltzmanem (Matthew Davis), człowiekiem tropiącym wampiry i szukającym odpowiedzi na pytanie „Co się stało z jego żoną”. Przy okazji jest niezgłębionym źródłem ciętych ripost i akcentów humorystycznych. Co nie znaczy, że Stefan jest mdły i nijaki. Jak lubię Damona, tak preferuję Stefana. Kiedy próbuję określić co świadczy o moim wyborze zaczynają się schody. Widzę falę wrażeń i emocji. Wywołuje we mnie ciepłe uczucia, a fakt, że daleko mu do uosobienia cnót wszelakich chyba jeszcze bardziej je potęguje. Chce być w porządku z własnym sumieniem i wyrzeka się ludzkiej krwi. Kiedy jednak musiał napić się ludzkiej krwi by przeżyć i tego późniejsze konsekwencje (cały ból, pokusa i wstyd) postawiły kropkę nad „i”.

Matthew Davis i Sara Cannin

Sama Elena jest ciekawym przypadkiem. Wedle książki powinna być blondwłosą pięknością o niebieskich oczach. Tutaj jest ciemnowłosa, ciemnooka i na szczęście nie ma problemów z koordynacją ruchową. Ładna i zwyczajna, jej reakcje nie są wyssane z palca i przy tym wiarygodne. Nie pałam do niej nadzwyczajną sympatią, ale w ogólnym rozrachunku jej postać została zgrabnie i sensownie napisana. O wiele ciekawsza jest Bonnie, ale uroczym kuriozum pozostaje Caroline – bez nich nie byłoby tak ciekawie. 

Chyba tylko stos książek do przeczytania powstrzymuje mnie od zafundowania sobie powtórki z rozrywki. Naprawdę chętnie zobaczyłabym fatalną fryzurę Damona na początku, przyjrzała się dokładniej wilkołaczym osobnikom i pewnie spisała co ciekawsze riposty. Serial przerósł moje oczekiwania wciągając i trzymając w napięciu – i to solidnie. Byle drugi sezon utrzymał poziom.

Paul Wesley i Ian Somerhalder

Pierwsza publikacja: 18 czerwca 2010
Korekta: Drobna
Uwagi: Drugi sezon jest rewelacyjny

Vertigo/Zawrót głowy (1958), reż. Alfred Hitchcock

Tytuł polski: Zawrót głowy
Tytuł oryginalny: Vertigo
Na podstawie: „Vertigo”, Pierre Boileau i Thomas Narcejac
Reżyseria: Alfred Hitchcock
Scenariusz: Samuel A. Taylor, Alec Coppel
Zdjęcia: Robert Burks
Muzyka: Bernanrd Herrmann
Rok produkcji: 1958
Dystrybutor: Universal Pictures
Ocena: 6/6

Vertigo (1958) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);

Idąc tropem wspólnych filmów Alfreda Hitchcocka i Jamesa Stewarta, trafiłam na ich ostatni projekt „Vertigo” znany w Polsce jako „Zawrót głowy”. Miałam w zasadzie nikłą wiedzę o filmie i nie byłam gotowa na to, co nastąpiło. W moim osobistym rankingu przebija „Okno na podwórze” i jeszcze kilka zacnych dzieł. Chociaż niedoceniony w swoim czasie zarówno przez publiczność jak i krytykę, teraz uznawany za jeden z najlepszych filmów wszechczasów.

Film zaczyna się pościgiem policji za przestępcami. Akcja dzieje się na dachu, w pewnej chwili John „Scottie” Ferguson (James Stewart) przeskakuje z jednego dachu na drugi. Niestety okazał się być mało skoczny i ląduje uczepiony rynny. Spogląda w dół. Wysokość, która dotychczas nie robiła na nim wrażenia, stała się przerażająca. Obraz rozciąga się w nieskończoność. Policjant, który próbuje uratować Scottiego, spada w dół. Ferguson odchodzi ze służby i próbuje zwalczyć akrofobię stosując metodę małych kroków. Pewnego dnia stary znajomy, Gavin Elster (Tom Helmore) prosi go o przysługę. Chce, by śledził jego żonę Madeleine (Kim Novak). Nie, nie chodzi o zdradę. Kobietę opanował duch, który chce by popełniła samobójstwo. Scottie ma przede wszystkim zdobyć informacje na temat zachowań kobiety i powstrzymać przed ostatecznym krokiem. Zebrany materiał miał być wykorzystany przez psychiatrów. Właśnie w takiej placówce Elster chciał umieścić małżonkę. I tak się zaczyna obserwowanie młodej kobiety, która jeździ po San Francisco odwiedzając miejsca związane z prześladującym ją duchem. Ferguson niezbyt chętnie zgodził się podjąć tego zadania, z czasem Madeleine zaczyna go coraz mocniej fascynować. Nic więcej nie chcę pisać, bo mogę odebrać przyjemność z oglądania.
James Stewart i Tom Helmore
 
