Oscary 2015 – kilka słów o nominacjach

W tym roku ominęło mnie gorączkowe wyczekiwanie konferencji prasowej na której ogłoszono nominacje do Oscarów. Tak, nie ćwiczyłam rozumienia angielskiego ze słuchu przy jednoczesnej kontemplacji urody błękitnych oczu Chrisa Pine’a. W zeszłym roku maskotką był nie mniej urodziwy Chris Hemsworth i aby tradycji stało się zadość, to zamawiam na kolejne lata Chrisa Pratta i Chrisa Evansa. Jeszcze wczoraj wyraziłam smutek, że nie będę miała dostępu do internetu i nie od razu zapoznam się z nominacjami. Wyszło tak, że dopiero po przekroczeniu progu mojego mieszkania przypomniałam sobie o tym wydarzeniu. Może to świadczyć, że ten cały cyrk nie jest w istocie taki ważny, ale nie wpisuję się w jeden ze strumieni, które ostentacyjnie umniejszają nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej. Po prostu czasem życie jest ciekawsze i bardziej zajmujące niż ogłoszenie nominacji, a biorąc pod uwagę jak mało widziałam filmów z wielkiej puli przewidywań i prorokowania – moje kibicowanie nie opiera się o ten właściwy czynnik. Nie znaczy to, że w ogóle odpycham te nagrody, bo mam do nich niebywały sentyment i co tu ukrywać, to jest największe wydarzenie w świecie filmowym. Można psioczyć i wyzywać członków Akademii od kogo się tylko chce, ale obok Oscarów nie sposób przejść obojętnie.  Czytaj dalej