The Musketeers 3×01 „Spoils of war”

Dałam ciała i nie zamierzam się z tym kryć. Moja sympatia do tego mocno niedoskonałego serialu zaowocowała przegapieniem premierowego odcinka trzeciego i zarazem ostatniego sezonu. Tak moi drodzy – przed nami ostatnia porcja dziesięciu odcinków mocno oryginalnych (szczególnie względem pierwowzoru literackiego) przygód muszkieterów. Skąd to przeoczenie, które zaowocowało bardzo spóźnionym seansem? To jest trudne do wytłumaczenia, bo mimo w miarę regularnego poszukiwania informacji nie natrafiłam na konkretną datę, ale prognozę wyznaczającą koniec maja. Nic to, mleko się rozlało, a serial sam się nie obejrzy. Kiedy usłyszałam pierwsze dźwięki z czołówki poczułam się jak w domu. Uwielbiam to uczucie. Czytaj dalej

Nie jest łatwo stać po właściwej stronie w świecie fantasy – o pierwszym sezonie „The Shannara Chronicles”

Może na tym blogu nie da się tego zbytnio zauważyć, ale lubię seriale wypuszczane przez stację MTV. W oczach wielu jest synonimem zejścia na psy i sięgnięcia dna i metrów mułu, ale w sekcji serialowej jest dokładnie odwrotnie. Od czasów „Teen Wolfa” dostajemy solidne produkcje skierowane do młodzieży. Nawet jeśli w późniejszych odsłonach tak nie zachwycają, to na początku określam je jako produkcje godne uwagi. Nie mogłam przegapić kolejnego dziecka tej stacji – „The Shannara Chronicles” od Alfreda Cougha i Milesa Millara. Adaptacja serii książek Terry’ego Brooksa, które doczekały się polskich wydań, w pierwszym sezonie doczekało się 10 odcinków. Czytaj dalej

Serialowa jesień 2015, czyli idzie nowe nijakie.

Witam po tygodniach niebytu. Z niemałym lękiem stanęłam przed faktem, że odwykłam od pisania. Kiedy oglądam film czy serial, w mojej głowie nie kiełkuje się chęć stworzenia wpisu, nawet porażająco niedorzecznego. It’s a really bad situation. Czyżby mój umysł przestał pracować? Możliwe, ale tych ukłuć zazdrości, kiedy czytam kolejne wpisy blogerskiej braci, nie mogę już ignorować. Nie nazwałabym tego przebudzeniem z donośnym „Roar” Katy Perry na ustach. Myślę, że złość na samą siebie będzie na razie solidnym czynnikiem mobilizującym. Od czego zacząć ścieranie kurzu i ściąganie pajęczyn? Od tematu lekkiego i przyjemnego, a przynajmniej tak by się zdawało. Czytaj dalej

Matoł i ćwok. O pierwszym sezonie „Merlina”.

W pogoni za nowościami czasem warto sięgnąć po coś starszego i skończonego. W serialach jeszcze łatwiej o zaległości ponieważ mnogość odcinków do nadrobienia potrafi odstraszyć. Co jakiś czas zderzam się z listą kultowych seriali, których do dnia dzisiejszego nie ruszyłam. Tak się złożyło, że jesteśmy skazani na produkcje amerykańskie, brytyjskie, polskie lub latynoamerykańskie. Rzadko pojawia się inna opcja europejska czy azjatycka – tutaj trzeba samemu poszukać, nie dostaniemy ich podanych na tacy. Nie bez znaczenia jest fakt, że język angielski jest współczesną łaciną, językiem francuskim dziewiętnastego wieku, językiem globalnym. Dlatego dostępność, odpowiedni poziom korelacji kulturowej i co tu ukrywać – różnorodność w temacie i jakości przemawiają za wyborem seriali produkowanych w języku Szekspira. Mam wrażenie, że kiedyś było łatwiej zorientować się co piszczy w rynku serialowym. Do głównych mediów przedostawały się te najlepsze, najciekawsze lub najbardziej imponująco obsadzone seriale. Może tak sobie wmawiam, bo od jakiś kilku lat mam spory problem z ogarnięciem tego, co oferują najbardziej liczące się stacje telewizyjne. Dlatego tak wiele seriali pozostaje niezbadanych, ominiętych czy po prostu zignorowanych z braku czasu a nawet ochoty. Jeśli masz za duży wybór wtedy istnieje ryzyko, że nie dokonasz żadnego.  Czytaj dalej

Klify, Kornwalia i klata, czyli po finale pierwszego sezonu „Poldarka”.