Pomysł na film na film wziął się z literatury, ale towarzyszyły temu ciekawe okoliczności. Pierre Boileau i Thomas Narcejac dowiedzieli się, że Hitchcock chciał nabyć prawa do ich książki zatytułowanej „Celle qui n’était plus”. Na jej podstawie powstał w 1955 roku film „Les Diaboliques”. Postanowili więc napisać powieść specjalnie dla Hitchcocka, czego owocem jest „D’Entre les morts”. Pierwotnie film nosił tytuł „From among the dead” i na szczęście przemianowano go na „Vertigo”, który uważam za bardziej intrygujący i pasujący do fabuły. Kim Novak nie była pierwszym wyborem reżysera do roli pani Elster. Alfred chciał zaangażować Verę Miles, która zagrała u niego choćby w słynnej „Psychozie” (seans ciągle przede mną). Jednak aktorka była w ciąży więc zdecydowano się na Kim Novak.
James Stewart dostał dobry scenariusz, który pokazał mi go od nieznanej dotąd strony. Cieszyłam się, że w „Oknie na podwórze” zagrał postać bardziej swobodniejszą w towarzystwie kobiet i ogólnie ciekawego i męskiego faceta. W „Vertigo” moim zdaniem przeszedł samego siebie, chwilami autentycznie się go bałam. Stewart odegrał szeroką gamę uczuć i emocji, ale zrobił to tak wiarygodnie, że siedziałam jak na szpilkach. Bo w gruncie rzeczy film traktuje o obsesji i sposób jej ukazania chwilami mrozi krew w żyłach. Nie jest sztuką zagrać maniaka z tikami na granicy szału. Wielka sztuka zaczyna się, gdy silny efekt jest rezultatem oszczędnych środków. Wspomniałam już, że „Zawrót głowy” to ostatni film Stewarta i Hitchcocka. Film poniósł porażkę i winą za to obarczył właśnie Jamesa. Jego zdaniem wyglądał za staro i nie przyciągnął widowni. Dla mnie to dość zaskakujące, w końcu widział jak się Stewart prezentuje. Może liczył na renomę nazwiska? W każdym razie nie obsadził go już więcej w swoim filmie, chociaż James był zainteresowany zagraniem w „Północ, północny zachód”. Co ciekawe, rolę powierzył Cary’emu Grantowi, który był 4 lata starszy od Stewarta.
Kim Novak
To był chyba mój pierwszy film z Kim Novak, która w „Vertigo” zrobiła na mnie niezłe wrażenie. Wyglądała tajemniczo, na swój sposób zjawiskowo i niemal pięknie. Reżyser i projektantka kostiumów Edith Head zadbali o to, by garderobie pani Elster nadać wyjątkowy wygląd. Dominowały odcienie szarości, który uważany jest za nietwarzowy dla blondynek. Właśnie strojem chciano podkreślić tajemniczość i pewną złowieszczość w osobie Madeline. Moim zdaniem dzieła dopełniły brwi, których chyba nie zapomnę do końca życia.
„Zawrót głowy” to piewszy film w którym użyto efektu złudzenia optycznego. Uzyskano go w wyniku zmiany ogniskowej obiektywu przy jednoczensym najeździe kamery. Dzięki temu widz mógł zobaczyć wysokość oczami akrofobika. Dla mnie, osoby niemal bez fobii, ten efekt zrobił wrażenie. Zwłaszcza w scenie na schodach dzwonnicy dopiero działa na wyobraźnię. Oglądając ten film doszłam do wniosku, że sceny stworzone przy udziale prymitywnych (jak na obecne czasy) środków, potrafią zdziałać więcej niż niejedna, komputerowo dopieszczona. Chodzi mi o sekwencję koszmarów sennych Scottiego, które wbiły mnie w fotel na dobre. Nie wiem czy ten dobór środków miał działać na podświadomość, ale przez moment nie wiedziałam co się dzieje i jak stamtąd uciec.
Barbara Bel Geddes i James Stewart
Film zrobił wrażenie nie tylko na mnie, ale też na znanych twórcach. Fani południowo – koreańskiego reżysera Park Chan – Wooka z pewnością obdarzają „Vertigo” pewną czcią. Ten film Hitchcocka pobudził w Parku chęć zostania reżyserem. Jego „Oldboy” zrobił na mnie wielkie wrażenie. Pod niemałym wrażeniem był z pewnością Brian de Palma, który pod wpływem „Vertigo” nakręcił w 1976 roku „Obsesję” z Genevieve Bujold i Cliffem Robertsonem. Osiem lat później elementy „Zawrotu głowy” zawarł w „Body double”. Nawet w „Otwórz oczy” Alejandro Amenábara widać wpływy filmu Hitchocka.
Ucieszyła mnie informacja, że wpływ „Vertigo” nie ominął jednego z moich ulubiuonych seriali jakim jest „Gdzie pachną stokrotki”. W odcinku „Bitches” została sparodiowana scena koszmaru sennego Scottiego. Aż się prosi by sprawdzić. Bardzo ciekawie do tematu podeszła grupa Faith No More. Teledysk do piosenki „Last cup of sorrow” to właściwie streszczenie najważniejszych momentów „Vertigo”. Rolę Kim Novak przejęła cudowna Jennifer Jason Leigh. Sam klip jak i piosenka w moim odczuciu są po prostu wyśmienite. Warto się jednak wstrzymać z oglądaniem teledysku, bo wiele scen jest jasnych po obejrzeniu filmu.
W ten oto sposób „Zawrót głowy” zawojował mnie bez reszty. Samo zdobycie filmu wymagało ode mnie cierpliwości, który wzbudzał mój apetyt.Istniało ryzyko, że film mnie rozczaruje i okaże się nie wart nawet połowy mojego entuzjazmu. Czułam się niemal jak po obejrzeniu „Gran Torino” i stąd moja wysoka nota.
I had a dream…
Pierwsza publikacja: 8 marca 2009
Korekta: literówki, powtórzenia itp.
Uwagi: Kiedy przypadkiem natknęłam się na seans w telewizji, a była to już połowa filmu, nikt nie był w stanie mnie odciągnąć.

