„Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy” – powrót do korzeni i młode pędy.

W dniu premiery zasiadłam sobie w fotelu kinowym z niemałą ulgą. Jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów o których nie chce się nic wiedzieć przed seansem. Możliwe, że miałam trochę szczęścia, bo do tego momentu nie natknęłam się nawet na okruch pozwalający zidentyfikować największy i zarazem najsmutniejszy spoiler tego filmu. Nie odgradzałam się specjalnie od wirtualnego świata, nawet pokusiłam się o manewry hazardzisty. Doszłam do wniosku, że świat solidarnie zamilkł aby Ci, którzy wciąż czekają na premierę nie stali na przegranej pozycji. Jednak kolejne posty i wpisy udowadniały mi moje szczęście, bo siedząc wygodnie na czerwonym fotelu czekałam na powrót do świata, który tak pokochałam w dzieciństwie.

Ostrzeżenie producenta: tekst może zawierać śladowe ilości spoilerów

Czytaj dalej

„Spectre”, czyli zemsta w skrajnie niskiej temperaturze.

Żyję na tym świecie nie od wczoraj, ale dopiero 24. film z serii o agencie 007 był pierwszym obejrzanym w kinie. James Bond towarzyszy mi odkąd pamiętam, obejrzałam chyba wszystkie filmy. Z drugiej strony co się dziwić – seria zajmuje stałe miejsce w światowej popkulturze. Szczególnie to widać w sali kinowej miasta, które wyprodukowało śmigłowiec pojawiający się w „Tylko dla twoich oczu” z Rogerem Moore. Żadne filmy od Marvela nie przyciągnęły takiej widowni jak „Spectre”, a ja miałam okazję znów poczuć jak to jest być częścią wielkiej widowni. Kiedy ogłoszono Daniela Craiga jako kolejnego odtwórcę kultowej postaci, znalazłam się w obozie entuzjastów tego wyboru. To była zapowiedź czegoś innego, bardziej przystającego do naszych czasów. Jednak Bond pozostaje Bondem i pewnych rzeczy się nie przeskoczy, ale czy tak bardzo musi o tym przypominać? Czytaj dalej

Nieracjonalny mężczyzna, czyli Woody Allen ponownie w oparach zbrodni i kary.

Filmy Woody’ego Allena albo się lubi albo nie. Nie twierdzę, że nie ma stanów pośrednich, ale przy tak wyrazistej, dającej się z miejsca przyporządkować pod jeden mianownik twórczości – bardzo często dochodzi do skrajności w postawie odbiorców. Moja przygoda z Allenem zaczęła się dzięki filmowi „Klątwa skorpiona” z 2001 roku i w tamtym czasie nadrobiłam część z jego starszej filmografii. Nie potrafię powiedzieć co tak naprawdę urzekło mnie w tym filmie, co było tą iskrą zapalną, która popchnęła mnie w rejony jego kina. W każdym razie na mapie kina znalazłam przystanek, który niezwykle mi odpowiadał. Od jakiegoś czasu Allen regularność premier niekoniecznie idzie w parze z jakością. Urosło nawet przekonanie, że wychodzi mu co drugi film – co chwilami bywa prawdą. „Nieracjonalny mężczyzna” wywołam u mnie raczej mieszane uczucia. Czytaj dalej

Szable, owce i pianina, czyli czego potrzeba kobiecie mieszkającej „Z dala od zgiełku”.

Raz na jakiś czas na horyzoncie pojawia się nowa twarz, która wyhodowana na gruncie europejskim (ale nie angielskim) zaczyna pojawiać się w zachodnim kinie anglojęzycznym. Mieliśmy Noomi Rapace, Alicię Vikander, Joela Kinnamana czy Madsa Mikkelsena. Od niedawna nie sposób nie zauważyć Belga o dość trudnym do zapamiętania nazwisku – Mathhias Schoenaerts. Idąc śladem jego filmografii nie da się ominąć najnowszą adaptację powieści Thomasa Hardy’ego. Z miejsca się przyznaję, że nie miałam styczności z dorobkiem brytyjskiego pisarza i seans był dla mnie totalną niewiadomą. Nawet gdybym chciała w tempie ekspresowym przeczytać „Z dala od zgiełku” to zasoby miejscowej biblioteki nie przewidziały takiej potrzeby. A szkoda, bo ciągnie mnie teraz w stronę lżejszej klasyki. Wracając do filmu wyreżyserowanego przez Thomasa Vinterberga, dawno mi się tak dobrze nie oglądało filmu kostiumowego, a przecież nie brak mu punktów do wytknięcia. Czytaj dalej

Podwójne oblicze Magic Mike’a.

Premiery „Magic Mike’a” sprzed trzech lat nie dało się nie zauważyć – doborowa obsada w świecie striptizerów. Przy okazji wypłynął temat przeszłości Channinga Tatuma, bo film Stevena Sodeberga ma oparcie w życiorysie aktora. O karierze striptizera było wiadomo od dawna, a dokumentację tego rozdziału bez problemu można znaleźć w internecie. Tam przecież nic nie ginie. Wtedy w mieście nie działało kino, a nie czułam się gotowa na oglądanie filmu o striptizerach i dopiero tegoroczna premiera skłoniła mnie do wejścia w temat. „Magic Mike XXL” to nie tylko zmiana na stanowisku reżysera (Gregory Jacobs) czy wymiana części obsady. To są zupełnie różne filmy, niemal schizofreniczne. Czytaj dalej

ANT-MAN (2015), reż. Peyton Reed

Właśnie dokonałam zamknięcia drugiej fazy MCU, obejrzałam „Ant-Mana”, któremu nie wróżyłam za bardzo sukcesu. Marvel zaczyna powoli wyprowadzać kolejne postacie ze swojego uniwersum i z małą dozą sceptycyzmu przyglądam się temu, co zostało zaplanowane na fazę trzecią. Możliwe, że przemawia przeze mnie przesyt tym komiksowym uniwersum, a może ten pierwotny zachwyt się ulotnił? Nie zmienia to mojego wewnętrznego przekonania, że te filmy lepiej poznać na własnej skórze, bo nigdy nie wiadomo kiedy wyjdę kina spłakana ze śmiechu. „Ant-Man” był dla mnie najbardziej ryzykownym projektem MCU, a wyszłam z kina chyba najbardziej oczarowana. Czytaj dalej