Nie ukrywam, że obecność bardzo lubianego aktora czy aktorki bardzo pomaga w doborze filmów czy seansów. Gdyby nie Aidan Turner, którego gwiazda zdecydowanie mocniej zajaśniała dzięki roli Kiliego w „Hobbicie”, najprawdopodobniej niespecjalnie zainteresowałabym się nowym serialem BBC. Najwyraźniej twórcy byli tego aż nadto świadomi skoro zdecydowali się nie tylko na intensywne wydobywanie jego talentu, ale też polerowali lub malowniczo brudzili i zakrapiali potem jego doczesną powłokę. Bardzo żywo reagowałam na kolejne zapowiedzi serialu, które prezentowały irlandzkiego aktora od jak najpiękniejszej wizualnie strony. W końcu brakowało mi postaci nieco na miarę pana Darcy’ego wyłaniającego się z wody. Jednak po trzech odcinkach to co miało być dziką przyjemnością, przeobraziło się obowiązek spełniany już nieco na siłę. Tylko wizja natknięcia się na spoilery zmusiła mnie do w miarę szybkiego nadrobienia zaległości w postaci pięciu odcinków. Czytaj dalej

The Musketeers 2×09-10 „Accused”/”Trial and punishment”, a właściwie to podsumowanie sezonu.

Stało się – życie dobrało się do mnie i odstawiło blogowanie na praktycznie miesiąc. Nie chciałam by ta przerwa trwała aż tak długo i stąd nie pisałam nic w tym temacie. Obecny tryb życia wymaga ode mnie wczesnego wstawania i zostawia mi bardzo mało czasu na rozłożenie się z pisaniem. Ponieważ w takich warunkach nie jestem w stanie się skupić na pisaniu to chociaż nie narobię sobie zaległości w oglądaniu. Tutaj nie jest źle, ale w końcu trzeba się przystosować i wrócić do tego co było. Teraz się drapię w pamięci, by wyskrobać nieco materiału na ten wpis. Mimo, że komentarzy pod kolejnymi omówieniami odcinków tego serialu jest jak na lekarstwo, to jednak dochodzą do mnie informacje, że ktoś je naprawdę czyta. Do tego głupio by było zostawić coś nieskończonego. Dlatego ten wpis należy potraktować bardziej jako podsumowanie całości choć pewne sceny z pewnością uda mi się przywołać w pamięci. Tych spragnionych i rozczarowanych obsuwą przepraszam i jednocześnie zapraszam do lektury tego co mi ślina na palce przyniesie. Czytaj dalej

The Musketeers 2×08 „The prodigal son”

Dość mieszanie przyjęłam poprzedni odcinek. Z jednej strony była wysoka poprzeczka związana z szóstym odcinkiem tego sezonu, a z drugiej sama historia była jednak zbytnio naciągana. Nie zamierzam drążyć historii by poznać prawdziwe losy kuzynki króla, ale od dawna brakuje mi czegoś mocnego w tym serialu, czegoś co trwa dłużej niż jeden odcinek. Dlatego trochę marudzę, bo zdaję sobie sprawę, że tęsknię głównie za jednym – odczuwania, że między głównymi bohaterami jest ta jedyna i niepowtarzalna więź. Oddalam w czasie powtórkę z pierwszego sezonu aby nie zepsuć sobie odbioru obecnego, ponieważ mimo wszystko to jest kochany serial i bardzo mi potrzebny. Bardzo się cieszę, że ten sezon powoli schyla się ku końcowi, bo oczekuję przynajmniej spektakularnego zwieńczenia drugiej serii. W tym sezonie twórcy za bardzo namotali i stracili z pola widzenia to, co stanowi siłę tego serialu wpędzając bohaterów w głupie sytuacje. Poprzedni odcinek zapowiadał rozwinięcie dwóch kwestii – pochodzenia Portosa oraz uczuć Konstancji. Za nic się nie spodziewałam, że końcówka będzie soczystym preludium do zwieńczenia sezonu. Czytaj dalej