Rear window/Okno na podwórze (1954), reż. Alfred Hitchcock

Tytuł polski: Okno na podwórze
Tytuł oryginalny: Rear window
Na podstawie: „It had to be murder”, Cornell Woolrich
Reżyseria: Alfred Hitchcock
Scenariusz: John Michael Hayes
Zdjęcia: Robert Burks
Muzyka: Franz Waxman
Rok produkcji: 1954
Dystrybutor: Universal Pictures
Ocena: 5.5/6

Rear Window (1954) on IMDb(function(d,s,id){var js,stags=d.getElementsByTagName(s)[0];if(d.getElementById(id)){return;}js=d.createElement(s);js.id=id;js.src=”http://g-ec2.images-amazon.com/images/G/01/imdb/plugins/rating/js/rating.min.js”;stags.parentNode.insertBefore(js,stags);})(document,’script’,’imdb-rating-api’);

Alfreda Hitchocka nie trzeba przedstawiać. Co mniej czy bardziej rozgarnięty kinoman z pewnością niejednokrotnie naciął się na jego nazwisko przy takich tytułach jak „Ptaki”, „Psychoza” czy „Rebeka”. Innym bardzo głośnym filmem jest „Okno na podwórze”, powstały na kanwie opowiadania Cornella Woolricha.

Bohaterem jest L. B. „Jeff” Jefferies (James Stewart), znany fotograf, który po wypadku ma złamaną nogę. Od sześciu tygodni siedzi w swoim mieszkaniu i z nudów zaczyna obserwować sąsiadów. Odwiedzają go Stella (Thelma Ritter) oraz Lisa Carol Fremont (Grace Kelly). Pierwsza to pielęgniarka, która częstuje go ciekawymi uwagami na temat podglądania innych ludzi. Druga jest modelką obracającą się w świecie pięknych strojów i dodatków, przyjęć i lektury „Bazaar” i przede wszystkim dziewczyną fotografa. W oczekiwaniu na zdjęcie tego przeklętego gipsu, obserwuje życie mieszkańców podwórza. Jednak zdarza się coś niepokojącego.  Lars Thorwald w środku nocy wychodzi z domu z walizką i po krótkim czasie wraca – i tak trzy razy. Ta sytuacja wzbudza podejrzenia Jeffa, a kiedy zauważa nieobecność żony mężczyzny, z przerażeniem stwierdza, że miała miejsce zbrodnia. Zaczyna baczniej przyglądać się temu mężczyźnie, korzystając nie tylko z lornetki, ale teleobiektywu. Z początku Stella jak i Lisa uważają, że przesadza, ale dochodzą do wniosku, że coś jest na rzeczy. Zaczyna się akcja demaskowania Larsa Thornwalda (Raymond Burr) i przekonywania detektywa porucznika Thomasa J. Doyle’a (Wendell Corey).

