Who wants to watch "Forever" – wrażenia po pierwszym odcinku

W natłoku nowości serialowych przygotowanych na tegoroczną jesień, można łatwo przegapić co ciekawsze propozycje głównie amerykańskich stacji. Ogólnie żyjemy w czasach, gdzie wszystkiego jest tak dużo, że nie sposób ogarnąć tak jakby się chciało. Dopiero niedawno dowiedziałam się o nowym serialu z walijskim aktorem, którego imienia i nazwiska wprawdzie nie potrafię wymówić (ale się nauczę jak złapię wenę), ale napisać już tak. W tym przypadku nie zadziałała magia nazwiska, ale temat, który kiedyś zakończył się szybką kasacją serialu, co też było powodem mojej autentycznej rozpaczy. Tak, zgadza się, w czasach kiedy bardziej emocjonalnie podchodziłam do filmów i seriali byłam mocno zawiedziona, że „New Amsterdam” zakończył się na ośmiu odcinkach z bardzo niemrawym zakończeniem. Cóż, takie prawa rynku, a potem długo nie wracano do produkcji serialu o jednostce naznaczonej nieśmiertelnością. To jeden z moich ulubionych tematów w literaturze i filmie, chociaż mam wrażenie, że moja styczność z tematem jest niewystarczająca. Jak się domyślacie, nieśmiertelność bohatera spoglądającego z materiałów promocyjnych zadecydowała o wpisaniu serialu na listę nowości, które warto sprawdzić. Premiera telewizyjna została przewidziana na 22 września, ale spokojnie – nie doszło do wycieku tak jak w przypadku „Flasha” czy „Constantine’a”. Włodarze stacji zdecydowali się na pokazanie pilota online i od 26 sierpnia można przekonać się czy warto czekać miesiąc na kolejny odcinek. Jak dla mnie warto. „Forever” zapowiada się jako żelazny punkt mojego jesiennego serialowego repertuaru.

Czytaj dalej