Szable, owce i pianina, czyli czego potrzeba kobiecie mieszkającej „Z dala od zgiełku”.

Raz na jakiś czas na horyzoncie pojawia się nowa twarz, która wyhodowana na gruncie europejskim (ale nie angielskim) zaczyna pojawiać się w zachodnim kinie anglojęzycznym. Mieliśmy Noomi Rapace, Alicię Vikander, Joela Kinnamana czy Madsa Mikkelsena. Od niedawna nie sposób nie zauważyć Belga o dość trudnym do zapamiętania nazwisku – Mathhias Schoenaerts. Idąc śladem jego filmografii nie da się ominąć najnowszą adaptację powieści Thomasa Hardy’ego. Z miejsca się przyznaję, że nie miałam styczności z dorobkiem brytyjskiego pisarza i seans był dla mnie totalną niewiadomą. Nawet gdybym chciała w tempie ekspresowym przeczytać „Z dala od zgiełku” to zasoby miejscowej biblioteki nie przewidziały takiej potrzeby. A szkoda, bo ciągnie mnie teraz w stronę lżejszej klasyki. Wracając do filmu wyreżyserowanego przez Thomasa Vinterberga, dawno mi się tak dobrze nie oglądało filmu kostiumowego, a przecież nie brak mu punktów do wytknięcia. Czytaj dalej