https://i1.wp.com/www.jonathanrosenbaum.com/wp-content/uploads/2010/02/rear-window2.jpg
James Stewart

Film ma wiele więcej do zaoferowania niż świetna intryga. Mocną stroną „Okna na podwórze” są dialogi, zwłaszcza między Lisą a Jeffem. Inteligentne, ironiczne i zabawne. Jeff z jednej strony kocha tę dziewczynę, ale nie pasuje do jej świecznikowego i odpicowanego stylu życia. Kiedy on w podróż zabiera jedną walizkę i może zapomnieć o myciu przez kilka dni, czuje, że te i inne różnice nie pozostaną bez echa. Z jednej strony chce zakończyć ten związek z piękną, zakochaną w nim bez reszty dziewczyną, ale można napisać, że trafiła kosa na kamień. Lisie bardzo zależy na fotografie i choć sprawia jej przykrość, nie poddaje się. Stara się go przekonać, że może się zmienić i dostosować do jego standardów.

Wiele źródeł podaje, że postacie Lisy i Jeffa były zainspirowane prawdziwymi osobami. Chodzi o Ingrid Bergman i fotografa wojennego Roberta Capy, którzy na planie „Osławionej” z 1946 roku przeżyli  romans. To właśnie ta relacja zainspirowała Hitchcocka do nakręcenia „Okna na podwórze” i uczyniła głównymi bohaterami fotografa i modelkę. Grace Kelly miała okazję włożyć piękne i romantyczne suknie, które zaprojektowała Edith Head. Projektantka współpracowała z reżyserem przy większości jego filmów powstałych w latach 60. i 70.

https://i2.wp.com/www.fact.co.uk/media/3475729/rear_window3.jpg
Grace Kelly
Nie można pominąć mieszkańców podwórza, którzy tworzą ciekawy zlepek charakterów i przypadków życiowych. Poza panem Thornwaldem mamy małżeństwo lubiące spać pod gołym niebem na balkonie i wyprowadzające pieska, spuszczając w dół koszyk ze zwierzęciem. Mamy piękną baletnicę, która często gości mężczyzn. Młody kompozytor i pianista (grany zresztą przez prawdziwego kompozytora Rossa Bagdasariana), rzeźbiarka i panna „Samotne serce”. Kobieta stroi się wieczorami, zaprasza wyimaginowanego gościa i upija się samotnie. W pierwszych scenach filmu do jednego z mieszkań wprowadza się młode małżeństwo. Na początku nie mogą bez siebie wytrzymać, a potem z sobą. Ciekawą interpretację ujęła Tania Modleski w ” The women who knew too much”. Uważa ona, że wyrażają obawę  Jeffa przed takim skrępowaniem na zawsze z Lisą. Zresztą w jednej z rozmów z wydawcą mówi, że jakby się ożenił, to skończyłyby się ryzykowne wyjazdy. Modleski również wychwyca aluzję w scenie pocieszania się kompozytora i panny „samotne serce”. Podkreśla, że obrazuje to, jak Lisa i Jeff do siebie pasują. Nawet kompozycja w danym momencie nosi tytuł „Lisa’s theme”.

Ważną kwestią poruszoną w thillerze jest etyka podglądania. Jeff po rozmowie z Doylem zdaje sobie coraz większą wagę z faktu, że wkracza w bardzo intymny świat ludzi. Z jednej strony przez te otwarte na oścież okna widać wiele rzeczy aż za dobrze. Z drugiej zaś niewinne obserwowanie może przemienić się w obsesję. Podoba mi się zdanie Lisy: „Nie znam się na etyce okna na podwórze”, najmocniej mi utkwiło w pamięci po całym seansie.

http://4.bp.blogspot.com/-JDOI5ECSjz8/Td-SIXoScyI/AAAAAAAAAOA/8mmYZJGt7zY/s1600/imagesrear-window-back-yard-small.jpg
Widok z okna

Decyzję o obejrzeniu „Okna na podwórze” z pewnością przyspieszył fakt, że został w nim obsadzony James Stewart. Ostrzegam na przyszłość, że mogę być w jego przypadku monotonna. Mam do niego wielką słabość i kiedy obserwuję jego grę zwyczajnie czuję się szczęśliwsza. Przydałoby się rozejrzeć dokładniej po jego filmografii w poszukiwaniu negatywnych charakterów, tyle filmów mam jeszcze do obejrzenia. Rola Jeffa to chyba pierwsza z jaką się spotkałam tego typu z jego udziałem. Albo widziałam nieśmiałych dżentelmenów, albo starszych nie przyklejających do siebie płci przeciwnej. Brakowało mi typu dojrzałego, pewnego siebie i swobodniejszego w towarzystwie kobiet. W pierwszej scenie z Grace Kelly wiedziałam, że tego mi brakowało. Przekonałam się, że w takich scenach jest nie tyle wiarygodny, co jeszcze bardziej pociągający. W czasie kręcenia filmu miał 45 lat.  W „Oknie na podwórze” był poprostu świetny. Miał ograniczone pole działania, zmuszony w znacznej mierze siedzieć na wózku. Rozbrajający jest w scenach swędzenia pod gipsem, który (jeśli wierzyć filmwebowi) raz jest na jednej, a raz na drugiej nodze. To niezły pretekst do powtórzenia seansu, podobnie jak udział samego reżysera.

Hitchcock pojawia się w swoich filmach jako cameo. Najczęściej przechodzi przez kadr czy jest jednym z tłumu. W „Oknie na podwórze” jest facetem naprawiającym zegar w mieszkaniu kompozytora. Takie smaczki nadają filmom koloru, a już na pewno rodzą w duszy fana wielką radość, gdy sam odgadnie. Sądząc po zalinkowanym wideo, Hitchock zrobił z polowania na króliczka znak rozpoznawczy.

https://i2.wp.com/www.gonemovies.com/WWW/WanadooFilms/Thriller/RearKiller4.jpg
Raymond Burr

Alfred Hitchcock nie krył się ze swoimi antypatiami czy oczekiwaniami wobec innych. Tak jak stworzył i wyniósł na szczyty Tippi Hedren, tak potem sprawił by nie powtórzyła sukcesu jaki odniosła grając w jego filmach. Ciekawy jest motyw obsadzenia Raymonda Burra w roli Thorwalda. Tak się składa, że wybrał aktora łudząco podobnego do Davida O. Selznicka. Był on producentem wcześniejszych filmów Hitchcocka, który jak się można domyślać nie zdobył sympatii reżysera. 

„Okno na podwórze” jak i kilka innych tytułów powstałych w tym czasie, były niedostępne przez bardzo długi czas. Hitchock wykupił do nich pełne prawa i przez 30 lat uczynił z nich filmami dla ludzi nieosiągalnymi. Prawa do tych filmów otrzymała w spadku jego córka i w ten sposób filmy trafiły do widzów w latach 80. Film został odrestaurowny na potrzeby kinowe i dvd w 1999 roku przez Roberta A. Harrisa i Jamesa C. Katza. Przyznam, że ta decyzja reżysera jest dla mnie wielce zastanawiająca. Może wpadnie mi w łapki książka, co tę sprawę wyjaśni.

http://1.bp.blogspot.com/-zd8tLYvv5UU/T7Pad2-EU4I/AAAAAAAABKc/rAF5pNyevQA/s1600/gown_Grace_Kelly.jpg
Grace Kelly

Pierwsza publikacja: 24 lutego 2009
Korekta: literówki i powtórzenia
Uwagi: Jeden z wielu komentarzy pozostawił Piotr Pluciński. Ale poczułam się wyróżniona.

Cairo Time/W Kairze (2009), reż. Ruba Nadda

Tytuł polski: W Kairze
Tytuł oryginalny: Cairo Time
Reżyseria: Ruba Nadda
Scenariusz: Ruba Nadda
Zdjęcia: Luc Montpellier
Rok produkcji: 2009
Ocena: 5/6
Kameralne kino czasem okazuje się być balsamem dla duszy. Po pełnym przemocy, ostrego seksu serialu „Spartacus: blood and sand”, aż prosi się o obejrzenie czegoś zgoła odmiennego, bliższego łagodnej strony ludzkiej duszy. Nie jestem chodzącą cnotką, ale też nie muszę znajdować wrażeń w wyjaskrawionych aspektach pełnych realizmu i ekshibicjonizmu. Dlatego cieszę się, że są jeszcze filmy takie jak „W Kairze”.

 Juliette (Patricia Clarkson) wyrusza w pierwszą wizytę do Kairu, gdzie czeka na nią mąż Mark (Tom McCamus). Niestety na lotnisku czeka przyjaciel, którego znała z opowieści nieobecnego małżonka. Taki jest los człowieka ONZ, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. W strefie Gazy zaczęły się problemy, a ich okiełznanie potrwa trochę czasu. Dlatego na powitanie żony wysłał emerytowanego już kolegę Tareqa (Alexander Siddig), obecnie właściciela kawiarni serwującej najlepszą kawę w stolicy.
Juliette męczy tęsknota za mężem, a początki pobytu w Egipcie nie zalicza do udanych. Poczuła co to znaczy samotna, biała i po europejsku ubrana kobieta na kairskich ulicach. Nieprzywykła do świdrującego spojrzenia młodych mężczyzn idzie do Tareqa. Od tego momentu staje się jej przewodnikiem, przyjacielem z czasem coraz bliższym. Pomiędzy wychowanymi w odmiennych kulturach rodzi się uczucie. Chemia między nimi nie jest budowana na spojrzeniach pełnych pożądania czy łapczywych dotykach. Wszystko odbywa się poprzez subtelne gesty i spojrzenia. Relacje między Juliette i Tareqiem są pełne szacunku i radości przebywania we własnym towarzystwie. Nawiązuje się między nimi nić porozumienia, potrafią milczeć patrząc sobie w oczy i uśmiechać się.
Drugim ważnym bohaterem jest Kair, pięknie sfotografowany przez Luca Montpelliera. Dopełnieniem niezwykłych wrażeń estetycznych jest muzyka, która dźwięczy w uszach długo po napisach końcowych. Zwyczajnie ma się ochotę na wyjazd do stolicy Egiptu i znaleźć własną namiastkę Tareqa, który pokazałby miasto swoimi oczami.
Patricia Clarkson to aktorka, która w swojej filmografii ma wiele bardzo interesujących projektów. Ma ten talent, że w roli drugoplanowej zapada w pamięć nawet mocniej niż główna obsada. Po kilku filmach, w moich oczach urosła do rangi, w której jej nazwisko decyduje o wyborze filmu. Cenię ją za talent, naturalność i niezwykłość spojrzenia. Cudownie się prezentowała w kairskich plenerach, a prostota strojów tylko podkreślała jej nietuzinkowość. Wygląda na to, że padłam pod urokiem Alexandra Siddiga, którego z pewnością będę wypatrywać w „Starciu tytanów”, gdzie wcielił się w rolę Hermesa (mam nadzieję, że go nie wycięli jak Miko). 
W ogólnym podsumowaniu „Cairo time” zaliczam do grona ulubionych filmów, gdzie z pozoru nic się nie dzieje, a przyjemność z oglądania czerpię pełnymi garściami. Innego zakończenia chyba być nie mogło. To, co rodzi się w jednym świecie , trzeba tam pozostawić. 
Patricia Clarkson i Alexander Siddig
Data publikacji: 11 kwietnia 2010
Korekta: literówki
Uwagi: warto zobaczyć

Ágora/Agora (2009), reż. Alejandro Amenabar

Tytuł polski: Agora
Tytuł oryginalny: 
Ágora
Reżyseria: Alejandro Amenabar
Scenariusz: Alejandro Amenabar, Mateo Gil
Zdjęcia: Xavi Gimenez

Muzyka: Dario Marianelli
Rok produkcji: 2009
Dystrybutor: Forum Film Poland/TIM Film Studio
Ocena: 6/6


Jak często zdarza się Wam to niesamowite uczucie? Trafiacie na zapowiedź ciekawego filmu, czekacie na możliwość jego obejrzenia, a kiedy to następuje, czujecie się spełnieni? Jakiś czas temu zapodałam trailer „Agory” Amenabara i miałam pewne obawy. Jeśli znów się przejadę? „Agora” to film magiczny, okrutny i smutny, ale w tym wszystkim dla mnie piękny. Jeżeli znawcy twórczości Amenabara uznają film za najgorszy w jego dorobku – uznam go za reżysera wybitnego. „Agora” stała się dla mnie obrazem wyjątkowym, pobudzającym do wielu przemyśleń. Gdyby nie nocna awaria bloxa, ten wpis zawisłby na stronie przed wschodem słońca.
 
Centralną postacią „Agory” jest Hypatia (Rachel Weisz), matematyczka i filozofka neoplatońska. Byłą córką Teona z Aleksandrii (Michael Lonsdale) – matematyka, astronoma i filozofa. W tych czasach niewolnictwo było powszechne i słynnej uczonej towarzyszył młody chłopak Davus (Max Minghella). Podkochiwał się w swojej pani i musiał znosić garść upokorzeń z których Hypatia nie zdawała sobie sprawy. Na jednym z wykładów można mieć jasność w odniesieniu do hierarchii w starożytnym świecie. To jedno pytanie: „Jak myślicie? Jaka tajemna siła może drzemać pod ziemią i sprawiać, że każdy człowiek, zwierzę, przedmiot i niewolnik się na niej utrzymują?”* nie pozostawia złudzeń. Nie oznaczało to, że filozofka znęcała się nad niewolnikami. Hypatia była osobą nie tylko o wielkim umyśle, ale też sercu i wrażliwości. Przynajmniej taką ją widzimy przez pryzmat chilijskiego reżysera. Uczona miała grono uczniów, którzy okazywali jej szacunek i oddanie przez długie lata. „Agora” skupia się wokół relacji Hypatii z Orestesem (Oscar Isaac), późniejszym prefektem i Synezjuszem z Cyreny (Rupert Evans), późniejszym biskupem Ptolemaidy.

Mamy jednak IV wiek naszej ery. Czasy, kiedy chrześcijanie służyli za krwawą rozrywkę w starożytnych amfiteatrach dawno minęły. Przemiana religii mniejszości w religię państwową, a co za tym idzie, zatarcie rozdziału między władzą państwową a religijną miało fatalne skutki. Kościół, który wcześniej był ofiarą, pozwolił uczynić siebie sprawcą i katem. Agresywna i barbarzyńska ekspansja chrześcijaństwa doprowadziła do upadku kultury antycznej. Nie przypominam sobie obrazu w którym chrześcijanie uosabiali bezmyślny i okrutny fanatyzm. Dotychczas za tych złych i podłych robili żydzi lub muzułmanie. W przypadku „Agory” pójściem na łatwiznę byłoby uznanie filmu za antykatolicki czy antychrześcijański. W większości religii mechanizm jest podobny i Amenabar przypomina tylko, że chrześcijanie nie wyłamali się z tego schematu. Na początku zawsze są idee, które są modyfikowane w zależności od sytuacji. Ammoniusz (Ashraf Barhom) głosi Słowo Boże, ale też robi wszystko by wątpiący znów był zapalczywy w szerzeniu wiary. Jaskrawym przykładem jest dialog między Ammoniuszem a Davosem w trakcie zbierania i grzebania ciał żydowskich:

  • D: Ammoniuszu. Czy Bóg z Tobą rozmawia?
  • A: Cały czas. Ammoniuszu, zrób to… Ammoniuszu, zrób tamto… Dzisiaj mówił tak szybko, że musiałem go poprosić, by zwolnił. 
  • D: Powiedz mi coś. Myślałeś kiedyś, że jesteśmy w błędzie? 
  • A: Dlaczego? D: Mnie wybaczono, a teraz ja nie potrafię wybaczać. 
  • A: Wybaczać komu? Żydom? 
  • D: Jezus przebaczył im na krzyżu. 
  • A: Jezus był bogiem. Tylko on mógł okazać taką łaskę.*

Póki biskupem Aleksandrii był Teofil, różne religie jeszcze jakość współegzystowały. Za wyjątkiem starych wierzeń uznanych za pogańskie. Kiedy po jego śmierci, tron biskupi objął jego ambitny bratanek Cyryl, kultura antyczna w Aleksandrii zmierzała prosto ku unicestwieniu. To on zmusił Żydów do opuszczenia miasta, wcześniej dając pokaz siły pozbawiającej życia mężczyzn, kobiety i dzieci. Amenabar skontrastował rządnego władzy Cyryla z pokojowym z biskupem Ptolemaidy – wystarczy porównać ich szaty. Chrześcijańskie bojówki zwane parabolanami pomagały chrześcijanom, gnębiły niewiernych. Trudno oprzeć się skojarzeniom ze współczesnym terroryzmem. Nie ważne za jakimi dogmatami będzie się krył, fanatyzm będzie taki sam i wciąż nie do okiełznania. Walka o władzę dochodzi do takiego punktu, w którym pewne osobistości stają się niepożądane. Cyryl z Aleksandrii zaczął nastawiać ludzi przeciwko Hypatii – pogance i kobiecie niepodporządkowanej żadnemu mężczyźnie. Dlaczego była dla chrześcijaństwa niewygodna? Nieprzypadkowo Cyryl wygłosił fragment „Pierwszego listu św. Pawła do Tymoteusza”:

 „Podobnie kobiety powinny mieć ubiór przyzwoity, występować skromnie i powściągliwie, a nie stroić się w kunsztowne sploty włosów ani w złoto czy w perły, czy kosztowne szaty. Lecz jak przystoi kobietom, które są prawdziwie pobożne, zdobić się dobrymi uczynkami. Kobieta niech się uczy w cichości i w pełnej uległości. Nie pozwalam zaś kobiecie nauczać anie wynosić się nad męża, natomiast powinna zachowywać się spokojnie. Bo najpierw został stworzony Adam, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech”. Lecz dostąpi zbawienia przez macierzyństwo, jeśli trwać będzie w wierze i miłości, i świątobliwości i w skromności.**


W filmie zostały pominięte ostatnie dwa zdania, których nie mogłam przemilczeć. Hypatia sportretowana przez Weisz jest kobietą pełną pasji dla nauki. Przy tym jest łagodna i rozważna, ale wierna swoim poglądom. Niesamowicie podobały mi się sceny wykładów, poczułam chęć głębszego poznania myśli starożytnych. Czułam się jakbym odkrywała dla siebie nowy świat, którego nie poznałam w szkole. Czy model wszechświata Ptolemeusza, zrobiony przez Davusa byłby tak oczywisty na kartce okraszony kilkoma zdaniami? Ile osób wie, że heliocentryczna wizja wszechświata wyszła z ust Arystarcha? A stożek Apolla, który pierwszy raz na oczy widziałam? Wiedza starożytna stała się pasjonująca tak jak wyjątkową była Hypatia. Kobieta ciesząca się szacunkiem i znająca własną wartość, nie pasowała do hierarchii św. Pawła. Chrześcijaństwo przyniosło nie tylko antysemityzm i zahamowanie rozwoju nauki, ale też wciśnięcie kobiety w ciasny gorset posłuszeństwa i uległości wobec mężczyzn.

Od wielu lat uwielbiam Rachel Weisz. Jako aktorka i kobieta zawsze potrafiła zrobić na mnie kolosalne wrażenie. Krótkim epizodem w „My blueberry nights” Wonga Kar-Waia potrafiła przysłonić mi resztę obsady. Jako Hypatia uosabiała szlachetność i łagodność. Piękna i zwyczajna zarazem o wielkiej charyźmie. Na uwagę z pewnością zasługuje Max Minghella. Skojarzenie ze znanym reżyserem takich filmów jak „Utalentowany pan Ripley” czy „Wzgórze nadziei” nie jest przypadkowe – był jego ojcem. Rola Davusa nie należała do prostych, wymagała ukazania wielu emocji, zwłaszcza tych skrywanych pod twarzą twardziela. Najpierw jako niewolnik służy Hypatii, potem zostaje wcielony do parabolan. Jednak nie potrafi spojrzeć w oczy swej pani, kiedy dokonuje aktów okrucieństwa. Mighella dostał rolę, która pozwoliła mu pokazać, że nie jest tylko synem Anthony’ego. Mam tylko nadzieję, że nie zobaczę więcej jak biega – zdecydowanie powinni mu tego zabronić. Poza tym miałam zaszczyt zobaczyć niemały talent aktorski, a ostatnia scena z jego udziałem była tylko kropką nad i. 

W myślach ciągle wracam do sceny, która najbardziej mnie zmroziła. Kiedy rozjuszeni chrześcijanie ruszyli na Serapejon, z ich gardeł rozbrzmiewało triumfalne „Alleluja, alleluja!”. Dotychczas to słowo kojarzyło mi się z radością i szczęściem. Teraz nabrało zupełnie nowego znaczenia.

Rachel Weisz i Max Minghella
——
*) napisy NewAge SubTeam 
**)”Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu”; Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa 1983

Data publikacji: 14 marca 2010

Korekta: kropki, spacje, przecinki. 😉

Uwagi: Czy Was też ściska w gardle na wspomnienie zniszczenia Serapejonu?